Jerzy Synowiec: Walczyli dla nas, wyjechali, ale w Gorzowie zawsze są mile widziani
15.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 12:44
Jeszcze za wcześnie na zajmowanie się bieżącymi wydarzeniami na torze, gdyż pierwsza ważna impreza, czyli Grand Prix Nowej Zelandii, odbędzie się w ostatnią sobotę marca, a sama liga wystartuje w związku z tym wyjątkowo późno, bo dopiero 8 kwietnia. Jest więc czas na wspominki.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
W gorzowskiej Stali było kilku zawodników, którzy świetnie zapisali się w jej historii, choć dzisiaj mieszkają z dala od naszego miasta i którzy swoje kariery kontynuowali w innych klubach, ale do dzisiaj witani są w Gorzowie serdecznie, mają swoje miejsce w sercach kibiców, a na to trzeba pracować długo i solidnie.
Andrzej Pogorzelski startował w barwach Stali przez 11 sezonów, najlepszych sezonów w swojej karierze. Mało kto dzisiaj pamięta, że nie był wychowankiem naszego klubu, bo przybył do nas z Gniezna. Bez "Puzona" - taką ksywkę miał pan Andrzej - nie byłoby pierwszego złota w historii, jak też pięciu srebrnych medali. Cztery razy wystąpił w indywidualnych mistrzostwach świata, trzykrotnie zajmując dobre dziewiąte miejsce. Nie został wprawdzie indywidualnym mistrzem Polski, ale jego brązowa seria (trzy medale w latach 1964 - 1966) przeszła do historii polskiego sportu żużlowego. Lata sześćdziesiąte to lata Andrzeja Pogorzelskiego i nikt nie wie, czy bez niego Stali liczyłaby się w lidze. Po okresie startów w Gorzowie Pogorzelski przez chwilę występował jeszcze w Lesznie, a potem wrócił do Gniezna, gdzie mieszka do dzisiaj. Bywa w Gorzowie, gdzie zawsze jest wspominany ciepło i gdzie tak naprawdę jest uważany za gorzowianina.
Zenon Plech był w polskim żużlu gwiazdą pierwszej wielkości. Mając ledwie 19 lat był już mistrzem Polski i to seniorów. Jego styl jazdy był niepowtarzalny. Tak walecznego zawodnika nie było w Stali nigdy wcześniej i chyba nigdy już nie będzie. Medale dla Stali zdobywał do 1976 roku (dwa tytuły IMP, brąz w finale światowym w 1973 r. w Chorzowie i worek medali w lidze). Potem zdobywał je dla gdańskiego Wybrzeża - trzy tytuły IMP, srebro na świecie, choć sukcesów w lidze już niewiele. "Super Zenon" przez pięć lat jeździł w londyńskim Hackney, gdzie uchodził za świetnego zawodnika i jednocześnie największego wesołka w zespole. Do Gorzowa powrócił pod koniec lat dziewięćdziesiątych już jako trener i był współautorem ogromnego sukcesu w 1997 r. - srebra zdobytego w finale play-off po heroicznym boju z bydgoską Polonią. W międzyczasie był gdańskim radnym, prowadził też fundację wspierającą gdański miniżużel. Do Gorzowa na stałe już nie powróci, gdyż za bardzo jest związany rodzinnie z Gdańskiem, a poza tym od dłuższego czasu przewlekle choruje, choć miał jeszcze niedawno udany epizod trenerski w Bydgoszczy. Do naszego miasta przyjeżdża chętnie i dość regularnie. Ma tu i mieć będzie grono fanów i przyjaciół, do których również należę, jako jego szkolny kolega. Gorzów to nadal jego drugi dom i miejsce, które otworzyło mu bramy do wielkiego świata sportu.
