Egzekucja w lesie, kto bestialsko zamordował psa

Paula Rola
03.02.2012 , aktualizacja: 02.02.2012 18:01
A A A Drukuj
Szatan był aniołkiem. Kochał las i dzieci - opowiada Janusz Obuchanicz ze Świebodzina. Jego wyżeł zmasakrowany przywlókł się do domu. Nie przeżył
Policja
Fot. Sebastian Rzepiel / Agencja Gazeta
Policja
Dom na peryferiach Świebodzina, wtorek, mija południe. Janusz Obuchanicz wyszedł nakarmić Szatana, swojego wyżła weimarskiego. Psa nie ma. Ma myśliwski nos, ciągnie go do lasu. Wymknął się przez niedomkniętą furtkę.

Po godzinie z lasu dobiegły dwa wystrzały, potem trzeci. Pies wrócił ok. godz. 13. - Był w stanie agonalnym, nie mogłem patrzeć na jego ból. Z litości skróciłem mu cierpienia, dobiłem go - wspomina Obuchanicz. Z ojcem Czesławem postanowili pochować psa. Nie dał im sąsiad, przyjaciel domu Krzysztof Zgirski. - Od 1 stycznia mamy nowe prawo. Nie wolno strzelać do psów w lasach - opowiada.

Zabójstwo psa zgłosili na policję i straży leśnej. Następnego dnia rano strażnicy byli w lesie. - Znaleźliśmy ślady opon przy wykopie. Wszędzie ślady krwi. Ktoś musiał psa wrzucić do dołu. Wyczołgał się i powłóczył do domu. Widać to po śladach - mówi Lech Kołdyka, nadleśniczy ze Świebodzina.

Strzał z bliska?

- Znaleźliśmy też miejsce, gdzie padły strzały. Wskazuje na to rozbryzg krwi. Ktoś próbował to miejsce zamaskować ściółką i liśćmi. Dziwne jest to, że pies poleciał z obrożą, a wrócił bez. Strzelano do niego z góry. Kula wleciała między oczami, a wyleciała przez żuchwę. Te psy są typowo myśliwskie, nie uciekają przed strzałem. Szatan, kiedy słyszał huk broni i widział ptaki, to się wiercił, chciał biec za nimi - opowiada Obuchanicz.

Kto zastrzelił psa? Kogoś pan podejrzewa? - pytamy Kołdykę.

- Nie wiem, czy to był strzał. Nie mogę tego jednoznacznie powiedzieć. Policja to ustala. Raczej nie był to myśliwy i leśniczy, bo nikt tego dnia nie był na tym łowisku. Nikt nie miał dyżuru, nie zaplanowano tam polowania. Może to właściciel pobił psa, ten uciekł, a po jakimś czasie wrócił do domu i właściciel go zabił, twierdząc, że jest konający? Może ktoś psu zrobił krzywdę i wrzucił do tego okopu, z którego ten uciekł? Musimy rozpatrzyć różne hipotezy - odpowiada nadleśniczy.

Obuchanicz: - Oburzające spekulacje. Sprawę zgłosiłem na policję i zawiadomiłem media. Gdybym był winny, to czy robiłbym szum? Szatan był spokojnym i kochanym psem. Lubił dzieci. Kilka lat temu wałęsał się po okolicy, więc go przygarnąłem. Dałem ogłoszenie, że znalazłem psa, ale nikt się nie zgłosił, został u mnie. Szybko stał się członkiem rodziny.

Zgirski: - Obuchanicze to spokojni i mili ludzie, muchy by nie skrzywdzili, a co dopiero własnego psa. On był u nich szczęśliwy. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś podniósł na niego rękę.

Może to były petardy...

Świadkowie słyszeli strzały. Skoro nie myśliwi to może kłusownicy?

- A może to nie był wystrzał? Huk broni można pomylić z np. odgłosami petard i fajerwerków - twierdzi Kołdyka.

Sporo wyjaśni sekcja zwłok - wykaże, czy psa zabito z broni myśliwskiej, krótkiej czy innej. - Policjanci byli w lesie. Trwa śledztwo. Zrobimy wszystko, by znaleźć sprawcę - mówi Katarzyna Wrocławska, rzecznik prasowa policji w Świebodzinie.

Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o ochronie zwierząt nikt nie ma prawa strzelić do psa. Wcześniej do wałęsających się czworonogów strzelali myśliwi. Właściciel wyżła mógł go dobić, by oszczędzić cierpień. Często tak się zdarza przy wypadkach drogowych.

Zabójcy psa grozi do dwóch lat więzienia i nawiązka do 100 tys. zł.

Podziel się

  • 39 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Dołącz do nas na Facebooku