Szeroki gest byłej dyrektorki szpitala

Artur Brykner
09.10.2009 , aktualizacja: 09.10.2009 10:48
A A A Drukuj
"Gazeta" dotarła do dodatkowych umów, jakie podpisywała z niektórymi pracownikami Wanda Szumna, była dyrektor gorzowskiego szpitala. W razie zwolnienia z pracy umowy gwarantowały im wysokie odprawy. Były rzecznik szpitala domaga się z tego tytułu ... 120 tys. zł. Przypomnijmy, że lecznica ma ponad 200 mln zł długów
Rok temu to oni rządzili szpitalem. Wanda Szumna, dyrektorka lecznicy i jej rzecznik prasowy Krzysztof Cichowlas
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Rok temu to oni rządzili szpitalem. Wanda Szumna, dyrektorka lecznicy i jej rzecznik prasowy Krzysztof Cichowlas
Jest październik 2008 roku. Wkrótce opublikowany zostanie raport NIK dotyczący kondycji finansowej zadłużonego na 230 mln zł gorzowskiego szpitala. Wcześniej w sejmiku lubuskim zmienia się koalicja. Nie ma już PO-PiS-u. Z zarządu odchodzi odpowiedzialna za służbę zdrowia wicemarszałek Elżbieta Płonka z PiS. Dyrekcja gorzowskiej lecznicy traci polityczny parasol ochronny. Raport NIK jest druzgocący dla kierownictwa szpitala. Nikt nie ma wątpliwości, że dni Wandy Szumnej, jako menedżerki szpitala są policzone. Ale zanim w listopadzie dostanie wypowiedzenie, 16 października podpisuje z niektórymi współpracownikami tajne "umowy o zakazie konkurencji". Kopie umów nie trafiły do kadr i księgowości. Nikt o nich nie wiedział, do czasu aż do kasy szpitala nie zapukał zwolniony były rzecznik prasowy lecznicy Krzysztof Cichowlas. Gdy w listopadzie dyrektor Szumna została zwolniona, rzecznik nagle zachorował i przez "ustawowe" 186 dni był na zwolnieniu lekarskim, unikając w ten sposób przyjęcia wypowiedzenia. W końcu, w maju pojawił się w pracy i zwolnienie zostało doręczone z miesięcznym okresem wypowiedzenia. W lipcu do szpitala przyszło z sądu pracy wezwanie do wypłaty byłemu rzecznikowi prasowemu 8,2 tys. zł netto - pierwszej z dwunastu należnych mu wypłat. Obecny dyrektor szpitala Andrzej Szmit ze zdumienia przecierał oczy.

Wanda Szumna tłumaczy, że podpisała dodatkowe umowy z kilkoma pracownikami, którzy już we wrześniu mieli propozycje pracy z całej Polski. - Chcieli odejść, bo zorientowali się, że szykują się zmiany w szpitalu z politycznego klucza Platformy Obywatelskiej. Gwarancją wypłat po zwolnieniu namówiłam ich, żeby zostali, aby nowy dyrektor miał z kim pracować. To ważne, bo ja dwa lata temu, przez kilka miesięcy sama musiałam przekopywać się przez szpitalną dokumentację. Wszyscy zastępcy, obawiając się zwolnień, nagle zachorowali. Szpital bez ich wiedzy nie mógłby normalnie funkcjonować. Liczyłam, że polityka ominie szpital, że moja ekipa zostanie doceniona za to, co dla lecznicy zrobiła - tłumaczy Wanda Szumna. - Sama nie podpisałam takiej umowy z zarządem województwa i teraz żałuję. Mam duże doświadczenie i mimo to nie mogę znaleźć pracy w instytucjach, którymi kieruje PO. Nie liczą się kompetencje, tylko polityczne układy.

Wanda Szumna powiedziała, że nie wie, dlaczego kopie umów nie trafiły do kadr.

Krzysztof Cichowlas, do czerwca br. p.o. dyr. ds. mediów i związków zawodowych na miesiąc przed zwolnieniem dyrektor Szumnej podpisał z nią umowę, która w przypadku odejścia z pracy gwarantowała mu przez rok pensję z kasy szpitala - w skali roku 120 tys. zł brutto! W zamian - jak czytamy w umowie - "pracownik w okresie jednego roku od ustania stosunku pracy zobowiązuje się powstrzymywać od wszelkich czynności faktycznych i prawnych naruszających interes pracodawcy". Może się okazać, że w szpitalu, bez wiedzy obecnej dyrekcji oraz zarządu województw pracują lekarze lub pracownicy administracji, którzy mają podpisane tajne aneksy do umów gwarantujące im roczne odprawy liczone w dziesiątkach tysięcy złotych! - Przejrzeliśmy dokumentację i takich umów nie znaleźliśmy, ale dowiedzieliśmy się, że np. pan Cichowlas, kiedy był na zwolnieniu lekarskim przychodził do szpitala i próbował podrzucić tę umowę do kadr. Kadrowe na to się nie zgodziły, ponieważ obowiązuje droga służbowa. Jeden egzemplarz trafia do pracownika, drugi dyrekcja przekazuje do kadr, gdzie dokumentowi nadawany jest numer - tłumaczy Kamil Jakubowski, dyr. szpitala ds. organizacyjnych. - Nie ma mowy, żebyśmy wypłacili panu Cichowlasowi 120 tys! Idziemy z tą sprawą do sądu. Za takie pieniądze możemy kupić dwa respiratory.

- Za bałagan w administracji odpowiada obecna dyrekcja szpitala - ripostuje Cichowlas. Zapowiada, że będzie się sądził ze szpitalem o należne mu pieniądze. - Jak sprawę wygram, to może wpłacę pieniądze na jakąś fundację - mówi.

Piotr Dębicki, dyr. ds. lecznictwa i Stefan Urbich, dyr. ds. finansowych, także mieli podpisane podobne umowy, których próżno szukać w kadrach. Obaj już nie pracują w szpitalu, ale obaj przynieśli do dyrekcji po dwa egzemplarze podpisanych umów i sami je podarli. Uznali, że w obecnej bardzo trudniej sytuacji szpitala te umowy są niekorzystne dla lecznicy.

Podziel się

  • 32 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Dołącz do nas na Facebooku