"Gazeta" apeluje: nie sprzedawajmy dawnego ratusza

Dariusz Barański
15.04.2011 , aktualizacja: 15.04.2011 10:07
A A A Drukuj
Sprzedać, pozbyć się problemu, zaniechać. Taki Gorzów ma sposób na opiekę nad zabytkami. Kolejnym przykładem na to jest decyzja o sprzedaży byłej komendy przy ul. Obotryckiej
Stadthaus przy ul. Obotryckiej został wybudowany w 1924 r.
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Stadthaus przy ul. Obotryckiej został wybudowany w 1924 r.
Decyzję prezydenta Gorzowa trudno traktować inaczej niż świadomą prowokację. Nie wyobrażam sobie, że po kilku latach sporów, dziesiątkach tysięcy złotych wydanych na koncepcje i plany, znając opinię większości radnych, prezydent Tadeusz Jędrzejczak mógł się nie spodziewać negatywnych reakcji.

Wszyscy znają też stanowisko prezydenta, w końcu jednym z punktów jego programu wyborczego była budowa nowego magistratu na Zawarciu. A według radnych wystarczy zaadaptować kompleks między ul. Sikorskiego Herberta i Obotrycką.

Dlaczego w centrum

Każdy obstaje przy swoim, jakby niemożliwy był jakiś konsensus. A ja uważam, że te dwie koncepcje warto połączyć. Ma swoje racje prezydent, kiedy mówi, że adaptacja starych budynków nie rozwiąże problemu miejsca. Mają też rację radni, gdy mówią, że ratusz powinien pozostać w śródmieściu.

Jakoś nikt nie proponuje, żeby usiąść i spróbować pogodzić te dwa rozwiązania.

Dlaczego ratusz w centrum jest taki ważny? Już dziś centrum miasta to pustynia. Życie tętni w Galerii Askana na obrzeżach śródmieścia, podobnie większość kulturalnych instytucji, łącznie z nowo wybudowaną filharmonią, teatrem, muzeum jest gdzieś "z boku". Podobnie spacerowe bulwary nadwarciańskie. Centrum zamienia się w martwą, pustą dziurę, lej po jakiejś bombie. Obecność tak ważnego lokatora, jakim są władze miasta, jest więc nie do przecenienia.

Symbol trwania

To jednak niejedyny argument. Tylko z publicznym gospodarzem zabytkowe budynki mają szansę na pieczołowitą rewitalizację i nadanie im godnej funkcji. Dlaczego jednak mielibyśmy się aż tak przejmować starymi, poniemieckimi ruderami? Przecież nawet Niemcy nie nazywali ich ratuszem, a narożny, półokrągły Stadthaus to kryzysowa, nigdy niedokończona budowla z lat 20. ub. wieku. Jest jednak świadectwem czasu, w jakim ten budynek powstawał. I jedynym budynkiem publicznej administracji zaświadczającym o ciągłości miasta. Jeśli nawet jego historia nie sięga do dawnych wieków, to jednak mógłby być łącznikiem między tymi dawnymi, włodarzami Landsberga a gospodarzami dzisiejszego Gorzowa. Zmieniła się granica państwa, zamieszkali inni ludzie, ale pewne wartości samorządowe, jak praca i troska o pomyślność miasta, jego rozwój i dobrobyt mieszkańców są uniwersalne.

Nie ma więc powodu, abyśmy nie pielęgnowali tych pamiątek miejskiej władzy, które sięgają landsberskich czasów. A przecież one przetrwały do dziś. Budynek przy Obotryckiej ciągle ma ten swoisty genius loci. To ten sam budynek, w którym zbierali się rajcy, gdzie do dziś jest gabinet nadburmistrza Gerloffa, gdzie gorzowski orzeł z kolorowej mozaiki patrzył, jak radni i urzędnicy pracują dla miasta.

Czy naprawdę warto to zamienić na gabinet dyrektora kolejnego banku w mieście, pokoje hotelowe, restaurację lub nie daj Boże, samoobsługową halę z używaną odzieżą? Pomysł sprzedaży tych budynków to przejaw bezradności. Sprzedać, pozbyć się problemu, zaniechać. Taki miasto ma sposób na opiekę nad zabytkami. Decyzja o sprzedaży byłej komendy przy ul. Obotryckiej jest kolejnym na to przykładem. Przypomnijmy zrujnowane kamienice przy ul. Łokietka, Czerwony Spichlerz, rezygnację z przejęcia browaru przy Strzeleckiej, brak zainteresowania losem byłego szpitala. Najłatwiej jest zrzucić problem na kogoś innego. A że coś się potem zawali ze starości? Albo przypadkiem się spali, uwalniając plac pod parterowe pawilony?

Stać nas na więcej

Wiceprezydent Ewa Piekarz mówi, że miasta nie stać na kosztowny remont budynków przy Obotryckiej. Nie stać jednak tym bardziej na budowę wielkiego ratusza na Zawarciu. Pani wiceprezydent zakłada jednak, że w przyszłych budżetach może znajdą się na to pieniądze. A skoro tak, to dlaczego nie miałyby się znaleźć na remont niedużych w końcu budynków.

Moja propozycja jest taka: niech radni siądą wreszcie z prezydentem i zastanowią się, jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Przywrócić blask staremu ratuszowi, który mógłby pełnić bardziej reprezentacyjną rolę, mieścić salę posiedzeń rady, USC itp. I jednocześnie wybudować nowy, wygodny kompleks administracyjny w odpowiednim do tego miejscu.

Dziś tak naprawdę nic nie jest przesądzone. Jeśli mamy wydawać dziesiątki milionów na taką inwestycję, musi ona być przemyślana i przynieść całemu miastu naprawdę coś więcej niż tylko wygodę dla petentów i urzędników.

Może nawet wyjść poza dwie dziś krążące koncepcje i spróbować działać śmielej: całkiem zmienić duży fragment śródmieścia. Przecież otoczenie dzisiejszego magistratu to zabudowany chaotycznie duży obszar: jakiś mały żłobek, postawione w latach 60. bloki "punktowce", nieciekawy Stary Bazar. Może byłoby warto rozważyć pomysł zagospodarowania całego tego kwartału na centrum administracyjne, przy okazji porządkując urbanistycznie kawałek centrum.

Na to potrzebna jest jednak zgoda. Bo jak wiadomo... zgoda buduje.

Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Dołącz do nas na Facebooku