Prof. Stępień: "Urzędnicy uwili sobie gniazdka i bronią ich jak niepodległości"

Piotr Wołkowski
10.03.2010 , aktualizacja: 10.03.2010 18:16
A A A Drukuj
System samorządowy wprowadzony dwadzieścia lat temu zawierał sporo błędów. Z biegiem czasu nie naprawiliśmy ich jednak, ale nałożyliśmy kolejne. Teraz ten źle funkcjonujący mechanizm wymaga gruntownej reformy - uważa profesor Jerzy Stępień.
Prof. Jerzy Stępień na Uniwersytecie Zielonogórskim
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Prof. Jerzy Stępień na Uniwersytecie Zielonogórskim
Świętowaliśmy dwudziestolecie reformy samorządowej. Jednak zdaniem Jerzego Stępnia, współtwórcy nowego systemu samorządności, to wcale nie była reforma.

- Nie możemy mówić o samorządach przed 1989 r. Dwadzieścia lat temu jeden system trzeba było dopiero zastąpić innym - wyjaśnia.

Dodaje też, że czas na reformy właśnie przyszedł. - Do tych błędów z 1989 dokładaliśmy kolejne, których nie da się teraz usunąć pojedynczymi zmianami. Teraz jest czas, by wszystko to przemyśleć i naprawić - mówił wczoraj w auli Uniwersytetu Zielonogórskiego prof. Stępień.

Burmistrz i rada. Dwa ośrodki władzy

Kiedy w Polsce zaczęły funkcjonować samorządy, przewodniczący rady pełnił funkcję burmistrza, wójta czy prezydenta. Pojawiły się jednak obawy, że pozycja przewodniczącego może być zbyt silna. Podstawowym błędem, zdaniem Stępnia, było wprowadzenie bezpośrednich wyborów. Prezydent, burmistrz czy wójt tworzy jeden ośrodek władzy, a rada drugi. Dodatkowo pozycja rady jest marginalizowana. - W gminie rządzi wójt. Rady, które nie posiadają realnego wpływu, próbują utrudniać jego działania. I to samo zafundowaliśmy sobie w państwie. Wybieramy prezydenta, który nie ma władzy. Natomiast rząd jest pozbawiony mocy wykonawczej, ponieważ każda ustawa może zostać utrącona przez prezydenta - wyjaśnia Stępień. Jego zdaniem tego typu błędy konstrukcyjne z góry skazują nas na błędne koło. Dodaje też, że możliwość bezpośredniego wyboru wójta, burmistrza bądź prezydenta jest jedynie złudzeniem wyboru. - Pomyślmy o przyszłych wyborach prezydenckich. W praktyce kandydat, którego wystawi PO, wygra te wybory. Na ile będzie to wybór społeczeństwa? - pyta Stępień.

Przeczytajmy encyklikę "Quadragesimo Anno"

Drugi element samorządności, jaki Stępień uznaje za pomyłkę, to podział na zadania własne i zlecone. - Podział pojawił się w XIX-wiecznych Prusach, i w ponapoleońskich realiach był alternatywą dla państwa. Ale już po II wojnie światowej, kiedy w Europejskiej Karcie Samorządowej tę zasadę zastąpiła zasada pomocniczości, nasze rozwiązanie było anachroniczne - tłumaczy Stępień. Po raz pierwszy koncepcja pomocniczości pojawiła się w encyklice papieża Piusa XI "Quadragesimo Anno". W reakcji na rozwój systemów totalitarnych Pius XI wyjaśniał, że państwo nie może zastąpić obywatela w podejmowaniu własnych decyzji. Struktury publiczne mają prawo ingerować tylko jeśli obywatel nie jest w stanie rozwiązać swoich problemów. - Jednak państwo nie może wyręczyć obywatela, a jedynie mu pomóc - podkreśla Stępień. Analogia do samorządności jest następująca: - Zadaniami, które możemy rozwiązać na poziomie gminy, nie obciążamy władz regionu. Problemami regionu nie obciążamy władz narodowych. Natomiast problemy, z którymi nie radzimy sobie na poziomie państwa, próbujemy rozwiązać przy współpracy międzynarodowej - opowiada Stępień. Przykładem międzynarodowej współpracy jest m.in. walka ze zorganizowaną przestępczością. Natomiast zadaniem, z którym powinniśmy radzić sobie już na szczeblu gminnym, jest na przykład szkolnictwo podstawowe. - Ta zasada jasno wyznacza podział zadań. Niestety Polacy ciągle postrzegają władzę jako coś, co jest poza ich zasięgiem, coś, co decyduje o nas za nas - dodaje. Władza sprawowana w Warszawie czy Brukseli nie jest wyżej, a jedynie dalej od nas.

Jeśli wójt tu rządzi, to po co absolutorium?

Struktury, w jakich obecnie funkcjonują samorządy, są gruntem, na którym świetnie rozwijają się grupy interesów. - Nie ma takiej struktury, z którą nie związałaby się jakaś grupa osób. Nawet jeśli działanie danej instytucji jest bezpodstawne - mówi Stępień. Jako przykład podaje istnienie ponad 40 Samorządowych Kolegiów Odwoławczych, podczas gdy mamy tylko 16 województw. - Ludzie, którzy działają w takich instytucjach, którzy uwili sobie tam gniazdka, bronią tego jak niepodległości - mówi. I takich instytucji i struktur administracyjnych w Polsce istnieje całe mnóstwo. - Zapomnieliśmy o ich celach, zadaniach. Są na to pieniądze w budżecie, więc się tego broni - wyjaśnia. - Jeśli daliśmy pełną władzę wójtowi, to jaki sens ma absolutorium - kontynuuje Stępień.

Teraz należałoby zastanowić się nad reformą całego systemu, by kolejne poprawki nie miały charakteru czysto kosmetycznego.

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Dołącz do nas na Facebooku