Chora dziewczyna nie dostała ani złotówki

Piotr Żytnicki
18.08.2008 , aktualizacja: 19.08.2008 11:49
A A A Drukuj
Wydawca portalu Gorzow24.pl Maciej Zakrzewski (z prawej) na scenie podczas koncertu charytatywnego w amfiteatrze. Obok dziennikarz portalu Łukasz Chwiłka Fot. Artur Suchocki Wydawca portalu Gorzow24.pl Maciej Zakrzewski (z prawej) na scenie podczas koncertu charytatywnego w amfiteatrze. Obok dziennikarz portalu Łukasz Chwiłka
Koncert charytatywny się odbył, Czerwone Gitary zagrały, ale na konto ciężko chorej Marty Piekarz nie wpłynęła ani złotówka. - Nie było zysku, sami jeszcze straciliśmy - tłumaczą organizatorzy
Czerwone Gitary podczas koncertu charytatywnego w Gorzowie Wlkp. w 2008 r. Pierwszy od prawej Henryk Zomerski gra na gitarze basowej
Fot. Artur Suchocki
Czerwone Gitary podczas koncertu charytatywnego w Gorzowie Wlkp. w 2008 r. Pierwszy od prawej Henryk Zomerski gra na gitarze basowej
Czerwone Gitary wystąpiły w gorzowskim amfiteatrze 27 czerwca
Fot. Artur Suchocki
Czerwone Gitary wystąpiły w gorzowskim amfiteatrze 27 czerwca

NIKT nie potrafił pomóc - historia Marty Piekarz



W pierwszą niedzielę marca 20-letnia Marta Piekarz śpieszyła się na tramwaj. Gdy biegła na przystanek, jej serce stanęło. Nikt nie potrafił udzielić jej pierwszej pomocy. Zanim przyjechała karetka, mózg Marty został poważnie uszkodzony. Dzisiaj dziewczyna reaguje na ból i słyszy, ale nie mówi i nie porusza się sama. Niedawno wróciła ze specjalistycznej kliniki w Bydgoszczy. Wciąż jednak wymaga kosztownej rehabilitacji. Zbiórka na jej leczenie trwa już ponad dwa miesiące. Na ulicach Gorzowa kwestowali w tym czasie fani "Gwiezdnych Wojen", do których należała Marta, pieniądze zbierano też w zabytkowym gorzowskim tramwaju, na kiermaszu w jej dawnym gimnazjum, koncercie młodych zespołów w teatrze i wśród kibiców na meczu GKP. Ale największą akcję - koncert charytatywny Czerwonych Gitar w amfiteatrze - zorganizował pod koniec czerwca portal Gorzow24.pl. Macieja Zakrzewskiego.

Kilka dni temu chciałem sprawdzić, ile pieniędzy trafiło już na konto Marty, ale dowiedziałem się, że koncert charytatywny... nie przyniósł ani złotówki. - Nas też to zaskoczyło - mówi Urszula Szwonka, która razem z Arturem Suchockim prowadzi stronę www.martapiekarz.org. - Wysłałam do Maćka maila dwa dni po koncercie. Chcieliśmy dowiedzieć się, ile pieniędzy udało się zebrać, żeby podać to na stronie. Maciek twierdził, że nie ma jeszcze rozliczenia. Po tygodniu znów wysłałam maila. I znów nic się nie dowiedziałam.

Organizatorzy koncertu zwodzili również Edytę Piekarz, mamę chorej dziewczyny. - Dopiero dwa tygodnie temu powiedzieli, że koncert nie przyniósł żadnego zysku. I że sami do niego jeszcze dołożyli - mówi pani Edyta. Urszula Szwonka nie kryje zdziwienia: - Jak można zorganizować koncert, który nie przynosi żadnego zysku? Przecież to zaprzeczenie całej idei. Ja kupiłam bilet na koncert nie dlatego, że jestem fanką Czerwonych Gitar. Chciałam pomóc Marcie. Teraz czuję się oszukana. Myślę, że kilkaset innych osób zareaguje podobnie.

