Kandydat Sikorski: Jestem bardziej inny od innych

Dariusz Barański
14.03.2010 , aktualizacja: 14.03.2010 17:36
A A A Drukuj
Po wykładzie w Bibliotece Herberta minister Radosław Sikorski rozdawał autografy gorzowianom Fot. Dariusz Barański / AG Po wykładzie w Bibliotece Herberta minister Radosław Sikorski rozdawał autografy gorzowianom
- Przyznacie, że jestem bardziej "inny" od Lecha Kaczyńskiego niż mój konkurent - mówił Radosław Sikorski w niedzielę w Gorzowie. Dlaczego jest inny? M.in. dlatego, że ma żonę Amerykankę
W lutym Bożenna Bukiewicz, przewodnicząca lubuskiej PO mówiła, że region poprze w prawyborach Komorowskiego, bo dla Sikorskiego "jest jeszcze za wcześnie". W związku z tym nie widziała powodu, żeby zapraszać szefa dyplomacji do Lubuskiego. Zrobił to jednak europoseł Sławomir Nitras.

W niedzielne przedpołudnie w gorzowskiej Bibliotece Herberta pełna sala działaczy PO i mieszkańców miasta słuchała tego, jak Sikorski wyobraża sobie swoją prezydenturę. - Rolą prezydenta nie jest współzawodnictwo z parlamentem w pisaniu projektów ustaw, a z rządem w rządzeniu. Moją ambicją jako prezydenta byłoby prawie nigdy nie wetować ustaw. Pozwoliłbym rządom rządzić, niezależnie od tego, z jakiej są koalicji. Natomiast uważam, że prezydent ma olbrzymie pole do popisu w realizowaniu tych kilku rzeczy, które naprawdę do niego należą - mówi Radosław Sikorski. Te rzeczy to zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi, a także reprezentowanie Polski w relacjach z zagranicą. Zdaniem Sikorskiego rolą prezydenta jest reprezentowanie polityki zagranicznej rządu, a nie jej tworzenie czy prowadzenie. - Autorytet prezydenta wobec zagranicy bierze się stąd, że zagranica zakłada, iż prezydent nie reprezentuje tylko siebie, swojej kancelarii i brata, tylko całe państwo polskie. Uważa się, że jak prezydent coś powiedział, to oznacza, że Polska to powiedziała. W interesie prezydenta jest, aby trzymać się tego, co mówi Rada Ministrów - tłumaczy.

Jego zdaniem Rada Bezpieczeństwa Narodowego, może być miejscem, w którym ministrowie, marszałkowie izb parlamentu w warunkach poufności uzyskiwaliby odpowiednią wiedzę i mogliby prowadzić dyskusję na temat spraw bezpieczeństwa i polityki zagranicznej. Prezydent natomiast moderowałby taką dyskusję na tematy, na które często brak czasu na posiedzeniach Rady Ministrów.

Przypomniał, że w ostatnich 20 latach Polska i Polacy odnieśli fenomenalny sukces, ale nie powinniśmy osiadać na laurach. - Rolą prezydenta jest wyrażanie szacunku dla tych wszystkich szlachetnych i zasłużonych ludzi, którzy doprowadzili nas do tego miejsca jak np. Lech Wałęsa, Władysław Bartoszewski, Tadeusz Mazowiecki, jak pokolenie Bronisława Komorowskiego i Lecha Kaczyńskiego. To są dzielni ludzie którzy walczyli o wolną Polskę, którzy, nie mogąc przypuszczać nawet wygranej, powiedzieli dyktaturze "nie". Ale ten szacunek to również argument, aby zrobić to, czego by sobie życzyli: sformatować prezydenturę i przekaz prezydenta do Polaków na miarę wyzwań, z którymi musimy się zmierzyć w tym stuleciu. Najlepsze, co możemy zrobić dla weteranów czasu niewoli, to pokazać im wizję tego, czym Polska może być. To da im dumę z tego, co sami osiągnęli - mówi.

Sikorski przypomniał, że przez kilka lat mieszkał w Stanach Zjednoczonych i ma żonę Amerykankę. I podoba mu się, w jaki sposób Amerykanie świętują swoją niepodległość, pokazują swój patriotyzm, doceniają swój kraj. U nas patriotyzm jest związany ze zrozumiałym skądinąd poczuciem samopoświęcania na ołtarzu przegranej sprawy. Często było to jedyne honorowe i racjonalne wyjście. Prawie każdemu pokoleniu historia dawała niemożliwe dylematy, ale zły czas minął. Po 20 latach możemy powiedzieć, że dzisiejszy patriotyzm to osiąganie sukcesu. Amerykanie 4 lipca świętują sukces Ameryki, ale i swój sukces osobisty. Jeśli chcemy, aby nasza młodzież kupiła patriotyzm, musimy dać jej wizję kraju, któremu coraz bardziej się udaje - tłumaczy. Sikorski podkreślił wyraźnie, że jego prezydentura będzie oznaczać dużą zmianę, również dlatego, że potencjalna Pierwsza Dama byłaby Amerykanką, a Sikorski jest inny od tych dotychczasowych prezydentów. - A przyznacie, że jestem bardziej inny od Lecha Kaczyńskiego niż mój konkurent (Bronisław Komorowski - red.). W tym momencie świat musiałby spojrzeć na Polskę nowymi oczyma i powiedzieć: prezydent Polski z żoną Amerykanką? Tego się nie spodziewaliśmy. To znak, że Polska jest już naprawdę innym krajem, niż ten stereotyp na zdjęciu z kolejką czy furmanką - zakończył spotkanie.

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Dołącz do nas na Facebooku