Niemiec, ten sympatyczny kolega z pracy. Przyjechał tu na praktyki!
04.04.2011
, aktualizacja: 04.04.2011 16:53
Rynek pracy za Odrą będzie od maja otwarty dla Polaków. Ale żeby Niemcy przyjeżdżali do pracy w Polsce? A jednak. U nas uczą się zawodu, samodzielności i zdobywają pierwsze doświadczenia.
ZOBACZ TAKŻE
- Do pracy, do pracy do Niemiec (30-04-11, 07:00)
- "PB": Niemcy liczą na Polaków (14-04-11, 07:28)
- Zostań pielęgniarką. Szybko znajdziesz pracę (03-03-11, 17:11)
- Siatkarze GTPS pracują codziennie, zarabiają od święta (04-02-11, 11:11)
- Organizacje pracodawców "to takie PZPN-y przedsiębiorców" (31-01-11, 16:02)
- Deklaracja Frankfurcka: Niemcy mówią "herzlich willkommen!" i czekają z pracą (24-01-11, 08:26)
- Rośnie nam Faurecia. Teraz pracuje dla mercedesa i volvo (23-12-10, 09:44)
- Młodzi zdolni, ale niepotrzebni na naszym rynku pracy (13-11-10, 11:34)
- Rynek pracy: "Bez zmian będzie problem. Młodych wyssie Zachód" (23-09-10, 17:39)
- Co robi absolwent PWSZ? "Nie jesteśmy wylęgarnią pracowników Tesco" (08-09-10, 09:04)
Właśnie zakończył się w Krośnie Odrzańskim kolejny turnus programu Integracja przez Wymianę (Integration durch Austausch). Brało w nim udział 16 młodych Niemców z Brandenburgii, którzy odbywali praktyki w polskich zakładach pracy.
Projekty IdA zakładają wymianę międzynarodową z różnymi państwami Unii. Jeden z takich projektów firma Jump gGmbH realizuje w kooperacji z Polską. Dlaczego? - Z powodu bliskości, ale także dlatego, że powiaty z Brandenburgii i woj. lubuskiego mają bardzo podobne strukturę gospodarczą i rynek pracy. Praktykanci uczą się zawodów, które im się przydadzą potem po niemieckiej stronie - tłumaczy Radosław Gluba, rzecznik prasowy Jump gGmbH.
To cel praktyczny, ale sam projekt ma również założenia ideowe. Chodzi o przełamywanie stereotypów. Ubocznym efektem jest też zacieśnianie współpracy między gminami i powiatami po obu stronach granicy: Krosnem i Wolsztynem, a w Niemczech Dahme - Spreewald, Oder-Spree i miastem Cottbus.
Praca i metamorfoza
Program trwa trzy lata. W tym czasie organizowane są półroczne turnusy dla bezrobotnych młodych Niemców. Najpierw uczą się przez dwa miesiące podstaw języka, potem wyjeżdżają na trzymiesięczne praktyki. Warunek to wiek do 30 lat i długotrwałe bezrobocie. - Cel jest taki, aby zdobyli praktyczne umiejętności, poznali, czym jest życie zawodowe. Poznali, co to znaczy chodzić regularnie do pracy, i w ogóle, co to znaczy pracować. Gdy się spytałem jednej z praktykantek, co się najbardziej podobało, odpowiedziała - to, że w ogóle mogłam pracować - mówi Radosław Gluba. Nie tylko jednak zdobywanie doświadczenia zawodowego jest ważne. Wyjeżdżając za granicę, do obcego kraju, nie znając dobrze języka, muszą nauczyć się radzić sobie w nowym środowisku. Często są to osoby mieszkające dotąd z rodzicami, i nagle muszą pokonywać różne bariery, uczyć się samodzielności. - W pewnym sensie to ekstremalne doświadczenie, kształtujące charakter. Widzimy, jak po tych praktykach uczestnicy wracają odmienieni, dojrzalsi. Niektórzy przechodzą nawet swoistą metamorfozę. Nauczyli się pewności siebie, przekonali, że coś potrafią - dodaje Gluba.
Kucharz w kuźni
Uczestnicy są zwykle po zawodówkach, ale też zdarzają się absolwenci wyższych uczelni. Praktykują w różnych zawodach. - Mieliśmy nawet taką niezwykłą sytuację, że nasz uczestnik koniecznie chciał odbywać praktykę w... zakładzie pogrzebowym. Po prostu zamierza w przyszłości otworzyć własny zakład i chciał zdobyć doświadczenie. Zakład w Krośnie odmówił, bo... nie ma tam aż tyle pracy. Załatwiliśmy więc praktykę w Zielonej Górze i on dojeżdża codziennie z Krosna do pracy. Początkowo polscy pracodawcy mieli pewne opory, bo to jest specyficzna praca, ale teraz są zadowoleni i chwalą pracownika z Niemiec - opowiada Radosław Gluba.
Alexander Heidenreich uczył się na piekarza. W Krośnie jednak praktykował w zawodzie kucharza.
- Po tych kilku miesiącach sam widzę, jaka jest różnica. Na początku pewnych rzeczy się uczył. Dziś wystarczy mu rzucić hasło i już sam wie, co trzeba robić. A ja mu pozwalam przygotowywać potrawy samemu, bo doskonale sobie daje radę. Podoba mi się jego podejście do pracy. Jest sumienny, punktualny - mówi Jarosław Kałek, właściciel pensjonatu "Kuźnia Smaku" i jednocześnie szef kuchni. Nie ukrywa, że praktykant, dodatkowa osoba w zespole to korzyść. - Ja mam papiery pedagogiczne, mogę szkolić uczniów. Wcale nie ma wielu młodych ludzi, którzy chcieliby uczyć się zawodu. Może w miastach, gdzie są szkoły gastronomiczne, nie ma problemu.
- Z tej praktyki wyniosłem samodzielność i pewność siebie. A po powrocie do domu chcę dalej się kształcić w zawodzie kucharza - deklaruje Alexander. Jak napisał w ankiecie, najbardziej zaskoczyło go w tym stażu, że "hotel, w którym odbywam praktyki, jest taki elegancki". Okazuje się, że większość praktykantów jest bardzo pozytywnie zaskoczona pobytem w Polsce. - Na spotkaniach organizacyjnych zdarzają się i pytania, czy tam jest bieżąca woda. Czasem mają wyobrażenie, że jadą na jakiś dziki wschód. Tak naprawdę znają Polskę przecież tylko z tankowania benzyny i ogrodowych krasnali. Szybko konfrontują te wyobrażenia z rzeczywistością i rewidują je. Szybko przełamują stereotypy - opowiada Gluba.
Rzetelny spontan
Paradoksalnie, wyjątkowo pozytywne opinie zarówno polskich pracodawców, jak i niemieckich praktykantów mogą wydawać się właśnie stereotypowe. Polacy chwalą niemiecką sumienność, rzetelność, punktualność, zaangażowanie. Niemcy mówią o gościnności, miłym przyjęciu, zaskakuje ich pozytywnie spontaniczność i emocjonalność Polaków.
Te opinie to jednak nie tylko kurtuazja. Przykładem jest Katharina Beicher, która trafiła do fabryki mebli Polset w Krośnie, gdzie pracuje w biurze. Najlepiej z praktykantów przyswoiła sobie podstawy języka, świetnie wywiązuje się z obowiązków. Po trzech miesiącach firma chętnie zatrudniłaby ją na dłużej.
- Początkowo wahaliśmy się, czy sobie poradzi, jak się zaaklimatyzuje, czy dogada się zespołem. Niepotrzebnie. Radzi sobie wspaniale. Z otwartymi ramionami jesteśmy gotowi przyjąć Katharinę, zresztą na ten temat rozmawiamy. Ale to pewnie dla niej trudna decyzja. Nie tylko chodzi o poziom płac w Polsce. To się wiąże przecież ze zmianą środowiska, miejsca zamieszkania - mówi Katarzyna Łuczak z Polsetu.
dariusz.baranski@gorzow.agora.pl
Projekty IdA zakładają wymianę międzynarodową z różnymi państwami Unii. Jeden z takich projektów firma Jump gGmbH realizuje w kooperacji z Polską. Dlaczego? - Z powodu bliskości, ale także dlatego, że powiaty z Brandenburgii i woj. lubuskiego mają bardzo podobne strukturę gospodarczą i rynek pracy. Praktykanci uczą się zawodów, które im się przydadzą potem po niemieckiej stronie - tłumaczy Radosław Gluba, rzecznik prasowy Jump gGmbH.
To cel praktyczny, ale sam projekt ma również założenia ideowe. Chodzi o przełamywanie stereotypów. Ubocznym efektem jest też zacieśnianie współpracy między gminami i powiatami po obu stronach granicy: Krosnem i Wolsztynem, a w Niemczech Dahme - Spreewald, Oder-Spree i miastem Cottbus.
Praca i metamorfoza
Program trwa trzy lata. W tym czasie organizowane są półroczne turnusy dla bezrobotnych młodych Niemców. Najpierw uczą się przez dwa miesiące podstaw języka, potem wyjeżdżają na trzymiesięczne praktyki. Warunek to wiek do 30 lat i długotrwałe bezrobocie. - Cel jest taki, aby zdobyli praktyczne umiejętności, poznali, czym jest życie zawodowe. Poznali, co to znaczy chodzić regularnie do pracy, i w ogóle, co to znaczy pracować. Gdy się spytałem jednej z praktykantek, co się najbardziej podobało, odpowiedziała - to, że w ogóle mogłam pracować - mówi Radosław Gluba. Nie tylko jednak zdobywanie doświadczenia zawodowego jest ważne. Wyjeżdżając za granicę, do obcego kraju, nie znając dobrze języka, muszą nauczyć się radzić sobie w nowym środowisku. Często są to osoby mieszkające dotąd z rodzicami, i nagle muszą pokonywać różne bariery, uczyć się samodzielności. - W pewnym sensie to ekstremalne doświadczenie, kształtujące charakter. Widzimy, jak po tych praktykach uczestnicy wracają odmienieni, dojrzalsi. Niektórzy przechodzą nawet swoistą metamorfozę. Nauczyli się pewności siebie, przekonali, że coś potrafią - dodaje Gluba.