Jak to możliwe, że koncert charytatywny, który organizuje się, by pomagać potrzebującym, nie przynosi zysku? Normalną praktyką jest, że muzykom zwraca się w takich wypadkach koszt transportu, sprzętu i zakwaterowania. Nie płaci im się jednak normalnych stawek. - Możesz spróbować załatwić zespół za darmo. Usłyszysz, że odbierają 30 takich telefonów w miesiącu. Nawet disco polo nie ściągniesz - tłumaczy Maciej Zakrzewski. - Straciłem na tym 10 tys. zł. Jak? Czerwone Gitary biorą za koncert ponad 20 tys. zł. Dla nas zeszli do 19 tys. zł. Do tego doszło wynajęcie amfiteatru, nawet po niższej stawce, oraz koszty sprzątania. Gdyby udało nam się sprzedać 1,5 tys. biletów, co było realne, mielibyśmy 50 tys. zł. Ale sprzedało się tylko 450.

Policzmy: 450 pomnożone przez 29 zł (cena biletu) daje nieco ponad 13 tys. zł. - Ale przecież nikt Maćka nie zmuszał, by organizował koncert koniecznie pod koniec czerwca i to z zespołem, który tłumów raczej nie porwie. Można było poczekać i zrobić coś dochodowego - uważa Szwonka.

Zakrzewski tłumaczy, że koncert promowały plakaty, dżingle w radiu i teksty w gazetach. - Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. A inny zespół? Te najlepsze mają zajęte terminy przez najbliższy rok. Marcie pomoc była potrzebna od zaraz - tłumaczy.

Bogusław Dziekański, szef Jazz Clubu pod Filarami, wiele razy organizował koncerty. Sam należy do klubu rotariańskiego, który angażuje się w działalność charytatywną. - To częsta praktyka, że dochód z biletów najpierw idzie na opłacenie artysty, a dopiero w dalszej kolejności na cel charytatywny. Zawsze jednak trzeba tak skonstruować umowę, by chociaż część pieniędzy trafiła do potrzebującego dziecka. Jeżeli bilety się nie sprzedały, trzeba było poprosić zespół, by zrezygnował z części swojej gaży. W ostateczności Maciek mógł pójść do banku, wziąć 5 tys. zł kredytu i wpłacić je na konto Marty. Ja bym tak zrobił - mówi Dziekański. - Maciek wykorzystał ciężką chorą dziewczynę do własnej promocji. To nie jest fair. Powinien wyjść z tego z twarzą.

Zakrzewski, który współorganizował koncert Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Gorzowie i bezskutecznie starał się o prawo organizacji Dni Gorzowa, zapowiada, że we wrześniu zorganizuje kolejny koncert. - To będzie inna impreza, nie dla Marty Piekarz, ale jeżeli przyniesie zysk, to część wpłacimy na jej konto - deklaruje.

Na koncie Marty jest dzisiaj blisko 50 tys. zł. Część pieniędzy - 9,5 tys. zł - przeznaczono na zakup specjalistycznego wózka. Pozostałe mają być przeznaczone na rehabilitację w specjalistycznym ośrodku w Polsce lub za granicą.

Informacje z Gorzowa. Polecamy: Jest afera. Powiesili poroże na wiejskim krzyżu



Podziel się

  • 143 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • a rząd tuska poprzez podatek carpaccio4 19.08.08, 08:18

    ile łyknął?»

  • Grali dla Marty, a nie dali ani złotówki ateresa21 19.08.08, 09:13

    koncert charytatywny to charytatywny.ale nas w maliny wpuszczają. Ludziska idą zotwartym sercem aby wspomóc dziecko a tu masz wszyscy wyciągają ręce. Myślę,że koszty to tylko te które są nie»

  • Grali dla Marty, a nie dali ani złotówki marta68.0 19.08.08, 09:40

    Szok!! w taką inicjatywę trzeba nie tylko włożenia organizacji ,ale i serca. Tu okazało się jak ciężko zebrać pieniądze dla chorego dziecka.Mam to na codzień.Marty choroby nie mozna »

Dołącz do nas na Facebooku