Afera budowlana. Zygmunt M. kontra syndyk

Artur Brykner
06.04.2009 , aktualizacja: 07.04.2009 10:29
A A A Drukuj
Przed sądem zeznawał w poniedziałek ważny świadek - Adam Pawluć, syndyk PBI. To po jego zawiadomieniu sześć lat temu prokuratura zainteresowała się miejskimi inwestycjami w Gorzowie.
Proces w sprawie afery budowlanej. Zeznaje świadek Adam Pawluć, syndyk PBI
Fot. Artur Brykner / AG
Proces w sprawie afery budowlanej. Zeznaje świadek Adam Pawluć, syndyk PBI
Zawiadomienie o nieprawidłowościach w finansach likwidowanego przedsiębiorstwa PBI dało początek śledztwu, którego wynikiem jest oskarżenie 19 osób - przedsiębiorców budowlanych, pracowników firm nadzorczych i miejskich urzędników, w tym obecnego prezydenta Gorzowa Tadeusz Jędrzejczaka i byłego wiceprezydenta Andrzeja Korskiego. Badając komunalne inwestycje prowadzone w latach 1998-2002 przez PBI i inne firmy prokuratura wykryła korupcyjne układy. Według śledczych powiązane ze sobą towarzysko osoby z branży budowlanej i urzędu miasta wyprowadzały pieniądze z kasy magistratu i firm budowlanych.

Syndyk Adam Pawluć opowiadał wczoraj, w jakim stanie było PBI, po tym jak urząd miasta zerwał z przedsiębiorstwem kontrakty na budowę ul. Bierzarina i Trasy Średnicowej. - W zalegającej z płatnościami firmie nie było środków na prowadzenie inwestycji, zakupu materiałów budowlanych i opłacenie podwykonawców - ocenił syndyk kondycję przedsiębiorstwa, którego proces upadłościowy jeszcze się nie zakończył. Obecny dług wobec wierzycieli wynosi ponad 36 mln zł. Zdaniem Zygmunta M., który na sali sądowej polemizował z opiniami świadka, wypowiedzenie umów przez magistrat było bezpośrednią przyczyną upadku firmy, a sam syndyk nie dopełnił czynności, które mogły, jeśli nie uratować firmę, to przynajmniej rozliczyć wierzycieli. - Niezależny biegły na zlecenie syndyka wyraźnie napisał, że PBI ze swoim potencjałem było w stanie ukończyć Trasę Średnicową w terminie. Nie było żadnych przeszkód, żeby realizować dalej ten kontrakt - mówił przed sądem Zygmunt M. - Wskazałem również syndykowi, gdzie są pieniądze. To miasto zalega firmie z płatnościami.

Syndyk wyjaśniał, że pozytywną dla PBI opinię biegły sporządził w zakresie potencjału i możliwości technicznych firmy, a nie jej sytuacji finansowej, a sędzia komisarz orzekł, że to PBI jest dłużnikiem miasta, a nie odwrotnie. Podczas zeznań syndyka Zygmunt M. co chwilę składał oświadczenia. - W chwili zerwania kontraktu przez miasto, a potem ogłoszenia upadłości PBI, urząd miasta zalegał mojej firmie 1 mln 464 tys. zł z faktur wystawionych za prace zrealizowane od sierpnia 2001 r. Władze miasta nie płaciły, bo w kasie Gorzowa nie było pieniędzy. Razem z karami za bezpodstawnie zerwany kontrakt i z odsetkami, było to ok. 5 mln zł, których syndyk powinien domagać się od urzędu miasta - mówił Zygmunt M.

Na rozprawie nie był obecny oskarżony w tej sprawie prezydent. Dzisiaj kolejny dzień procesu.

Podziel się

  • 17 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku