Surmacz o PiS: Nie możemy skończyć jak SLD
07.12.2007
, aktualizacja: 07.12.2007 20:01
Niestety, PiS traci moralne prawo oceny Roberta Surowca i Tadeusza Jędrzejczaka, którzy wkrótce staną przed sądem. Dlaczego? Dlatego, że moja partia w Lubuskiem mało zdecydowanie stoi na straży etycznych standardów - mówi Marek Surmacz, polityk Prawa i Sprawiedliwości z Gorzowa
ZOBACZ TAKŻE
- Surmacz chce kandydować na prezydenta (22-07-08, 18:00)
- Sondaż: Dzisiaj Jędrzejczak wygrałby w cuglach (15-11-08, 06:00)
- Mirosław Marcinkiewicz odchodzi z PiS (18-12-07, 09:30)
- Marek Surmacz doradcą prezydenta Kaczyńskiego (04-08-08, 20:16)
- Marek Surmacz doradcą prezydenta (04-08-08, 17:32)
- Bagiński: Surmacz prezydentem? A gdzie dystans? (26-07-08, 13:38)
- Politycy PiS: w Gorzowie pełza korupcja (25-07-08, 18:16)
- Prezydent bojkotuje radio i wychodzi ze studia (23-07-08, 16:21)
- Jak być działaczem partyjnym i podejrzanym (25-02-08, 20:04)
- Jesteś biedny, to nie kandyduj na prezydenta (05-11-08, 18:59)
Piotr Żytnicki: Demokracja w Prawie i Sprawiedliwości jeszcze istnieje?
Marek Surmacz(PiS), były radny Gorzowa, poseł i wiceminister spraw wewnętrznych: Jestem delegatem na kongres PiS, gdzie można spodziewać się debaty o stylu wewnątrzpartyjnych relacji. Argumenty w tej dyskusji, za sprawą listu trzech wiceprezesów, są już dobrze znane. Moim zdaniem, udzielenie wotum zaufania dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie jest zagrożone.
Ale pan jako przyjaciel i bliski współpracownik Kazimierza Marcinkiewicza poprze prezesa?
- Głosowanie jest tajne, dlatego nie zdradzę, jaką podejmę decyzję. Uważam jednak, że dyskusja jest potrzebna. Sam mam wiele zastrzeżeń do organizacji kampanii wyborczej i jej efektów. Chociaż przybyło nam poparcia, to obiektywnie patrząc, przegraliśmy te wybory i trzeba wyciągnąć z tego wnioski. Było mi przykro, kiedy śledziłem publiczną wymianę zdań między Jarosławem Kaczyńskim a Kazimierzem Marcinkiewiczem. Takie dyskusje nie powinny odbywać się w ten sposób, jeżeli chcemy, by członkowie partii nawzajem się szanowali i wyrażali własne poglądy.
Sam jednak poparł pan Marcinkiewicza, kiedy ten mówił o zakonie PC w Lubuskiem.
- To prawda, że podział w lubuskim PiS istnieje. Od działaczy z południa różnimy się przede wszystkim ostrością widzenia pewnych zjawisk, które zachodzą w partii. Ja uważam, że wszystko, co złe dzieje się w PiS, ma swoje źródło w nieprzestrzeganiu podstawowych standardów etycznych. Pamiętam, jak szydzono ze mnie, kiedy na zjeździe okręgu, po wygranych wyborach parlamentarnych, powiedziałem, że nie będziemy obsadzać stanowisk naszymi ludźmi, tylko dlatego, że są w PiS. Dokładnie brzmiało to tak: „Nie będziemy miernot z SLD zastępować miernotami z PiS”. Ci, którzy ze mnie szydzili, nie chcieli pamiętać, że całe zdanie brzmiało: „Nie będziemy miernot z SLD zastępować miernotami z PiS, żeby nie skończyć tak jak SLD”. A szydzili ze mnie głównie ludzie, którzy do PiS dołączyli, gdy był już popularny, na fali.
Czyli to przestrzeganie standardów jest kością niezgody między wami?
- W dużej mierze właśnie to nas różni. To przecież PiS był awangardą odnowy moralnej. Dzisiaj moja wiara, że wciąż tak jest, została mocno zachwiana. Oto zdarzenie sprzed kilku tygodni. Politycy PiS popierają kandydaturę Macieja Fleischera na dyrektora ZUS w Gorzowie, podczas gdy ten człowiek, działacz naszej partii, jest oskarżony o fałszowanie urzędowych dokumentów i ukrywa to przed prezesem ZUS. Gdy sprawa wychodzi na jaw, zamiast odciąć się od tego człowieka, usunąć go z szeregów partii, pojawiają się działacze, którzy bronią Fleischera, a potem na zjeździe okręgowym atakują mnie, bo publicznie powiedziałem, że pewnych standardów łamać nie można. W ten sposób PiS traci moralne prawo oceny Roberta Surowca, Tadeusza Jędrzejczaka i innych polityków, którzy popadli w konflikt z prawem.
