Bagiński: Surmacz prezydentem? A gdzie dystans?

Robert Bagiński, były polityk gorzowskiej prawicy
26.07.2008 , aktualizacja: 26.07.2008 13:39
A A A Drukuj
Trzeba mieć jak Marek Surmacz mało dystansu do siebie, a już z pewnością być megalomanem, by ogłaszać wszem i wobec, że będzie się prezydentem "po Tadeuszu Jędrzejczaku" - pisze Robert Bagiński
Robert Bagiński
Fot. Daniel Adamski / AG
Robert Bagiński
SERWISY
Chciałbym się odnieść do artykułu Piotra Żytnickiego „Jędrzejczak bojkotuje radio” („Gazeta Wyborcza”, 24 lipca 2008 r.).

Trzeba mieć jak Marek Surmacz mało dystansu do siebie, a już z pewnością być megalomanem, by ogłaszać wszem i wobec, że będzie się prezydentem "po Tadeuszu Jędrzejczaku". Tym samym dziwi sytuacja, gdy dziennikarze krytykują prezydenta Gorzowa Tadeusza Jędrzejczaka za to, że wyszedł ze studia radiowego, bo na ponad dwa lata przed wyborami zadawano mu pytania o kandydata na prezydenta miasta, który kandydatem zapewne nigdy nie będzie.

Co łączy Andrzeja Leppera i Marka Surmacza. Okazuje się, że wbrew pozorom wiele. Obaj powrócili "do korzeni". Pierwszy na blokady, a drugi do krytykowania kolejnych władz Gorzowa. Dlaczego więc dziennikarze krytykują prezydenta, że nie traktuje eksministra poważnie? Przecież Marek Surmacz nie jest już nikomu wGorzowie potrzebny, bo są lepsi od niego. Zgrał swoje atuty posyłając policjantów z hamburgerami do partyjnej koleżanki, a następnie konfliktując się ze środowiskiem, które rzekomo przed laty chciał oczyścić. Tymczasem policji potrzeba było oczyszczenia z takich jak on. Jego wizerunkowa wartość oscyluje wokół zera i wyborczy wynik sprzed dwóch lat jest na długo poza jego zasięgiem.

W tym kontekście reakcja prezydenta Tadeusza Jędrzejczaka jest jak najbardziej uzasadniona, a nawet wskazana. Tak, tak Obawiam się bowiem, że temu politykowi wcale nie chodzi o dobro Gorzowa, a o fakt, iż Tadeusz Jędrzejczak jest znacznie lepszym gospodarzem niż jego poprzednicy: Woźniak, Gorywoda czy Wolski, nie zakwestionuje nikt, a tym bardziej eksminister Surmacz.

Nie bez znaczenia jest fakt, że nawet w kwestii wiarygodności prezydent Jędrzejczak stoi znacznie wyżej niż jego "kontrkandydat" w wyborach za dwa lata. Przykłady? Pierwsze z brzegu. Prezydent został co prawda tymczasowo aresztowany, ale nigdy nie był - i myślę, że nie będzie - skazany. Tymczasem Marek Surmacz ma na swoim koncie wyrok, który pozbawił go nawet mandatu radnego. Co zaś do deklaracji politycznych, to Jędrzejczak zawsze podkreślał, iż "Słowiankę" wybuduje, choćby po nim miała zostać spalona ziemia - i dopiął tego, a Marek Surmacz ogłaszał wszem i wobec, że jeśli przez park Kopernika będzie przeprowadzona droga, to on osobiście przypnie się łańcuchami do drzewa i nie zezwoli na to, by wycięto tam chociażby jedno z nich. Droga w parku Kopernika jest, a Surmacz zajmował się w tym czasie dystrybucją wyrobów firmy McDonald's.

Dlatego uważam, że prezydent Jędrzejczak może mieć nawet poczucie pewnej niesprawiedliwości - chociaż znając go, domyślam się, iż bierze to z dobrodziejstwem inwentarza - że próbuje się konfrontować jego osobę z kimś, kto dla Gorzowa nie zrobił prawie nic. Znamienny przykład to udział Surmacza w rządzie premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Przez okres swojego urzędowania ani razu nie znalazł czasu, by spotkać się z władzami miasta. Inaczej niż Leszek Miller, Marek Belka czy Jerzy Buzek.

Powiedzmy wprost - po odejściu Surmacza do Sejmu, a nawet - ku zaskoczeniu wielu - do rządu, w Gorzowie nie było bezsensownych awantur i bezprzedmiotowych dyskusji, ponieważ nie było osoby, która - tak jak Surmacz - chciałaby wykorzystać te awantury do paraliżowania miasta i promowania własnej osoby. I jeszcze ta dziwaczna strategia. Eksminister próbuje przekonać swoich potencjalnych wyborców, że pod rządami obecnego włodarza miasta w Gorzowie nic się nie dzieje. Tymczasem taka taktyka skazana jest na porażkę, a argumentów do jej podważenia nie trzeba szukać daleko -wystarczy iż Marek Surmacz pójdzie na spacer po mieście albo odwiedzi okręg swojego politycznego przyjaciela Arkadiusza Marcinkiewicza, tj. Zawarcie.

Podsumowując, chciałbym postawić tezę, która być może zdekonspiruje intencje Marka Surmacza. Otóż on doskonale wie, że nie będzie kandydował, a nawet gdyby, to w obliczu dokonań obecnych władz miast, nikt go nie wybierze. Stawką nie jest prezydentura w Gorzowie, lecz promocja przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

Na koniec rada, która jest sumą moich osobistych doświadczeń ostatnich lat. Panie Surmacz! Warto odpocząć. Wycofać się i przemyśleć. Kto wie, może za 10 lat

Podziel się

  • 73 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Bagiński: Surmacz prezydentem? A gdzie dystans? slawek_wieczorek 26.07.08, 14:25

    W gorące lato 1999 roku w gorzowskim amfiteatrze wokół sceny i na widowniuwijali się dwaj młodzi działacze Akcji Wyborczej "Solidarność": Robert B. iPrzemysław S. Chcieli się wszem i wobec »

  • Bagiński: Surmacz prezydentem? A gdzie dystans? cajmero 27.07.08, 10:44

    q....wa, dlaczego wywleka się na światło codzienności, takiego"TRUPA" imoralnego i politycznego jakim jest facet o nazwisku Bagiński. Rzygać się nato chce.»

Dołącz do nas na Facebooku