Radna Wojciechowska kontra władze ZNP. "Ta pani nas poniża, nie damy się"

Dariusz Barański
19.11.2011 , aktualizacja: 19.11.2011 12:29
A A A Drukuj
- Byle miernota pcha się do pierwszego rzędu. Usłyszałam pod swoim adresem podczas miejskich uroczystości - żali się przewodnicząca gorzowskiego ZNP Barbara Zajbert. Kto miał tak brzydko o niej mówić? A któżby inny jak nie Grażyna Wojciechowska, słynąca z ciętego języka wiceprzewodnicząca rady miasta.
Grażyna Wojciechowska
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Grażyna Wojciechowska
Zarząd gorzowskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego zarzuca radnej Grażynie Wojciechowskiej, że publicznie obraża związkowców podczas oficjalnych, uroczystości. Związkowcy czują się szykanowani przez radną i wysłali skargę do przewodniczącego miejskich rajców Jerzego Sobolewskiego prosząc, aby przywołał do porządku swoją koleżankę z prezydium.

Nie chce siadać z przodu, aby jej nie drażnić

O co właściwie chodzi? - To nie jest jakiś mój spór z panią Wojciechowską. Nie występuję tu jako osoba prywatna, jednoosobowo. To jest stanowisko zarządu wobec powtarzających się nieprzyjemnych incydentów, do których dochodzi, gdy reprezentujemy związek na rożnych spotkaniach i uroczystościach. Zarząd zobowiązał nas do zwrócenia się do rady miasta, aby takie sytuacje już nie miały miejsca - mówi szefowa gorzowskiego ZNP Barbara Zajbert.

Przykład? - Choćby w filharmonii na uroczystości rozdania stypendiów. Ja nie chcę siadać z przodu, idę z dala od pani Wojciechowskiej, aby jej nie drażnić. A gdy przez organizatora jestem jednak przeprowadzona bliżej, słyszę, że teraz byle miernota pcha się do pierwszego rzędu. Miernota, dno, zero, chora kobieta. Takich rzeczy musimy wysłuchiwać. A przecież my się tam nie pchamy. Reprezentujemy organizację związkową, nauczycieli. Zostaliśmy wybrani w demokratycznych wyborach - opowiada. Spotkań działaczek ZNP z byłą działaczką Wojciechowską nie da się uniknąć. - Wiadomo przecież, że pani Wojciechowska jest wszędzie. A my tam idziemy, gdy to wiąże się z naszą pracą. Trzeba zabrać głos, złożyć komuś gratulacje. I na litość boską mamy do tego prawo. Pani Wojciechowska ma też prawo kogoś personalnie nie lubić prywatnie. Jednak występuje jako wiceprzewodnicząca rady miasta i musi uszanować osobę reprezentującą jakąś organizację. Osoby pełniące ważne funkcje w samorządzie obowiązują przecież jakieś zasady - uważa Zajbert.

Związkowcy oczekują od przewodniczącego rady miasta, że zdyscyplinuje radną, tak, aby mogli bez wysłuchiwania inwektyw uczestniczyć w miejskich uroczystościach.

Zwracają też uwagę, na brak reakcji pozostałych radnych, którzy mieli być świadkami takich incydentów. - To nie jest robione głośno. Tak, aby słyszały dwa rzędy. Każdy słyszy, ale potem okazuje się, że wszyscy jakoś mają kłopoty z pamięcią - mówi z żalem Zajbert.

Wzajemne stosunki obecnego zarządu gorzowskiego ZNP i Grażyny Wojciechowskiej są tym pikantniejsze, że przecież radna była przez wiele lat działaczką związku. W ubiegłym roku po 27 latach, straciła jednak miejsce w zarządzie i stała się szeregowym członkiem związku. Przewodnicząca Zajbert informuje jednak, że Wojciechowska już nawet nie należy do ZNP. - Zgodnie ze statutem po trzech miesiącach nieregulowania składek przestaje być członkiem organizacji - mówi.

- Ja jestem działaczem ZNP i będę do śmierci. Byłam, jestem i będę związkowcem. A pani Zajbert razem z panią Adamczyk zawłaszczają całe chlubne tradycje ZNP, który ma już 106 lat. Od dwóch lat czynią wszystko, żeby mnie wyrugować. To im się nie uda. Ja tych pań, jednej i drugiej, nie akceptuję, nie zauważam - mówi.

Czy uważa obie przewodniczące ZNP za "miernoty"? - Nie będę się zniżała do tego poziomu. Są tacy, co chcą pracować, i tacy, co nie chcą. Chcą brylować - odpowiada radna, znana z tego, że jest na prawie każdej oficjalnej uroczystości, na każdym otwarciu, poświęceniu czy spotkaniu. A co do skargi związku uprzedza, że i tak nic nie da. - Nikt mnie nigdy nie zmieni. Dlatego przez całe życia byłam bezpartyjna, bo zawsze jestem sobą. A że mam tyle sukcesów..... - mówi radna.

Radna niezależna i szmaciarze

Faktycznie, radna znana jest z ciętego języka. I przynajmniej raz przekroczyła wszelkie granice. Było to w listopadzie 2006 r. Grażyna Wojciechowska, radna niezależna, wpadła w furię, gdy koledzy z rady nie chcieli poprzeć jej kandydatury na wiceprzewodniczącą. Publicznie obrzuciła ich obelgami, z których szmaciarze i wazeliniarze to te delikatniejsze. Były też ch..., psy, sprzedajne dziwki, śmierdzący emeryci. Potem radna przeprosiła, radni nie wracali do tematu i Wojciechowskiej uszło na sucho. W przeciwieństwie do internauty, który jej zachowanie skomentował na forum słowami "stare chamidło". Radna doniosła do prokuratury, internautę wytropiono, a sąd skazał go na grzywnę i nawiązkę.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 51 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Re: Radna Wojciechowska kontra władze ZNP. "Ta pa cajmero 20.11.11, 16:12

    Nauczyciele to jedna z najbardziej"poszkodowanych grup zawodowych"niedoceniona, niedowartościowana, grupa, której przedstawiciele muszą być w różnych gremiach władzy. Jednak ONA jest jedyna»

  • Radna Wojciechowska kontra władze ZNP. "Ta pani... werka-3 21.11.11, 09:24

    Pan Radna ma monopol na "bycie sobą". Kiedy ktoś inny "jest sobą" i mówi jej co o niej myśli wtedy jest ścigany przez prokuratora.Brawo. Dziwie się ludziom ,że pozwalaja sobie na takie »

Dołącz do nas na Facebooku