Dzień Bez Samochodu. Oficer rowerowy nie pedałuje, bo ma "wizje lokalne"
22.09.2011
, aktualizacja: 22.09.2011 10:37
Cezary Mieszkowski, miejski inżynier ruchu i oficer rowerowy w Gorzowie, o dniu bez auta może pomarzyć, bo ciągle ma "wizje lokalne" i "bez samochodu ani rusz".
Dziś Europejski Dzień bez Samochodu. Czy w Gorzowie odstawienie auta choćby na jeden dzień jest w ogóle możliwe? - pytamy miejscowego oficera rowerowego.
Kamil Siałkowski: Do czego służy rower?
Cezary Mieszkowski: Do przemieszczania się za pomocą mięśni. Po mieście i poza nim.
Bardziej w mieście czy poza nim?
Przez trzy lata jeździłem rowerem wyczynowo, w mieście i na przełajach oraz poza miastem. Dla mnie rower jest urządzeniem, którym wjadę wszędzie.
Wsiadłby pan na rower w garniturze?
Nie mam w zwyczaju. Zresztą w naszym mieście nie ma też takiej kultury jazdy, żeby ludzie wsiadali na rower w garniturach. W Warszawie widziałem, jak elegancko ubrani ludzie poruszali się skuterami lub motorowerami. W Gorzowie na razie nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Kultura jazdy to jedno. Gorzów nie jest miastem dla amatorów dwóch kółek.
Wiem o tym. System komunikacji rowerowej na pewno fajnie by funkcjonował i był dużym odciążeniem dla ruchu. Na razie wszystko rozbija się jednak o pieniądze.
Miasto stać teraz tylko na... obietnice. Pierwsza z nich: ścieżki bitumiczne.
Bez wątpienia lepiej się jeździ po asfalcie niż kostce. Postaramy się, by przy każdej nowej drodze była droga dla rowerów z masy asfaltowej. Gdzie nie będzie miejsca, nadal będziemy tworzyć pasy pieszo-rowerowe.
Mieszka pan na os. Staszica, pracuje w magistracie przy ul. Okólnej. Próbował pan dojechać z domu do pracy rowerem?
Do pracy nie jeżdżę rowerem. Jestem miejskim inżynierem ruchu. Muszę być dyspozycyjny. Są różne sprawy, które trzeba załatwić szybko. Często muszę być na miejscu, przeprowadzić wizję lokalną. Bez samochodu ani rusz.
A może pan sobie taki przejazd rowerem wyobrazić?
- Najprościej jest pojechać al. Odrodzenia, Roosevelta, Słowiańską. Droga jest prosta, ale - generalnie - ścieżek nie ma. Jechałbym asfaltem.
Trochę by pan ryzykował, igrał ze zdrowiem.
Jest to ruchliwa droga, to prawda. Ale nic na to nie poradzę. Nie ma dróg dla rowerów, ale wierzę, że to się będzie zmieniać.
Kiedy Gorzów zacznie być przyjazny dla rowerzystów?
Bez pieniędzy za wiele nie zrobimy. Słyszałem o inicjatywie jednego z restauratorów na bulwarze, aby zrobić tam parking dla rowerów. Jedna z firm, która funkcjonuje już m.in. w Zielonej Górze, chce postawić u nas bezobsługową wypożyczalnię rowerów. To są małe kroki, ale jednak. Trzeba ciągle myśleć o tym, żeby system ścieżek rowerowych zaczął być w naszym mieście spójny.
Pasjonaci ze Stowarzyszenia Sztuka Miasta wyliczyli, że w Gorzowie i okolicach można by wybudować 140 km ścieżek rowerowych z parkingami, a wszystko kosztowałoby ok. 50 mln zł.
Plan ambitny, wszystkim się podoba. Wierzę, że z biegiem czasu coś drgnie i pieniądze się znajdą. Zresztą - jako oficer rowerowy - mocno liczę na współpracę ze stowarzyszeniem. Fajnie byłoby, abyśmy z jego przedstawicielem konsultowali różne przedsięwzięcia drogowe.
Ale pomysł stowarzyszenia nie jest jedyną ideą na rozwój infrastruktury rowerowej w regionie. Na etapie tworzenia koncepcji jest np. nadzorowana przez starostę gorzowskiego próba przekształcenia dawnej linii kolejowej z Gorzowa do Kostrzyna [przez Krzeszyce i Słońsk - red.] na trasę rowerową. Dokumentacja ma kosztować 180 tys. zł. Starostwo sugeruje, że Gorzów powinien pokryć 10 proc. tej kwoty.
Dziś mamy Dzień bez Samochodu.
Przyznam szczerze, że zastanawiałem się, czy nie zostawić samochodu pod domem. Waham się.
Wytłumaczymy pana przed szefem.
- Hmm... Nie mówię, że przesiądę się na rower. Ale może skorzystam z komunikacji miejskiej i dam przykład. Warto zobaczyć, jak zmienił się tabor MZK.
Kamil Siałkowski: Do czego służy rower?
