W sobotę w Pruszkowie reprezentacja Polski koszykarek przegrała z najlepszymi zagranicznymi zawodniczkami ligi 75:95. Spotkanie odbyło się pod szyldem Mecz Gwiazd, ale jego przebieg miał niewiele wspólnego z kojarzonymi z tą imprezą radosną koszykówką i efektownymi zagraniami. Dla debiutującego w roli selekcjonera Dariusza Maciejewskiego był to pierwszy przegląd kadr przed żeńskim EuroBasketem, który w czerwcu 2011 roku odbędzie się w Polsce i trener cieszył się, że rywalki potraktowały spotkanie poważnie.
Wynik z boiska odzwierciedla pozycje, na których znajdują się obecnie reprezentacja i Polska Liga Koszykówki Kobiet. Sukcesy kadry, czyli mistrzostwo Europy z 1999 roku, gra na igrzyskach w Sydney rok później, kilka udanych turniejów ME, na których drużyna przegrywała jednak kluczowe mecze, odeszły w niepamięć. W 2007 roku Polek zabrakło na finałowym turnieju we Włoszech, rok temu na Łotwie zrealizowano plan minimum wychodząc z grupy, ale styl gry drużyny, która ostatecznie zajęła 11. miejsce, był bardzo zły.
Kiedy kadra słabła, liga rosła w siłę. - Mieliśmy szczęście, bo kiedy w 2001 roku założona została PLKK S.A., wśród drużyn ligowych nastąpiła mobilizacja i zaczęto gonić Lotos - mówi wiceprezes PLKK Grzegorz Ziemblicki. W latach 1998-2005 drużyna z Gdyni zdobyła osiem tytułów z rzędu, ale potem w siłę urosła Wisła Can Pack Kraków, a teraz największe wrażenie robi niepokonany, prowadzony przez Maciejewskiego
KSSSE AZS PWSZ Gorzów Wlkp., który ma bilans 15-0.
Te trzy zespoły grają w Eurolidze (Wisła zaczęła od wyniku 8-0!), a aspirujące do polskiej czołówki CCC Polkowice i Energa Toruń występują w Pucharze Europy. - Jako liga jesteśmy w europejskiej czołówce obok francuskiej, rosyjskiej i węgierskiej - mówi Ziemblicki. - Przyjeżdżają do nas zagraniczne gwiazdy - mistrzynie olimpijskie czy świata, które potem opowiadają sobie, że w Polsce jest dobry poziom sportowy i organizacyjny - dodaje wiceprezes PLKK. Kilka dni temu z CCC podpisała kontrakt Cheryl Ford znana nie tylko z tego, że jej ojcem jest słynny koszykarz NBA Karl Malone.
Liga kobiet w kilku aspektach przewyższa męską. Ma gwiazdy znane na świecie, podczas gdy do PLK coraz częściej przyjeżdżają anonimowi przeciętniacy. Ma coraz szerszą czołówkę, czyli więcej ciekawych meczów. Bardzo trudno wytypować w niej mistrza, co w zdominowanej przez Asseco Prokom Gdynia lidze męskiej jest zadaniem najłatwiejszym. W tym sezonie, kiedy broniący tytułu Lotos dostał zadyszki i przebudowuje skład, a w siłę rosną KSSSE i Wisła, finisz zapowiada się wyjątkowo ciekawie.
Kierowana przez Wiesława Zycha PLKK jest też lepiej zorganizowana niż przechodząca przez organizacyjno-finansową zawieruchę PLK, czyli folwark prezesa PZKosz Romana Ludwiczuka. Żeńska ekstraklasa od czterech lat ma też sponsora tytularnego.
Dom samochodowy Germaz - autoryzowany dealer Forda z Wrocławia - według nieoficjalnych informacji rocznie daje lidze ok. 500 tys. złotych. W ciekawy sposób - każdy z 13 klubów ekstraklasy ma do wykorzystania pulę 30 tys. w salonie Germaza, co w praktyce wygląda tak, że uczestnicy rozgrywek dostają od sponsora oklejone reklamami samochody. Kluby mogą z nich korzystać lub je sprzedać. PLKK S.A. dostaje nieco ponad 100 tys., z czego część na mocy umowy oddaje PZKosz, a resztę przeznacza na bieżące wydatki i promocję.
Różowo nie jest, bo poza ośrodkami mającymi drużyny w lidze, FGE nie jest popularna. Żeńska koszykówka to inna, mniej efektowna gra niż ta w wydaniu męskim. Zamiast akcji nad obręczą jest dużo szarpaniny w parterze o zgubione piłki, zamiast efektownych asyst zdarzają się podania marnowane przez pudła spod kosza. Nie ma wielu kibiców, którzy interesują się i FGE, i PLK. Albo jedno, albo drugie.
Lidze najbardziej może pomóc sukces reprezentacji. To podstawowy warunek dla wzrostu popularności PLKK, który poza ośrodkami mającymi drużyny w ekstraklasie, jest na mizernym poziomie. Przed Maciejewskim trudne zadanie, bo reprezentacja od kilku lat jest w permanentnej przebudowie, a czołowe polskie zawodniczki - po tym, co można było zobaczyć w Pruszkowie - do gwiazd nie należą. Maciejewski ma wizję drużyny, ma pomysły jak z nią pracować, ale czy uda mu się osiągnąć cel, czyli piąte miejsce na EuroBaskecie, które umożliwi walkę o awans na igrzyska w Londynie?