Ale to radni PiS - Arkadiusz Marcinkiewicz i Mirosław Rawa - publicznie bronili Roberta Surowca, kiedy prokuratura postawiła mu zarzuty. Marcinkiewicz powiedział nawet: „Zasadnicza różnica jest przecież między zarzutami o korupcję czy działaniem na szkodę miasta a zarzutami związanymi z działalnością zawodową czy gospodarczą”.
- Ja zareagowałem na tę informację jednoznacznie, nie tak jak Arek Marcinkiewicz i Mirek Rawa. Surowiec zręcznie ich zmanipulował. Gdy dowiedział się, że ma postawione zarzuty, zwołał konwent rady, na którym przekonywał, że to żadne przestępstwo, tylko wykroczenie. Oni mu uwierzyli. Gdybym był na tym konwencie, Surowiec nie wcisnąłby mi kitu, że to tylko kilka umów, kilkadziesiąt złotych. Moim zdaniem, powinien od razu podać się do dymisji. Ja widzę, że Surowiec jest cyniczny. Nawet teraz, kiedy jest już oskarżony, mówi w lokalnej telewizji, że tak naprawdę pada ofiarą spisku. Ręce opadają.
Po tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że radni PiS nie zdają egzaminu jako twarda opozycja w radzie miasta. Można powiedzieć, że to już nie te czasy, gdy radny Surmacz wychodził na mównicę i władza drżała.
- W opozycji trzeba mieć wyostrzone poglądy i głośno je prezentować. Nie można mówić, że jest pięknie i cudownie, kiedy w rzeczywistości jest inaczej. Dzisiaj prezydent chce budować za kilkadziesiąt milionów nowy Urząd Miasta na Zawarciu, podczas gdy dzieci w szkołach podstawowych sikają po butach, bo pisuary są dziurawe. O tym trzeba mówić. Mirek Rawa ma trochę inny charakter. Jest dobrym działaczem samorządowym, ale jako przewodniczący klubu radnych lepiej sprawdzałby się, gdyby to PiS był u władzy. Na czas wojny trzeba być jednak bezkompromisowym przewodniczącym.
Ostatnia kwestia. Tadeusz Jędrzejczak szuka dzisiaj nowego wiceprezydenta. Kandydaci po kolei mu odmawiają. Dlaczego?
- Dzisiaj obejmowanie funkcji publicznej w towarzystwie i na zaproszenie człowieka, który jest oskarżony w aferze budowlanej i za chwilę zasiądzie na ławie oskarżonych, nie jest atrakcyjne. Grozi piętnem na całe życie.
Marek Surmacz(PiS), były radny Gorzowa, poseł i wiceminister spraw wewnętrznych: Jestem delegatem na kongres PiS, gdzie można spodziewać się debaty o stylu wewnątrzpartyjnych relacji. Argumenty w tej dyskusji, za sprawą listu trzech wiceprezesów, są już dobrze znane. Moim zdaniem, udzielenie wotum zaufania dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie jest zagrożone.
Ale pan jako przyjaciel i bliski współpracownik Kazimierza Marcinkiewicza poprze prezesa?
- Głosowanie jest tajne, dlatego nie zdradzę, jaką podejmę decyzję. Uważam jednak, że dyskusja jest potrzebna. Sam mam wiele zastrzeżeń do organizacji kampanii wyborczej i jej efektów. Chociaż przybyło nam poparcia, to obiektywnie patrząc, przegraliśmy te wybory i trzeba wyciągnąć z tego wnioski. Było mi przykro, kiedy śledziłem publiczną wymianę zdań między Jarosławem Kaczyńskim a Kazimierzem Marcinkiewiczem. Takie dyskusje nie powinny odbywać się w ten sposób, jeżeli chcemy, by członkowie partii nawzajem się szanowali i wyrażali własne poglądy.
Sam jednak poparł pan Marcinkiewicza, kiedy ten mówił o zakonie PC w Lubuskiem.