Kucharz w kuźni
Uczestnicy są zwykle po zawodówkach, ale też zdarzają się absolwenci wyższych uczelni. Praktykują w różnych zawodach. - Mieliśmy nawet taką niezwykłą sytuację, że nasz uczestnik koniecznie chciał odbywać praktykę w... zakładzie pogrzebowym. Po prostu zamierza w przyszłości otworzyć własny zakład i chciał zdobyć doświadczenie. Zakład w Krośnie odmówił, bo... nie ma tam aż tyle pracy. Załatwiliśmy więc praktykę w Zielonej Górze i on dojeżdża codziennie z Krosna do pracy. Początkowo polscy pracodawcy mieli pewne opory, bo to jest specyficzna praca, ale teraz są zadowoleni i chwalą pracownika z Niemiec - opowiada Radosław Gluba.
Alexander Heidenreich uczył się na piekarza. W Krośnie jednak praktykował w zawodzie kucharza.
- Po tych kilku miesiącach sam widzę, jaka jest różnica. Na początku pewnych rzeczy się uczył. Dziś wystarczy mu rzucić hasło i już sam wie, co trzeba robić. A ja mu pozwalam przygotowywać potrawy samemu, bo doskonale sobie daje radę. Podoba mi się jego podejście do pracy. Jest sumienny, punktualny - mówi Jarosław Kałek, właściciel pensjonatu "Kuźnia Smaku" i jednocześnie szef kuchni. Nie ukrywa, że praktykant, dodatkowa osoba w zespole to korzyść. - Ja mam papiery pedagogiczne, mogę szkolić uczniów. Wcale nie ma wielu młodych ludzi, którzy chcieliby uczyć się zawodu. Może w miastach, gdzie są szkoły gastronomiczne, nie ma problemu.
- Z tej praktyki wyniosłem samodzielność i pewność siebie. A po powrocie do domu chcę dalej się kształcić w zawodzie kucharza - deklaruje Alexander. Jak napisał w ankiecie, najbardziej zaskoczyło go w tym stażu, że "hotel, w którym odbywam praktyki, jest taki elegancki". Okazuje się, że większość praktykantów jest bardzo pozytywnie zaskoczona pobytem w Polsce. - Na spotkaniach organizacyjnych zdarzają się i pytania, czy tam jest bieżąca woda. Czasem mają wyobrażenie, że jadą na jakiś dziki wschód. Tak naprawdę znają Polskę przecież tylko z tankowania benzyny i ogrodowych krasnali. Szybko konfrontują te wyobrażenia z rzeczywistością i rewidują je. Szybko przełamują stereotypy - opowiada Gluba.
Rzetelny spontan
Paradoksalnie, wyjątkowo pozytywne opinie zarówno polskich pracodawców, jak i niemieckich praktykantów mogą wydawać się właśnie stereotypowe. Polacy chwalą niemiecką sumienność, rzetelność, punktualność, zaangażowanie. Niemcy mówią o gościnności, miłym przyjęciu, zaskakuje ich pozytywnie spontaniczność i emocjonalność Polaków.
Te opinie to jednak nie tylko kurtuazja. Przykładem jest Katharina Beicher, która trafiła do fabryki mebli Polset w Krośnie, gdzie pracuje w biurze. Najlepiej z praktykantów przyswoiła sobie podstawy języka, świetnie wywiązuje się z obowiązków. Po trzech miesiącach firma chętnie zatrudniłaby ją na dłużej.
- Początkowo wahaliśmy się, czy sobie poradzi, jak się zaaklimatyzuje, czy dogada się zespołem. Niepotrzebnie. Radzi sobie wspaniale. Z otwartymi ramionami jesteśmy gotowi przyjąć Katharinę, zresztą na ten temat rozmawiamy. Ale to pewnie dla niej trudna decyzja. Nie tylko chodzi o poziom płac w Polsce. To się wiąże przecież ze zmianą środowiska, miejsca zamieszkania - mówi Katarzyna Łuczak z Polsetu.
dariusz.baranski@gorzow.agora.pl
- 28 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Re: Niemiec, ten sympatyczny kolega z pracy. Przy
wolfenstein3d
05.04.11, 16:37
nauczy się kombinatoryki od polaczków i tych niemców będzie wszystkich oszukiwał i lepiej od nich wychodził na swoje.»
-
Polacy znaja Niemcow z Czterech pancernych .
sidamo
07.04.11, 07:16
Wiekszosc Polakow tak jak wiekszosc Niemcow sie nie zna.Dzialaja steorotypy i przesady.Moze Euro jak sie uda cos zmieni.Swoja droga wielu Niemcom powodzi sie duzo gorzej niz sporej grupie »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć