Jaka kara dla prezydenta Gorzowa? Dowiemy się 8 lipca [WIDEO]

Kamil Siałkowski
01.07.2011 , aktualizacja: 01.07.2011 16:10
A A A Drukuj
Za tydzień gorzowski sąd okręgowy ogłosi wyrok w sprawie głośnej afery budowlanej - poinformował sędzia Dariusz Hendler. Dziś głos zabrali dwaj ostatni oskarżeni, byli pracownicy gorzowskiego magistratu.
Andrzej Korski
Fot. Kamil Sialkowski / Agencja Gazeta
Andrzej Korski
Władysław Żelazowski
Fot. Kamil Sialkowski / Agencja Gazeta
Władysław Żelazowski
Tadeusz Jędrzejczak
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Tadeusz Jędrzejczak
Trwający ponad 2,5 roku proces w aferze budowlanej dobiega końca. Na ławie oskarżonych zasiada obecnie 17 osób, w tym prezydent Gorzowa Tadeusz Jędrzejczak. Ma cztery zarzuty. Szczecińska prokuratura uważa, że działał na szkodę miasta i firm budowlanych.

Na ostatniej rozprawie mowy końcowe przed gorzowskim sądem wygłosili były wiceprezydent Gorzowa Andrzej Korski oraz wieloletni naczelnik wydziału inwestycji gorzowskiego magistratu Władysław Żelazowski (obaj wyrazili zgodę na publikację nazwisk).

Żelazowski czytał swoje przemówienie z kartki przez kilkanaście minut. Podobnie jak wielu z pozostałych oskarżonych w tej sprawie, podważał kompetencje biegłych, w tym dr Teresy Paczkowskiej. - Jej jedyne doświadczenie na budowie to kilkumiesięczny staż, 30 lat temu. Później zajęła się pracą naukową, nie do końca związaną tematycznie z zagadnieniami poruszanymi w opinii - przypominał były naczelnik inwestycji.

- Stosowaliśmy te procedury, które stosuje każdy inwestor, każdy samorząd - podkreślał Żelazowski. - Oprócz litery prawo ma też ducha. Wszyscy inwestorzy w Polsce powinni trafiać na ławę oskarżonych? - pytał retorycznie. Prokuratura zarzuca mu m.in. niewłaściwy nadzór nad prowadzonymi w latach 1999-2003 inwestycjami. - Naczelnik nie chodzi w kaloszach na budowę. Ma swoich przedstawicieli, jest inżynier kontraktu, inspektor nadzoru, wreszcie kierownik budowy. Naczelnik ma nadzorować pracę swojego wydziału - zauważył w środę obrońca Żelazowskiego, mecenas Eugeniusz Tyranowski.

Paweł Bogacki, obrońca Andrzeja Korskiego, na spokojnie zbijał każdy z prokuratorskich zarzutów wobec byłego wiceprezydenta Gorzowa. Komentował wystąpienie prokurator Ewy Cybulskiej w mowie końcowej: - Odniosłem wrażenie, że przemawiał publicysta, a nie oskarżyciel publiczny. Można się było ponieść tym barwnym opisom gorzowskiej "rzeczywistości". A tymczasem postępowanie przed sądem wykazało słabość aktu oskarżenia, który nie został oparty na dowodach, tylko na domysłach - podkreślał.

Andrzej Korski przyznał, że afera budowlana zrujnowała jego karierę zawodową i polityczną. - Starałem się tak pracować, abym chodząc po Gorzowie, mógł pokazać to, co po sobie pozostawiłem. Zachciało mi się chcieć zbudować coś, co wcześniej w Gorzowie nie było budowane. Słuchając oskarżyciela publicznego zaczynam wątpić, czy ten wysiłek miał sens. Nie zasłużyłem na to, aby jeszcze przed wydaniem wyroku ponieść tak wysoką karę, jaką przez ostatnie siedem lat ponosiłem - powiedział Korski. Podobnie jak Żelazowski poprosił o uniewinnienie.



Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Dołącz do nas na Facebooku