Cezary Mieszkowski: Do przemieszczania się za pomocą mięśni. Po mieście i poza nim.
Bardziej w mieście czy poza nim?
Przez trzy lata jeździłem rowerem wyczynowo, w mieście i na przełajach oraz poza miastem. Dla mnie rower jest urządzeniem, którym wjadę wszędzie.
Wsiadłby pan na rower w garniturze?
Nie mam w zwyczaju. Zresztą w naszym mieście nie ma też takiej kultury jazdy, żeby ludzie wsiadali na rower w garniturach. W Warszawie widziałem, jak elegancko ubrani ludzie poruszali się skuterami lub motorowerami. W Gorzowie na razie nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Kultura jazdy to jedno. Gorzów nie jest miastem dla amatorów dwóch kółek.
Wiem o tym. System komunikacji rowerowej na pewno fajnie by funkcjonował i był dużym odciążeniem dla ruchu. Na razie wszystko rozbija się jednak o pieniądze.
Miasto stać teraz tylko na... obietnice. Pierwsza z nich: ścieżki bitumiczne.
Bez wątpienia lepiej się jeździ po asfalcie niż kostce. Postaramy się, by przy każdej nowej drodze była droga dla rowerów z masy asfaltowej. Gdzie nie będzie miejsca, nadal będziemy tworzyć pasy pieszo-rowerowe.
Mieszka pan na os. Staszica, pracuje w magistracie przy ul. Okólnej. Próbował pan dojechać z domu do pracy rowerem?
Do pracy nie jeżdżę rowerem. Jestem miejskim inżynierem ruchu. Muszę być dyspozycyjny. Są różne sprawy, które trzeba załatwić szybko. Często muszę być na miejscu, przeprowadzić wizję lokalną. Bez samochodu ani rusz.
A może pan sobie taki przejazd rowerem wyobrazić?
- Najprościej jest pojechać al. Odrodzenia, Roosevelta, Słowiańską. Droga jest prosta, ale - generalnie - ścieżek nie ma. Jechałbym asfaltem.
Trochę by pan ryzykował, igrał ze zdrowiem.
Jest to ruchliwa droga, to prawda. Ale nic na to nie poradzę. Nie ma dróg dla rowerów, ale wierzę, że to się będzie zmieniać.
Kiedy Gorzów zacznie być przyjazny dla rowerzystów?
Bez pieniędzy za wiele nie zrobimy. Słyszałem o inicjatywie jednego z restauratorów na bulwarze, aby zrobić tam parking dla rowerów. Jedna z firm, która funkcjonuje już m.in. w Zielonej Górze, chce postawić u nas bezobsługową wypożyczalnię rowerów. To są małe kroki, ale jednak. Trzeba ciągle myśleć o tym, żeby system ścieżek rowerowych zaczął być w naszym mieście spójny.
Pasjonaci ze Stowarzyszenia Sztuka Miasta wyliczyli, że w Gorzowie i okolicach można by wybudować 140 km ścieżek rowerowych z parkingami, a wszystko kosztowałoby ok. 50 mln zł.
Plan ambitny, wszystkim się podoba. Wierzę, że z biegiem czasu coś drgnie i pieniądze się znajdą. Zresztą - jako oficer rowerowy - mocno liczę na współpracę ze stowarzyszeniem. Fajnie byłoby, abyśmy z jego przedstawicielem konsultowali różne przedsięwzięcia drogowe.
Ale pomysł stowarzyszenia nie jest jedyną ideą na rozwój infrastruktury rowerowej w regionie. Na etapie tworzenia koncepcji jest np. nadzorowana przez starostę gorzowskiego próba przekształcenia dawnej linii kolejowej z Gorzowa do Kostrzyna [przez Krzeszyce i Słońsk - red.] na trasę rowerową. Dokumentacja ma kosztować 180 tys. zł. Starostwo sugeruje, że Gorzów powinien pokryć 10 proc. tej kwoty.
Dziś mamy Dzień bez Samochodu.
Przyznam szczerze, że zastanawiałem się, czy nie zostawić samochodu pod domem. Waham się.
Wytłumaczymy pana przed szefem.
- Hmm... Nie mówię, że przesiądę się na rower. Ale może skorzystam z komunikacji miejskiej i dam przykład. Warto zobaczyć, jak zmienił się tabor MZK.
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Dzień Bez Samochodu. Oficer rowerowy nie pedału...
z.orro
14.12.11, 14:15
Pan Cezary nie jeździ rowerem, bo w trakcie pracy ma "inne " bardzo wazne rzeczy do załatwienia niezwiązane z praca i rowerem byłoby ciężko i mało pakowny :D»
-
Re: Dzień Bez Samochodu. Oficer rowerowy nie peda
tajemniczy_sterowniczy
14.12.11, 16:08
U mnie - na wsi - urzadzamy dni bez rowerów! Jak duzo turystów sie zjedzie rowerami to zarcie im trzeba przywieźć samochodem - na rowerze nie da rady...»
Najczęściej czytane24 htydzień



