Młodzi zdolni, ale niepotrzebni na naszym rynku pracy
13.11.2010
, aktualizacja: 15.11.2010 08:43
Kończą szkoły z wyróżnieniem, a potem nie mogą znaleźć pracy. Co piąty bezrobotny w woj. lubuskim nie ma więcej niż 25 lat.
ZOBACZ TAKŻE
- Niemiec, ten sympatyczny kolega z pracy. Przyjechał tu na praktyki! (04-04-11, 16:53)
- Organizacje pracodawców "to takie PZPN-y przedsiębiorców" (31-01-11, 16:02)
- Deklaracja Frankfurcka: Niemcy mówią "herzlich willkommen!" i czekają z pracą (24-01-11, 08:26)
- Pośredniaki bez kasy. Koniec ze stażami i kursami (17-12-10, 19:03)
- W szkole Morfeusz, hylotrupes i magnificencja. II LO współpracuje z UAM (23-10-10, 14:22)
- Rynek pracy: "Bez zmian będzie problem. Młodych wyssie Zachód" (23-09-10, 17:39)
- Chińczycy inwestują w Gorzowie: Praca dla 2 tys. osób (20-09-10, 19:05)
- Co robi absolwent PWSZ? "Nie jesteśmy wylęgarnią pracowników Tesco" (08-09-10, 09:04)
- W Gorzowie brakuje lekarzy. Nie chcą tu pracować (20-08-10, 11:36)
- Prognoza dla regionu: będzie łatwiej o pracę (11-08-10, 10:19)
- Sezon na pracę. Bezrobotnych w woj. lubuskim przybywa, ale ubywa (07-08-10, 14:50)
- Jest 56 nowych ludzi w policji. Bo daje "pewną pracę" (29-04-10, 16:38)
- Tutaj student kończy naukę i nie ma pracy (12-03-10, 16:43)
- Warto wybrać szkołę za Odrą i tam pracować? (01-03-10, 19:24)
SERWISY
We wrześniu w lubuskich pośredniakach zarejestrowanych było ponad 55 tys. bezrobotnych. Z tego aż 11,6 tys. to ludzie do 25. roku życia. Często na zasiłek trafiają prosto ze szkół.
Najgorsza sytuacja jest w powiatach wschowskim (27 proc. młodych) oraz świebodzińskim (25,5 proc.). Wśród młodych bezrobotnych najwięcej, bo aż 27 proc., to ci, którzy ukończyli najwyżej gimnazjum. Kolejną grupą są absolwenci szkół policealnych i średnich zawodowych (25 proc.). Ponad 22 proc. młodych bez pracy ukończyło ogólniaki. Nieco lepiej radzą sobie absolwenci zawodówek, ale i tutaj co piąty zamiast do pracy, trafia do pośredniaka. Blisko 900 bezrobotnych to osoby legitymujące się wyższym wykształceniem. Ich liczba rośnie.
- Młody człowiek zaraz po szkole styka się z twardą rzeczywistością. Jego pierwszy kontakt z rynkiem pracy to pośredniak. Myśli sobie: uczyli mnie, mamili, że wybrałem i ukończyłem dobrą szkołę, a teraz nikt mnie nie chce. Pojawia się zniechęcenie - mówi Katarzyna Twardowska, kierownik Centrum Metodycznego Doskonalenia Zawodowego Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze.
Młodych nie brakuje wśród długotrwale bezrobotnych (w Lubuskiem dłużej niż rok nie ma pracy 24 tys. osób). Jest ich 13 proc., choć połowa stażuje, robi kursy, doszkala się, zapisuje się na prace interwencyjne.
- Po poszukiwaniach pracy, tworzeniu CV, pojawiają się kłopoty zdrowotne, brak wiary w siebie. Młody człowiek zaczyna myśleć o sobie, że już się do niczego nie nadaje. Znikają kontakty rówieśnicze, bo żeby gdzieś wyjść, trzeba mieć pieniądze - tłumaczy Twardowska. Jej zdaniem jednym z głównych powodów takiej sytuacji jest brak doradztwa zawodowego w szkołach. - O ile w przedszkolach orientacja zawodowa jest jeszcze jakoś realizowana przez zabawę w różne zawody, to potem doradztwo zawodowe kuleje. Młodzi kończą szkoły, które nie do końca im odpowiadają, uczą się zawodu, który im nie pasuje, a potem zasilają szeregi bezrobotnych, bo nie czują się na siłach - dodaje.