- To prawda, że podział w lubuskim PiS istnieje. Od działaczy z południa różnimy się przede wszystkim ostrością widzenia pewnych zjawisk, które zachodzą w partii. Ja uważam, że wszystko, co złe dzieje się w PiS, ma swoje źródło w nieprzestrzeganiu podstawowych standardów etycznych. Pamiętam, jak szydzono ze mnie, kiedy na zjeździe okręgu, po wygranych wyborach parlamentarnych, powiedziałem, że nie będziemy obsadzać stanowisk naszymi ludźmi, tylko dlatego, że są w PiS. Dokładnie brzmiało to tak: „Nie będziemy miernot z SLD zastępować miernotami z PiS”. Ci, którzy ze mnie szydzili, nie chcieli pamiętać, że całe zdanie brzmiało: „Nie będziemy miernot z SLD zastępować miernotami z PiS, żeby nie skończyć tak jak SLD”. A szydzili ze mnie głównie ludzie, którzy do PiS dołączyli, gdy był już popularny, na fali.
Czyli to przestrzeganie standardów jest kością niezgody między wami?
- W dużej mierze właśnie to nas różni. To przecież PiS był awangardą odnowy moralnej. Dzisiaj moja wiara, że wciąż tak jest, została mocno zachwiana. Oto zdarzenie sprzed kilku tygodni. Politycy PiS popierają kandydaturę Macieja Fleischera na dyrektora ZUS w Gorzowie, podczas gdy ten człowiek, działacz naszej partii, jest oskarżony o fałszowanie urzędowych dokumentów i ukrywa to przed prezesem ZUS. Gdy sprawa wychodzi na jaw, zamiast odciąć się od tego człowieka, usunąć go z szeregów partii, pojawiają się działacze, którzy bronią Fleischera, a potem na zjeździe okręgowym atakują mnie, bo publicznie powiedziałem, że pewnych standardów łamać nie można. W ten sposób PiS traci moralne prawo oceny Roberta Surowca, Tadeusza Jędrzejczaka i innych polityków, którzy popadli w konflikt z prawem.
Ale to radni PiS - Arkadiusz Marcinkiewicz i Mirosław Rawa - publicznie bronili Roberta Surowca, kiedy prokuratura postawiła mu zarzuty. Marcinkiewicz powiedział nawet: „Zasadnicza różnica jest przecież między zarzutami o korupcję czy działaniem na szkodę miasta a zarzutami związanymi z działalnością zawodową czy gospodarczą”.
- Ja zareagowałem na tę informację jednoznacznie, nie tak jak Arek Marcinkiewicz i Mirek Rawa. Surowiec zręcznie ich zmanipulował. Gdy dowiedział się, że ma postawione zarzuty, zwołał konwent rady, na którym przekonywał, że to żadne przestępstwo, tylko wykroczenie. Oni mu uwierzyli. Gdybym był na tym konwencie, Surowiec nie wcisnąłby mi kitu, że to tylko kilka umów, kilkadziesiąt złotych. Moim zdaniem, powinien od razu podać się do dymisji. Ja widzę, że Surowiec jest cyniczny. Nawet teraz, kiedy jest już oskarżony, mówi w lokalnej telewizji, że tak naprawdę pada ofiarą spisku. Ręce opadają.
Po tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że radni PiS nie zdają egzaminu jako twarda opozycja w radzie miasta. Można powiedzieć, że to już nie te czasy, gdy radny Surmacz wychodził na mównicę i władza drżała.
- W opozycji trzeba mieć wyostrzone poglądy i głośno je prezentować. Nie można mówić, że jest pięknie i cudownie, kiedy w rzeczywistości jest inaczej. Dzisiaj prezydent chce budować za kilkadziesiąt milionów nowy Urząd Miasta na Zawarciu, podczas gdy dzieci w szkołach podstawowych sikają po butach, bo pisuary są dziurawe. O tym trzeba mówić. Mirek Rawa ma trochę inny charakter. Jest dobrym działaczem samorządowym, ale jako przewodniczący klubu radnych lepiej sprawdzałby się, gdyby to PiS był u władzy. Na czas wojny trzeba być jednak bezkompromisowym przewodniczącym.
Ostatnia kwestia. Tadeusz Jędrzejczak szuka dzisiaj nowego wiceprezydenta. Kandydaci po kolei mu odmawiają. Dlaczego?
- Dzisiaj obejmowanie funkcji publicznej w towarzystwie i na zaproszenie człowieka, który jest oskarżony w aferze budowlanej i za chwilę zasiądzie na ławie oskarżonych, nie jest atrakcyjne. Grozi piętnem na całe życie.
- 36 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Surmacz o PiS: Nie możemy skończyć jak SLD
wami41
07.12.07, 22:05
Drodzy PiSowcy, skonczycie podobnie a to dlatego iz wasza etyka i morale jest taka sama.wystarczy popatrzec na lokalnych dzialaczy i znamy wszystko.»
Najczęściej czytane24 htydzień