Marek Towalski nie odnosił sukcesów na arenach światowych, ale przez całą karierę był wierny Stali, dla której zdobył rekordową ilość medali w Drużynowych Mistrzostwach Polski, bo dziewięć, z czego aż pięć złotych. Takim dorobkiem nie może pochwalić się wielu zawodników w Polsce. Miał też trochę sukcesów indywidualnych, zdobył również kilka medali w parach. Zbyt szybko zakończył karierę zawodniczą i na stałe wyjechał do Niemiec, gdzie zakotwiczył w Hamburgu. Kontaktów z Gorzowem jednak nie zerwał. Od ponad 20 lat kiedy tylko może, a może często, przyjeżdża na mecze ligowe. Nie zmienił się fizycznie, zawsze młody i zawsze uśmiechnięty. Za mało go pamiętamy, choć on Stal pamięta zawsze.
Krzysztof Cegielski był talentem jakich mało. Już jako junior zachwycił gorzowskich kibiców sercem do walki i umiejętnościami taktycznymi. Pamiętam jak w 1998 roku w słoweńskim Krsko nie potrafił ukryć rozpaczy po przegraniu barażu o brązowy medal mistrzostw Europy juniorów z jadącym nie fair Hansem Andersenem. Opuścił Gorzów na własne żądanie, mimo że miał z klubem ważny kontrakt. Potem zbyt szybko zmieniał kluby (Gdańsk, Gniezno, Wrocław), choć jego kariera zapowiadała się świetnie. Przez trzy lata był stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix, notował świetne występy w lidze angielskiej, zdobył worek medali w rozgrywkach juniorskich. Aż nastąpił ów feralny dzień - 2 czerwca 2003 roku w szwedzkiej Vetlandzie. Podcięty przez Amerykanina Ryana Fishera odniósł ciężką kontuzję, która na zawsze przerwała jego karierę i przykuła do inwalidzkiego wózka. Krzysztof Cegielski nie powrócił do Gorzowa. Dzisiaj mieszka w Krakowie, ale z żużlem kontaktu nie stracił. Jest liderem związku zawodowego żużlowców, uznanym komentatorem Canal+, publicystą. Choć ja bardzo żałuję, że nie został jako żużlowiec w Gorzowie dłużej. Dzisiaj byłby prawdziwym, gorzowskim liderem Stali. Krzysiek daje jednak sobie radę w życiu lepiej niż większość zdrowych zawodników, stanowiąc dla innych przykład hartu ducha i niezłomności.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny
Andrzej Pogorzelski startował w barwach Stali przez 11 sezonów, najlepszych sezonów w swojej karierze. Mało kto dzisiaj pamięta, że nie był wychowankiem naszego klubu, bo przybył do nas z Gniezna. Bez "Puzona" - taką ksywkę miał pan Andrzej - nie byłoby pierwszego złota w historii, jak też pięciu srebrnych medali. Cztery razy wystąpił w indywidualnych mistrzostwach świata, trzykrotnie zajmując dobre dziewiąte miejsce. Nie został wprawdzie indywidualnym mistrzem Polski, ale jego brązowa seria (trzy medale w latach 1964 - 1966) przeszła do historii polskiego sportu żużlowego. Lata sześćdziesiąte to lata Andrzeja Pogorzelskiego i nikt nie wie, czy bez niego Stali liczyłaby się w lidze. Po okresie startów w Gorzowie Pogorzelski przez chwilę występował jeszcze w Lesznie, a potem wrócił do Gniezna, gdzie mieszka do dzisiaj. Bywa w Gorzowie, gdzie zawsze jest wspominany ciepło i gdzie tak naprawdę jest uważany za gorzowianina.