Według Romana T. Kardowskiego, kierownika Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej WUP, kształcenie jest potrzebne od kołyski do emerytury. - Badania wykazały, że aby utrzymać się na rynku pracy, w ciągu życia trzeba wykonywać średnio 6-8 różnych zawodów. Hydraulik może zrobić kurs operatora wózków widłowych, czy dokształcić się na malarza. Stół lepiej stoi na czterech nogach niż na dwóch. To wszystko można robić świadomie, planować karierę - mówi. Bolączką jest - podkreśla - że szkoły nie interesują się losami absolwentów, a jedynie martwią się egzaminami i wynikami matur. - Potem na rynek pracy wychodzą ludzie z deficytami, kompleksami, problemami z pracą w grupie, którzy nie radzą sobie ze stresem, nie są asertywni, nie umieją występować publicznie. Nikt w szkole nie uczy, jak się przygotować do rozmowy kwalifikacyjnej, a potem na biurka pracodawców trafia stos takich samych CV z internetu - dodaje Kardowski.
Chociaż rozporządzenie ministra edukacji nakłada na szkoły obowiązek tworzenia wewnątrzszkolnych systemów doradztwa zawodowego, to w wielu szkołach on po prostu nie istnieje. Jak podaje dr Marcin Szumigraj z Zakładu Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Zielonogórskiego, statystycznie tylko w co 43. szkole w Lubuskiem działa tzw. SZOK, czyli ośrodek kariery zawodowej. W części szkół organizowane są spotkania z doradcami. Orientacją zawodową zajmują się z doskoku nauczyciele po przeszkoleniu. Jest kilku doradców z OHP czy poradni psychologiczno-pedagogicznej. - To za mało. Poradnictwo zawodowe kuleje nie tylko u nas, ale i w całej Polsce - mówi dr Szumigraj.
Ma to się zmienić wiosną. Minister nakazał szkołom zatrudnianie doradców. W naszym regionie powstało już Forum Poradnictwa Zawodowego, które skupia praktyków poradnictwa i ekspertów różnych dziedzin. Mają wymyślić, jak poprawić kondycję poradnictwa zawodowego. - Z założenia, podstawowym doradztwem powinny być objęte wszystkie dzieci, a masowość wyklucza dobrowolność, która jest podstawą każdego doradztwa. Poza tym w wieku szkolnym dzieci po prostu nie interesuje taka tematyka. Często też doradcą zawodowym jest pracownik szkoły, nauczyciel. Pojawia się bariera wstydu, niechęci, nie ma swobodnej rozmowy. No i dochodzi wstyd przed rówieśnikami, bo cały czas poradnictwo jest postrzegane jako pomoc dla nieporadnych, słabych, nieradzących sobie - wylicza Szumigraj.
Z niektórych danych wynika, że najczęściej z poradnictwa zawodowego korzystają dziewczynki z domów o wysokim kapitale społecznym, które dobrze się uczą, mają pomysły na siebie, a poradę traktują jako jeden z elementów inwestowania w siebie.
Najgorsza sytuacja jest w powiatach wschowskim (27 proc. młodych) oraz świebodzińskim (25,5 proc.). Wśród młodych bezrobotnych najwięcej, bo aż 27 proc., to ci, którzy ukończyli najwyżej gimnazjum. Kolejną grupą są absolwenci szkół policealnych i średnich zawodowych (25 proc.). Ponad 22 proc. młodych bez pracy ukończyło ogólniaki. Nieco lepiej radzą sobie absolwenci zawodówek, ale i tutaj co piąty zamiast do pracy, trafia do pośredniaka. Blisko 900 bezrobotnych to osoby legitymujące się wyższym wykształceniem. Ich liczba rośnie.
- Młody człowiek zaraz po szkole styka się z twardą rzeczywistością. Jego pierwszy kontakt z rynkiem pracy to pośredniak. Myśli sobie: uczyli mnie, mamili, że wybrałem i ukończyłem dobrą szkołę, a teraz nikt mnie nie chce. Pojawia się zniechęcenie - mówi Katarzyna Twardowska, kierownik Centrum Metodycznego Doskonalenia Zawodowego Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze.
