Co słychać w polityce u sąsiadów? Prezydent Kubicki rezygnuje.
15.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 08:42
U "braci mniejszych" z Południa rozwody z SLD. Lewica traci Kubickiego i Jagiełowicza. - To koniunkturalizm. Ucieka z tonącego okrętu - komentuje poseł SLD Bogusław Wontor. Z Sojuszem rozstał się też Robert Jagiełowicz, dyrektor MOSiR.
Prezydent Zielonej Góry Janusz Kubicki nie jest już członkiem SLD. Złożył rezygnację na piśmie. Janusz Kubicki z rekomendacją SLD dwukrotnie wygrał wybory na prezydenta Zielonej Góry. W 2006 r. był szefem partii w mieście, ale po zwycięstwie zrezygnował z szefowania. Cztery lata później wygrał w cuglach (zdobył 65 proc. głosów w pierwszej turze), a Sojusz wprowadził do ratusza aż 10 radnych, choć w Polsce przegrywał nawet z PSL. W mieście powstał basen z halą sportową. Prezydent przeforsował budowę drogi przez park Piastowski. Wygrywał jako menedżer, który postawił miasto na nogi. Wszystko wskazuje na to, że powtórki nie będzie, przynajmniej nie z Sojuszem.
- Prezydent jeszcze się zdziwi, jak do wyborów samorządowych Sojusz odzyska poparcie - komentuje Bogusław Wontor, poseł i szef lubuskiego Sojuszu. Nie kryje żalu. Uważa, że prezydent zachował się koniunkturalnie. - Decyzję o odejściu podjął po wyborach do Sejmu. Przestał płacić składki specjalne. Prawdopodobnie przyczyną odejścia była porażka SLD. - Uciekł z tonącego okrętu. To przykre, bo Janusz Kubicki całą karierę polityczną zawdzięcza SLD. Sojusz był mu potrzebny, gdy chciał się wylansować. Gdy jesteśmy w trudnej sytuacji, woli zostać bezpartyjnym - dodaje Wontor.
Część działaczy widzi odejście Kubickiego inaczej. Mówią, że prezydent znalazł się na partyjnym marginesie po ostatnich wyborach do Sejmu. Klęskę poniósł Grzegorz Napieralski, a z nim frakcja Kubickiego. - Nie widział swojej przyszłości w partii rządzonej przez starą gwardię pod przewodnictwem Leszka Millera. Kariery w takim SLD by nie zrobił - mówi działacz SLD. Sam Kubicki nie odbierał wczoraj od nas telefonu.
W ślad za Kubickim poszedł Robert Jagiełowicz, dyrektor MOSiR, zarządca basenów i dobry znajomy prezydenta. - Zapisałem się kiedyś do SLD, bo mnie poseł Wontor namówił. Ale nie byłem aktywnym członkiem. Raczej: należałem do Sojuszu, ale nic nie robiłem. Myślałem, że mnie sąd koleżeński wyrzuci za niepłacenie składek, ale się nie udało. Dlatego sam wystąpiłem - wyjaśnia Jagiełowicz.
- Odejście Jagiełowicza to żadne zaskoczenie. Należy przecież do zaplecza Kubickiego - mówi Wontor i dodaje: - Na zebraniu koła zrezygnowało dwóch członków, ale przyjęliśmy trzech nowych. Żadnego uciekania z partii nie ma, nie tylko w Zielonej Górze, ale całym województwie.
Przypomnijmy, że prezydent Gorzowa Tadeusz Jędrzejczak również rozstał się w SLD, ale już w połowie 2007 r. Dwa lata wcześniej zawiesił członkostwo z chwilą postawienia mu zarzutów w tzw. aferze budowlanej. Natomiast z lewicą do końca nie zerwał, w ostatnich wyborach samorządowych był kandydatem SLD do sejmiku, zdobywając dla tej partii mandat.
- Prezydent jeszcze się zdziwi, jak do wyborów samorządowych Sojusz odzyska poparcie - komentuje Bogusław Wontor, poseł i szef lubuskiego Sojuszu. Nie kryje żalu. Uważa, że prezydent zachował się koniunkturalnie. - Decyzję o odejściu podjął po wyborach do Sejmu. Przestał płacić składki specjalne. Prawdopodobnie przyczyną odejścia była porażka SLD. - Uciekł z tonącego okrętu. To przykre, bo Janusz Kubicki całą karierę polityczną zawdzięcza SLD. Sojusz był mu potrzebny, gdy chciał się wylansować. Gdy jesteśmy w trudnej sytuacji, woli zostać bezpartyjnym - dodaje Wontor.
Część działaczy widzi odejście Kubickiego inaczej. Mówią, że prezydent znalazł się na partyjnym marginesie po ostatnich wyborach do Sejmu. Klęskę poniósł Grzegorz Napieralski, a z nim frakcja Kubickiego. - Nie widział swojej przyszłości w partii rządzonej przez starą gwardię pod przewodnictwem Leszka Millera. Kariery w takim SLD by nie zrobił - mówi działacz SLD. Sam Kubicki nie odbierał wczoraj od nas telefonu.
W ślad za Kubickim poszedł Robert Jagiełowicz, dyrektor MOSiR, zarządca basenów i dobry znajomy prezydenta. - Zapisałem się kiedyś do SLD, bo mnie poseł Wontor namówił. Ale nie byłem aktywnym członkiem. Raczej: należałem do Sojuszu, ale nic nie robiłem. Myślałem, że mnie sąd koleżeński wyrzuci za niepłacenie składek, ale się nie udało. Dlatego sam wystąpiłem - wyjaśnia Jagiełowicz.
- Odejście Jagiełowicza to żadne zaskoczenie. Należy przecież do zaplecza Kubickiego - mówi Wontor i dodaje: - Na zebraniu koła zrezygnowało dwóch członków, ale przyjęliśmy trzech nowych. Żadnego uciekania z partii nie ma, nie tylko w Zielonej Górze, ale całym województwie.
Przypomnijmy, że prezydent Gorzowa Tadeusz Jędrzejczak również rozstał się w SLD, ale już w połowie 2007 r. Dwa lata wcześniej zawiesił członkostwo z chwilą postawienia mu zarzutów w tzw. aferze budowlanej. Natomiast z lewicą do końca nie zerwał, w ostatnich wyborach samorządowych był kandydatem SLD do sejmiku, zdobywając dla tej partii mandat.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