Zenon Plech był w polskim żużlu gwiazdą pierwszej wielkości. Mając ledwie 19 lat był już mistrzem Polski i to seniorów. Jego styl jazdy był niepowtarzalny. Tak walecznego zawodnika nie było w Stali nigdy wcześniej i chyba nigdy już nie będzie. Medale dla Stali zdobywał do 1976 roku (dwa tytuły IMP, brąz w finale światowym w 1973 r. w Chorzowie i worek medali w lidze). Potem zdobywał je dla gdańskiego Wybrzeża - trzy tytuły IMP, srebro na świecie, choć sukcesów w lidze już niewiele. "Super Zenon" przez pięć lat jeździł w londyńskim Hackney, gdzie uchodził za świetnego zawodnika i jednocześnie największego wesołka w zespole. Do Gorzowa powrócił pod koniec lat dziewięćdziesiątych już jako trener i był współautorem ogromnego sukcesu w 1997 r. - srebra zdobytego w finale play-off po heroicznym boju z bydgoską Polonią. W międzyczasie był gdańskim radnym, prowadził też fundację wspierającą gdański miniżużel. Do Gorzowa na stałe już nie powróci, gdyż za bardzo jest związany rodzinnie z Gdańskiem, a poza tym od dłuższego czasu przewlekle choruje, choć miał jeszcze niedawno udany epizod trenerski w Bydgoszczy. Do naszego miasta przyjeżdża chętnie i dość regularnie. Ma tu i mieć będzie grono fanów i przyjaciół, do których również należę, jako jego szkolny kolega. Gorzów to nadal jego drugi dom i miejsce, które otworzyło mu bramy do wielkiego świata sportu.
Marek Towalski nie odnosił sukcesów na arenach światowych, ale przez całą karierę był wierny Stali, dla której zdobył rekordową ilość medali w Drużynowych Mistrzostwach Polski, bo dziewięć, z czego aż pięć złotych. Takim dorobkiem nie może pochwalić się wielu zawodników w Polsce. Miał też trochę sukcesów indywidualnych, zdobył również kilka medali w parach. Zbyt szybko zakończył karierę zawodniczą i na stałe wyjechał do Niemiec, gdzie zakotwiczył w Hamburgu. Kontaktów z Gorzowem jednak nie zerwał. Od ponad 20 lat kiedy tylko może, a może często, przyjeżdża na mecze ligowe. Nie zmienił się fizycznie, zawsze młody i zawsze uśmiechnięty. Za mało go pamiętamy, choć on Stal pamięta zawsze.
Krzysztof Cegielski był talentem jakich mało. Już jako junior zachwycił gorzowskich kibiców sercem do walki i umiejętnościami taktycznymi. Pamiętam jak w 1998 roku w słoweńskim Krsko nie potrafił ukryć rozpaczy po przegraniu barażu o brązowy medal mistrzostw Europy juniorów z jadącym nie fair Hansem Andersenem. Opuścił Gorzów na własne żądanie, mimo że miał z klubem ważny kontrakt. Potem zbyt szybko zmieniał kluby (Gdańsk, Gniezno, Wrocław), choć jego kariera zapowiadała się świetnie. Przez trzy lata był stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix, notował świetne występy w lidze angielskiej, zdobył worek medali w rozgrywkach juniorskich. Aż nastąpił ów feralny dzień - 2 czerwca 2003 roku w szwedzkiej Vetlandzie. Podcięty przez Amerykanina Ryana Fishera odniósł ciężką kontuzję, która na zawsze przerwała jego karierę i przykuła do inwalidzkiego wózka. Krzysztof Cegielski nie powrócił do Gorzowa. Dzisiaj mieszka w Krakowie, ale z żużlem kontaktu nie stracił. Jest liderem związku zawodowego żużlowców, uznanym komentatorem Canal+, publicystą. Choć ja bardzo żałuję, że nie został jako żużlowiec w Gorzowie dłużej. Dzisiaj byłby prawdziwym, gorzowskim liderem Stali. Krzysiek daje jednak sobie radę w życiu lepiej niż większość zdrowych zawodników, stanowiąc dla innych przykład hartu ducha i niezłomności.
Jerzy Synowiec - znany gorzowski adwokat, niegdyś prezes Stali, obecnie radny
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



