Deklaracja Frankfurcka: Niemcy mówią "herzlich willkommen!" i czekają z pracą

Dariusz Barański, Beata Tokarz
24.01.2011 , aktualizacja: 02.03.2012 02:59
A A A Drukuj
Od początku roku pracownicy sezonowi mogą wyjeżdżać na saksy bez zezwoleń. Na zdjęciu plantacja winogron niedaleko Poczdamu Fot. Marcin Olejniczak / Agencja Gazeta Od początku roku pracownicy sezonowi mogą wyjeżdżać na saksy bez zezwoleń. Na zdjęciu plantacja winogron niedaleko Poczdamu
Niemcy z pogranicza uważają, że całkowite otwarcie rynku pracy dla Polaków jest szansą dla Wschodniej Brandenburgii. W zeszłym tygodniu samorządowcy i przedsiębiorcy powiedzieli jasno: herzlich willkommen!
Deklaracja Frankfurcka - tak nazywa się dokument, który w ubiegły poniedziałek podpisali przedstawiciele najważniejszych instytucji i organizacji ze Wschodniej Brandenburgii: nadburmistrz Frankfurtu nad Odrą, dyrektorzy Izby Przemysłowo-Handlowej i Izby Rzemieślniczej, publicznych Agencji Pracy z Frankfurtu i Eberswalde a także szef regionalnej centrali związkowej DGB Ostbrandenburg.

Gdy Polska przystępowała w 2004 r. do UE, Niemcy wprowadziły siedmioletni okres przejściowy dla ochrony swojego rynku pracy. Od 1 maja tego roku sąsiedzi zza Odry znoszą wszelkie ograniczenia w zatrudnianiu pracowników z tzw. nowych krajów członkowskich. - To historyczna szansa dla regionu gospodarczego Wschodniej Brandenburgii - uważają sygnatariusze Deklaracji Frankfurckiej. Uznają, że dla dynamicznego rozwoju wspólnego regionu pracownicy z krajów UE powinni być mile widziani. Co więcej są za tym aby propagować we wschodniej Brandenburgii "Willkomenskultur", czyli otwartość i gościnność.

Wolny rynek pracy jest szansą, aby pozytywnie wpływać na zmiany demograficzne we wschodniej Brandenburgii. W regionie przygranicznym w ostatnich dekadach znacznie spadła liczba ludności, zwłaszcza młodzież wyjeżdża stamtąd na Zachód. "Konieczne są konkretne działania, aby przezwyciężyć bariery językowe w regionie przygranicznym. Dobre pomysły i projekty w tej dziedzinie od przedszkoli po szkoły wyższe powinny być wspierane" - czytamy w deklaracji. Sygnatariusze wskazują, że pilnie potrzebna jest ustawa, pozwalająca uznawać zagraniczne kwalifikacje pracowników. Jednocześnie jednak są zgodni, że reguły gry na rynku pracy powinny być jednakowe dla wszystkich. Dotyczy to zwłaszcza wynagrodzenia. Jeszcze przed 1 maja niezbędna więc jest regulacja stawki minimalnej w sektorze pracy czasowej. W związku z coraz bardziej dotkliwym brakiem fachowców, zniesienie ograniczeń na rynku niemieckim może być dla Brandenburgii błogosławieństwem. - A położenie Wschodniej Brandenburgii na rozwijających się rynkach wschodnioeuropejskich to naturalny atut, który musimy wykorzystać - mówi Jochem Freyer, szef Agentur fur Arbeit z Frankfurtu. Jego zdaniem w Polsce brak jest fachowych pracowników w tych samych obszarach gospodarki, co w Niemczech. Dlatego udział zagranicznych pracowników w regionie może wzrosnąć z 0,4 proc. do co najwyżej 1,2 proc.

Dodatkową barierą może być brak znajomości języka niemieckiego, a tego najczęściej wymagają niemieccy pracodawcy. Z początkiem lutego Izba Rzemieślnicza z Frankfurtu rozpocznie w polskich szkołach kampanię informacyjną, zachęcając do podejmowania kształcenia również w Brandenburgii. Powód? Brandenburskie szkolnictwo zawodowe ma problem z naborem na kierunki kształcenia związane z branżą metalową i elektryczną. Trudno też znaleźć chętnych do nauki w takich zawodach jak piekarz, rzeźnik czy cukiernik.

Werbunek młodzieży w Lubuskiem już się rozpoczął. W ramach projektu Transnational-Dual firmy z Turyngii składają konkretną propozycję młodym ludziom z Polski: darmowa nauka zawodu, praktyki w firmie, pewna praca po zakończeniu projektu, stypendium na czas nauki (ok. 500 euro miesięcznie, gdy w Polsce w pierwszym roku nauki dostaje się 120 zł).

Niemcy chcą kształcić m.in. mechatroników, monterów, elektroników, techników urządzeń sanitarnych, robotników przemysłowych, piekarzy, tapicerów, szwaczki. Wystarczy mieć 16 lat, znać podstawy języka niemieckiego (można dodatkowo skorzystać z dwutygodniowego kursu), a sama nauka zawodu trwa 3-3,5 roku.

Całkowite uwolnienie rynku pracy dopiero za kilka miesięcy. Natomiast od początku roku żaden niemiecki pracodawca, który chciałby zatrudnić Polaka maksymalnie na sześć miesięcy do prac w rolnictwie, leśnictwie, przetwórstwie owoców i warzyw, hotelarstwie i gastronomii albo w tartaku, nie musi już starać się o pozwolenie. Takie pozwolenie już od dawna było formalnością, bo w Niemczech brakuje pracowników sezonowych. Obawy naszych sąsiadów, że tania siła robocza zza Odry zaleje ich rynek pracy, okazały się nieuzasadnione. Według danych niemieckiego Federalnego Urzędu Statystycznego, liczba pracowników sezonowych z Polski z roku na rok maleje. O ile w 2005 r. na kilka tygodni lub miesięcy do naszych zachodnich sąsiadów wyjechało prawie 280 tys. Polaków, o tyle już w 2008 r. było ich tylko nieco ponad 190 tys. Szacuje się, że w ubiegłym roku na prace sezonowe do Niemiec pojechało od 150 do 160 tys. osób. - To dlatego, że sezonowa praca w Niemczech nie jest już tak atrakcyjna. Przy zbiorach można zarobić około 5-6 euro za godzinę, czyli średnio pracownik wyciąga około tysiąca euro na miesiąc, a bardziej wytrzymały i obrotny maksymalnie 1,5 tys. euro. Dużo więcej można zarobić np. w Holandii - mówi Zbigniew Gryźlikowski ze Związku Pracowników Sezonowych.

Podziel się

  • 41 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • To koniec rozwoju lubuskiego biznesu... mmmmmm000 24.01.11, 18:33

    Droższa siła robocza oznacza wyższe koszty produkcji i zmniejsza opłacalność biznesu. Największym atutem Polski (tak jak z resztą np. Chin) jest tania siła robocza. Jeśli jej zabraknie, a »

  • Deklaracja Frankfurcka: Niemcy mówią "herzlich ... blic 25.01.11, 10:37

    Obrażanie się na możliwość większego zarobku, szczególnie jeśli taki zarobkujący przeważnie wydawałby pieniądze w Polsce, to niezła głupota.Niektórzy nie do końca rozumieją, że Polskie PKB »

Dołącz do nas na Facebooku