Jak "Kochać" na Walentynki, to tylko w teatrze
13.02.2012
, aktualizacja: 13.02.2012 11:49
Piosenki o namiętnościach, dobra, trochę sentymentalna zabawa, odrobina humoru i ironii. Czego chcieć więcej na walentynkowy wieczór?
Teatr Osterwy gra "Kochać" 14 lutego o godz. 17.30. Bilety 35 zł , ulgowe 28 zł.
Spektakl z piosenkami Piotra Szczepanika zaczyna się od krótkiej projekcji slajdów z Gorzowa latach 60. i 70. ub. wieku. Bo jak mówi reżyser, "Kochać" to sentymentalna podróż w czasie. - Oczywiście, to nie ma nic wspólnego z polityczną rzeczywistością. Te czasy nie były ani piękne, ani sympatyczne. Ale ludzie wtedy też kochali, spotykali się i rozchodzili się - tłumaczy Artur Barciś.
Piosenki bronią się same. Nie potrzebują kontekstu historycznego. Ich melodyjność, teksty o prostych rozterkach mogłyby trącić kiczem. Ale nie trącą. W końcu jesteśmy tak skomplikowani, że to samo, o czym kiedyś śpiewał Szczepanik, trzeba zawoalować piramidami udziwnionych metafor i skryć za jeszcze dziwniejszymi wokalnymi akrobacjami.
Słucha się ich z przyjemnością. Ktoś kogoś kocha, inny rani, ktoś odjeżdża, drugi tęskni. Barciś zgrabnie potrafił ułożyć z tych piosenek spójną, zrozumiałą historię, zapraszając na scenę różne, charakterystyczne ludzkie typy, niekiedy groteskowo przerysowane. Są więc On i Ona, para w kryzysie, są marynarz z dziewczyną. Są nieśmiali okularnicy, żywcem wyjęci z Osieckiej i starsi państwo żyjący wspomnieniami, jest barmanka i tajniak. No i wreszcie Sprzątaczka, która otwiera i zamyka ten spektakl dziejący się na jakiejś dansingowej sali. I ona, gdy sala opustoszeje, a goście zabiorą ze sobą swoje małe dramaty, może stać się kimś innym niż się wydaje?
Spektakl udowadnia, że choć zmieniły się dekoracje, inaczej dziś się śpiewa, gra, ubiera, palenie jest passé i w lokalach w ogóle niemożliwe etc., to jednak uczucia pozostały te same. A piosenki pasują do nich jak ulał. Jednocześnie ten spektakl jest po prostu tym, czym być powinien: półtorej godziny dobrej rozrywki.
Spektakl z piosenkami Piotra Szczepanika zaczyna się od krótkiej projekcji slajdów z Gorzowa latach 60. i 70. ub. wieku. Bo jak mówi reżyser, "Kochać" to sentymentalna podróż w czasie. - Oczywiście, to nie ma nic wspólnego z polityczną rzeczywistością. Te czasy nie były ani piękne, ani sympatyczne. Ale ludzie wtedy też kochali, spotykali się i rozchodzili się - tłumaczy Artur Barciś.
Piosenki bronią się same. Nie potrzebują kontekstu historycznego. Ich melodyjność, teksty o prostych rozterkach mogłyby trącić kiczem. Ale nie trącą. W końcu jesteśmy tak skomplikowani, że to samo, o czym kiedyś śpiewał Szczepanik, trzeba zawoalować piramidami udziwnionych metafor i skryć za jeszcze dziwniejszymi wokalnymi akrobacjami.
Słucha się ich z przyjemnością. Ktoś kogoś kocha, inny rani, ktoś odjeżdża, drugi tęskni. Barciś zgrabnie potrafił ułożyć z tych piosenek spójną, zrozumiałą historię, zapraszając na scenę różne, charakterystyczne ludzkie typy, niekiedy groteskowo przerysowane. Są więc On i Ona, para w kryzysie, są marynarz z dziewczyną. Są nieśmiali okularnicy, żywcem wyjęci z Osieckiej i starsi państwo żyjący wspomnieniami, jest barmanka i tajniak. No i wreszcie Sprzątaczka, która otwiera i zamyka ten spektakl dziejący się na jakiejś dansingowej sali. I ona, gdy sala opustoszeje, a goście zabiorą ze sobą swoje małe dramaty, może stać się kimś innym niż się wydaje?
Spektakl udowadnia, że choć zmieniły się dekoracje, inaczej dziś się śpiewa, gra, ubiera, palenie jest passé i w lokalach w ogóle niemożliwe etc., to jednak uczucia pozostały te same. A piosenki pasują do nich jak ulał. Jednocześnie ten spektakl jest po prostu tym, czym być powinien: półtorej godziny dobrej rozrywki.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




