Mirosław Marcinkiewicz od roku zasiada w ławach sejmiku lubuskiego. W poniedziałek zdecydował się oddać legitymację partyjną. Zamierza jednak pozostać w klubie PiS. - Chyba mnie nie wyrzucą? - uśmiecha się. We wtorek rezygnację złoży na piśmie. Nie chce komentować sprawy.
Inni gorzowscy działacze PiS, kojarzeni z byłym premierem, wyczekują. - Jestem w PiS żołnierzem. Będę walczył o partię do końca, ale już raz dostałem w policzek i jestem rozchwiany, więc czekam na drugi cios - mówi były poseł Marek Surmacz. Za policzek uważa utworzenie w Gorzowie, bez jego aprobaty, drugiego - jego zdaniem - konkurencyjnego koła tej partii.
- Nie słyszałem o decyzji Mirka, chociaż podzielam jego wątpliwości. Podczas świąt spotkamy się w trójkę i porozmawiamy. Zawsze wszystko robiliśmy razem, ale decyzja Kazimierza, a teraz Mirosława nie przesądza o tym, czy zostanę w PiS, czy nie - komentuje Arkadiusz Marcinkiewicz, wiceszef gorzowskiej Rady Miasta.
O świętach mówi także Surmacz. - Pewnie wtedy nie tylko bracia Marcinkiewiczowie się spotkają, ale całe nasze środowisko. Porozmawiamy o sytuacji w partii, która się zmienia, bo każdego dnia odchodzą z partii kolejni politycy. Nie wiem, jakie decyzje podejmiemy, czy też podejmą pojedyncze osoby. Chciałbym wierzyć, że prezes Kaczyński dostrzega, że jest w niej miejsce dla ludzi, którzy PiS budowali - mówi Surmacz.
Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów