Jak urządzić sześciolatka w podstawówce

Piotr Żytnicki
30.09.2008 , aktualizacja: 30.09.2008 18:46
A A A Drukuj
Fot. Daniel Adamski / AG
W Gorzowie mamy szkoły z kolorowymi dywanami, kącikiem zabaw i osobnymi toaletami dla sześciolatków. Ale to tylko zerówki przeniesione z przedszkoli, a nie sale klas pierwszych, do których za rok mogą pójść sześciolatki
Brakuje nauczycieli do opieki nad dziećmi w ferie. Nie zachęca nawet 500 zł dziennie
Fot. Daniel Adamski / AG
Brakuje nauczycieli do opieki nad dziećmi w ferie. Nie zachęca nawet 500 zł dziennie

Fot. Daniel Adamski / AG
SERWISY
Obniżenie wieku szkolnego to główne założenie planowanej przez rząd reformy oświaty. Pierwsze sześciolatki pójdą do szkoły we wrześniu przyszłego roku. Przez pierwsze dwa lata to rodzice, niezależnie od diagnozy pedagogów, będą decydować, czy posłać dzieci do pierwszej klasy, czy do zerówki. Dopiero w roku szkolnym 2012/13 do pierwszych klas będą chodzić tylko sześciolatki.

Rodzice już dzisiaj mają sporo wątpliwości: Czy małe dzieci będą miały przystosowane do swego wzrostu toalety i umywalki? Czy szatnie będą wystarczająco bezpieczne? MEN zapewnia, że warunki sześciolatków w szkołach będą identyczne z tymi, jakie dzieci mają w przedszkolach. Tyle że na ten cel przeznaczyło zaledwie 150 mln zł, co przy podziale na 14 tys. polskich podstawówek daje zaledwie po 11 tys. zł na szkołę.

W gorzowskich szkołach są sale dostosowane do potrzeb sześciolatków. Tyle że nie uczą się w nich dzieci z pierwszych klas, ale sześciolatki z zerówek. Gorzowski magistrat, szukając dodatkowego miejsca dla trzylatków, od kilku lat przenosi zerówki z przedszkoli do podstawówek. Dzisiaj w Gorzowie jest dziewięć takich szkół. Pierwsze były SP nr 20 przy ul. Szarych Szeregów, SP 4 przy ul. Kobylogórskiej, SP 6 przy ul. Gwiaździstej i SP 12 przy ul. Dobrej. W tym roku dołączyły do nich SP 9 przy ul. Nowej, SP 10 przy ul. Towarowej, SP 21 przy ul. Taczaka, SP 1 przy ul. Dąbrowskiego i SP 13 przy ul. Szwoleżerów. Dzieci mają tam zajęcia w specjalnie zaadaptowanych salach: zamiast tradycyjnych ławek stoją kolorowe stoliki do pracy w grupach, dzieci mogą siedzieć na dywanie, obok zabawek. Gdy za trzy lata zerówki znikną, sale będą mogły przejąć kolejne sześciolatki, tyle że już jako pierwszoklasiści. Problem w tym, że takich sal będzie zbyt mało, a sześciolatki, które pójdą do szkoły w dwuletnim okresie przejściowym, będą się uczyć razem z siedmiolatkami w normalnych klasach.

- Mam dwie zerówki i dwie sale dostosowane do potrzeb sześciolatków - mówi Iwona Buchmiet, dyrektor gorzowskiej SP nr 1. Jeżeli w przyszłym roku sześciolatki zaczną chodzić także do pierwszej klasy, w jej szkole będą musiały powstać dodatkowe toalety, dostosowane do wzrostu dzieci, a także sale wyposażone w stoliki, dywany i zabawki. - Jeżeli, oczywiście, chcemy, żeby sześciolatki w szkole miały takie same warunki, co sześciolatki w zerówce - mówi Buchmiet.

Resort edukacji twierdzi, że reformy nie można odkładać w czasie, bo rocznik 2003 jest najlepszy. Przyszło w nim na świat najmniej dzieci, więc najłatwiej można "testować" nowy model szkolnictwa. W Gorzowie urodziło się w 2003 r. 1050 dzieci. Ale zapisać dzieci do pierwszej klasy będzie mogła w przyszłym roku mniej niż połowa. - Bo taką możliwość będą mieli rodzice dzieci urodzonych między styczniem a kwietniem - mówi Iwona Sancewicz z wydziału edukacji. Jej zdaniem może chodzić o grupę 200-300 dzieci.

Nie ma szans, by miasto utworzyło osobne klasy pierwsze z samych sześciolatków i od przyszłego roku stworzyło im odpowiednie warunki. - To będą pojedyncze dzieci z różnych części miasta. Po prostu dołączą do klas siedmiolatków - mówi Sancewicz.

Magistrat na razie nie planuje przerabiania w szkołach sal dla pierwszoklasistów. - Mamy jeszcze trzy lata do czasu, gdy sześciolatki obowiązkowo pójdą do pierwszych klas. Czekamy na pieniądze obiecane przez rząd. Na razie trudno nawet ocenić koszty niezbędnych inwestycji. A nie może być tak, że będą spadały na samorząd - mówi Adam Kozłowski, naczelnik miejskiego wydziału edukacji w Gorzowie.

Zdaniem Tadeusza Wierzbickiego, dyrektora gorzowskiej "trzynastki" adaptacja pomieszczeń to tylko jeden z problemów. - Sześciolatki potrzebują dodatkowej opieki. Osobna świetlica? Nie mam miejsca. A do stołówki, którą musiałbym zapewnić sześciolatkom z pierwszych klas, nauczyciele musieliby prowadzić je przez ulicę do drugiego budynku - mówi Wierzbicki. - Ktoś, kto planował tę reformę, w ogóle nie wziął pod uwagę naszych realiów.



Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • praca zamiast studiów? tego chce MEN! yayka 01.10.08, 13:11

    I oto jest raport o przygotowaniu szkół, którego nie mogliśmy się doprosić od MEN! obraz żałosny, same niewiadome i oczekiwanie co będzie za 3 lata… tym bardziej przerażające, że mimo »

Dołącz do nas na Facebooku