Młodych nie brakuje wśród długotrwale bezrobotnych (w Lubuskiem dłużej niż rok nie ma pracy 24 tys. osób). Jest ich 13 proc., choć połowa stażuje, robi kursy, doszkala się, zapisuje się na prace interwencyjne.
- Po poszukiwaniach pracy, tworzeniu CV, pojawiają się kłopoty zdrowotne, brak wiary w siebie. Młody człowiek zaczyna myśleć o sobie, że już się do niczego nie nadaje. Znikają kontakty rówieśnicze, bo żeby gdzieś wyjść, trzeba mieć pieniądze - tłumaczy Twardowska. Jej zdaniem jednym z głównych powodów takiej sytuacji jest brak doradztwa zawodowego w szkołach. - O ile w przedszkolach orientacja zawodowa jest jeszcze jakoś realizowana przez zabawę w różne zawody, to potem doradztwo zawodowe kuleje. Młodzi kończą szkoły, które nie do końca im odpowiadają, uczą się zawodu, który im nie pasuje, a potem zasilają szeregi bezrobotnych, bo nie czują się na siłach - dodaje.
Według Romana T. Kardowskiego, kierownika Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej WUP, kształcenie jest potrzebne od kołyski do emerytury. - Badania wykazały, że aby utrzymać się na rynku pracy, w ciągu życia trzeba wykonywać średnio 6-8 różnych zawodów. Hydraulik może zrobić kurs operatora wózków widłowych, czy dokształcić się na malarza. Stół lepiej stoi na czterech nogach niż na dwóch. To wszystko można robić świadomie, planować karierę - mówi. Bolączką jest - podkreśla - że szkoły nie interesują się losami absolwentów, a jedynie martwią się egzaminami i wynikami matur. - Potem na rynek pracy wychodzą ludzie z deficytami, kompleksami, problemami z pracą w grupie, którzy nie radzą sobie ze stresem, nie są asertywni, nie umieją występować publicznie. Nikt w szkole nie uczy, jak się przygotować do rozmowy kwalifikacyjnej, a potem na biurka pracodawców trafia stos takich samych CV z internetu - dodaje Kardowski.
Chociaż rozporządzenie ministra edukacji nakłada na szkoły obowiązek tworzenia wewnątrzszkolnych systemów doradztwa zawodowego, to w wielu szkołach on po prostu nie istnieje. Jak podaje dr Marcin Szumigraj z Zakładu Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Zielonogórskiego, statystycznie tylko w co 43. szkole w Lubuskiem działa tzw. SZOK, czyli ośrodek kariery zawodowej. W części szkół organizowane są spotkania z doradcami. Orientacją zawodową zajmują się z doskoku nauczyciele po przeszkoleniu. Jest kilku doradców z OHP czy poradni psychologiczno-pedagogicznej. - To za mało. Poradnictwo zawodowe kuleje nie tylko u nas, ale i w całej Polsce - mówi dr Szumigraj.
Ma to się zmienić wiosną. Minister nakazał szkołom zatrudnianie doradców. W naszym regionie powstało już Forum Poradnictwa Zawodowego, które skupia praktyków poradnictwa i ekspertów różnych dziedzin. Mają wymyślić, jak poprawić kondycję poradnictwa zawodowego. - Z założenia, podstawowym doradztwem powinny być objęte wszystkie dzieci, a masowość wyklucza dobrowolność, która jest podstawą każdego doradztwa. Poza tym w wieku szkolnym dzieci po prostu nie interesuje taka tematyka. Często też doradcą zawodowym jest pracownik szkoły, nauczyciel. Pojawia się bariera wstydu, niechęci, nie ma swobodnej rozmowy. No i dochodzi wstyd przed rówieśnikami, bo cały czas poradnictwo jest postrzegane jako pomoc dla nieporadnych, słabych, nieradzących sobie - wylicza Szumigraj.
Z niektórych danych wynika, że najczęściej z poradnictwa zawodowego korzystają dziewczynki z domów o wysokim kapitale społecznym, które dobrze się uczą, mają pomysły na siebie, a poradę traktują jako jeden z elementów inwestowania w siebie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




