Zima w kwietniu w Gorzowie - zobacz zdjęcia
Gdy rano telewizja pokazywała pozbawiony prądu, wody i ogrzewania Szczecin, mieszkańcy Gorzowa nie spodziewali się, że skutki gigantycznego paraliżu dotkną także ich.
Kłopoty zaczęły się, kiedy oddziały banku PKO BP miały rozpocząć pracę. Klienci zastali zamknięte drzwi i kartkę z informacją: "Z powodu awarii zasilania bank nieczynny do odwołania". - Ale co się dzieje? Czy tylko ten bank nieczynny? - pytali dziennikarza "Gazety", który obok ochroniarza okazał się jedynym źródłem informacji.
- Tak się złożyło, że serwery naszego banku znajdują się w Szczecinie. A co tam się dzieje, pan dobrze wie. Stoi pół miasta, nie działają szkoły, kompletna tragedia. Dopóki nie będzie prądu w Szczecinie, my także stoimy. Nie działają programy, padł cały system informatyczny - tłumaczył w południe Mirosław Marcinkiewicz, dyrektor PKO BP przy ul. Kosynierów Gdyńskich.
Jak liczy Marcinkiewicz, oddziały PKO BP w Gorzowie prowadzą ponad 60 tys. rachunków, a to oznacza, że z usług banku korzystać może nawet połowa gorzowian. Wczoraj żaden z nich nie mógł ani wpłacić, ani wypłacić swoich pieniędzy zarówno z bankowych okienek, jak i bankomatów. W podobnej sytuacji znaleźli się klienci banku w Międzyrzeczu, Skwierzynie, Sulęcinie, Dębnie i Barlinku.
W Gorzowie pieniądze można było wypłacić w agencjach banku na ul. Słonecznej i Sybiraków, które nie są podłączone do szczecińskich serwerów. Problem w tym, że nikt nie poinformował o tym klientów. Ci zdezorientowani chodzili od jednego banku do drugiego. - Byłam już w centrum i na Staszica. Wszędzie ta sama informacja, że bank nieczynny, ale nigdzie wyjaśnienia, że tak jest wszędzie - denerwowała się pani Małgorzata, która pod Gorzowem prowadzi własną działalność gospodarczą i wczoraj z dwójką dzieci przyjechała do banku specjalnie, by zapłacić składkę ZUS. - Za dwa dni mija termin. Teraz wychodzi na to, że jutro będę musiała przyjechać po raz drugi - złościła się.
- Do jutra muszę spłacić ratę pożyczki, z jednego banku zanieść pieniądze do drugiego. Nie wiem, jak to zrobię, bo dzisiaj mam wolne, a jutro cały dzień pracuję. Reszta rodziny też - żaliła się pani Janina.
- Do odwołania zamknięte?! Ja prowadzę firmę. Mam tu konto. Muszę pobrać pieniądze, żeby ludzie dostali wypłatę - elegancka kobieta w płaszczu nie kryła złości. - Ja też prowadzę własny biznes. Chciałem sprawdzić, czy przelew wpłynął. XXI wiek! Taka komputeryzacja, a jak zabraknie prądu, to jesteśmy unicestwieni - dziwił się Jerzy Szoppe z os. Piaski.
- Musiałem wypłacić pieniądze w innym banku. To jest skandal - napisał w mailu do redakcji Piotr Ernst.
Takich głosów w ciągu pół godziny nasz reporter zanotował kilkanaście. A można zakładać, że podobnie było przez cały dzień. Mimo zapewnień banku, że po południu sytuacja powinna wrócić do normy, gorzowskie oddziały pozostały zamknięte. W środę mają już pracować normalnie.
Awarię w Szczecinie spowodował nagły atak zimy. Mokry, ciężki śnieg zaczął zalegać na liniach energetycznych. W rezultacie linie zostały zerwane. W Gorzowie także padało. Intensywne opady śniegu zanotowano od godz. 18.50 do 23.45 w poniedziałek. W sumie spadło blisko 9 cm śniegu, ale jak zapewnił Ryszard Popiel, szef stacji meteorologicznej w Gorzowie, był to "jednodniowy epizod".