Bank oddaje pieniądze i bardzo przeprasza

Piotr Żytnicki
05.10.2008 , aktualizacja: 06.10.2008 09:00
A A A Drukuj
Lukas Bank zmienił zdanie i przelał na konto gorzowskiego jubilera 81 tysięcy złotych, które ukradł wcześniej pracownik instytucji. - Przyznajemy, popełniliśmy błąd - mówią przedstawiciele banku
Robert Piątkowski: - Stał się cud! Po 738 dniach od pierwszej kradzieży i 616 dniach od jej zgłoszenia odzyskałem skradzione pieniądze
Fot. Daniel Adamski / AG
Robert Piątkowski: - Stał się cud! Po 738 dniach od pierwszej kradzieży i 616 dniach od jej zgłoszenia odzyskałem skradzione pieniądze
Historię Roberta Piątkowskiego, właściciela salonu jubilerskiego w centrum Gorzowa, opisaliśmy pod koniec września na łamach "Gazety Pieniądze". Przedsiębiorca próbował bezskutecznie odzyskać 81 tys. zł, które z jego konta ukradł pracownik banku Łukasz B. W maju br. gorzowski sąd skazał złodzieja na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu, ale Lukas Bank odmówił zwrotu pieniędzy.

Okradziony jubiler kontra Lukas Bank



Naszych czytelników, komentujących artykuł na internetowym forum ”Gazety”, najbardziej zbulwersował fragment pisma z departamentu prawnego Lukas Banku, które otrzymał prawnik jubilera: „Pragnę podkreślić, iż bez znaczenia dla niniejszej sprawy pozostaje fakt, iż Łukasz B. pozostawał pracownikiem Lukas Banku, jako że do jego obowiązków pracowniczych nie należało popełnianie przestępstw polegających na włamywaniu się do sieci bankowości elektronicznej. Wobec powyższego nie jest możliwe przypisanie Lukas Bankowi odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez pracownika przy wykonywaniu przez niego obowiązków pracowniczych".

Po kilku dniach Lukas Bank zmienił stanowisko. - Przede wszystkim przyznajemy, że w sprawie naszego klienta Roberta Piątkowskiego popełniliśmy błąd. Powinniśmy i w tym wypadku postąpić tak, jak standardowo postępujemy w sprawach związanych z podejrzeniem dokonania czynu karalnego przez pracowników Lukas Banku. A standardowym postępowaniem jest rozpatrzenie reklamacji klientów od razu i zawsze na ich korzyść - tłumaczy Magdalena Tarnas-Kaczmarek z biura prasowego Lukas Banku.

Bank: sprawa niejednoznaczna

Bank tłumaczy, że sprawa gorzowskiego jubilera była "niejednoznaczna". Z pisma, które otrzymaliśmy wynika, że Łukasz B., przelewając pieniądze z konta Piątkowskiego, posłużył się hasłem, które powinien znać tylko jubiler. Piątkowski w sierpniu 2006 r. założył w Lukas Banku konto internetowe. To właśnie wykorzystał Łukasz B., włamując się do konta Piątkowskiego z komputerów w pracy i w domu. W styczniu 2007 r. jubiler odkrył, że z konta zniknęło 57,5 tys. zł. Lukas Bank tłumaczy, że po złożeniu reklamacji hasło zostało zmienione przez pełnomocnika Piątkowskiego. - Gdy w kwietniu 2007 r. Łukasz B. dokonał kolejnego przelewu środków, nie był już od czterech miesięcy pracownikiem Lukas Banku. Nie mógł więc wejść w posiadanie nowego zmienionego hasła w trakcie pełnionych przez siebie obowiązków - tłumaczy Magdalena Tarnas-Kaczmarek. I na tym właśnie miała polegać "niejednoznaczność" sprawy.

- Nie wiem, skąd Łukasz B. znał hasło. Nie wiem, czy ktoś mu pomagał. To na pewno nie byłem ja - tłumaczy gorzowski jubiler. I przypomina, że sąd skazując Łukasza B., nie stwierdził, że miał on wspólników.

Rzeczniczka banku przyznaje, że nie ustalono, w jaki sposób Łukasz B. wszedł w posiadanie hasła zabezpieczającego dostęp do rachunku. - Ponieważ istniały podejrzenia, że przez swoją nieostrożność pełnomocnik klienta mógł ujawnić swoje hasło, po złożeniu pierwszej reklamacji bank zaproponował nie tylko natychmiastową zmianę hasła, ale także dodatkowe zabezpieczenia, jakim jest token. Klienci posiadający token, logując się do systemu, oprócz swojego hasła wpisują także kombinację sześciu cyfr wyświetlaną przez token, a zmienianą co 60 sekund - tłumaczy Tarnas-Kaczmarek. Pełnomocnik Piątkowskiego nie skorzystał z propozycji.

Stał się cud?

W regulaminie konta dla klientów instytucjonalnych znajduje się zapis, że "hasła telekody i identyfikatory do kanałów dostępu są poufne i powinny być znane wyłącznie osobie, dla której zostały nadane". A także, że "bank nie ponosi odpowiedzialności za skutki wynikłe z poznania identyfikatora i haseł do kanałów dostępu przez osoby trzecie." Lukas Bank przyznaje jednak, że przypadek Piątkowskiego był szczególny. - Ponieważ osobą trzecią był pracownik Lukas Banku - mówi Tarnas-Kaczmarek. I podkreśla: - Niezależnie od wątpliwości w tej sprawie, decyzją banku powinno być rozpatrzenie reklamacji klienta od razu na jego korzyść. Cytowany bulwersujący fragment listu był, zdaniem banku, "elementem polemiki" z prawnikiem Piątkowskiego. - Sformułowanie wyciągnięte z kontekstu pisma mogło wzbudzić kontrowersje - mówi Tarnas-Kaczmarek.

Lukas Bank przelał już na konto jubilera 81 tys. zł. - Stał się cud! Po 738 dniach od pierwszej kradzieży i 616 dniach od jej zgłoszenia odzyskałem skradzione pieniądze - kpi Piątkowski. - Nie wiem, czy to rozsądek, czy odezwało się sumienie banku, a może rzeczywiście stał się cud. Dlaczego to media są ręką sprawiedliwości w Polsce? Mam nadzieję, że nadzór bankowy i tak zainteresuje się tą sprawą.

Piątkowski nie kryje satysfakcji po spotkaniu z delegacją Lukas Banku. - Przedstawiciele banku bili się w piersi, że to incydentalna sytuacja, w której zawiódł czynnik ludzki. Ja to nawet zrozumiałem, ale gdy zapytałem, czy musiało to tyle trwać, panie tylko spuściły głowy i minutą ciszy skwitowały całą sytuację - wspomina jubiler. Dzisiaj bank chce ustalić z Piątkowskim wysokość dodatkowej rekompensaty za zaistniałą sytuację.

Zainteresowanie sprawą zapowiedziała także Komisja Nadzoru Finansowego. - Stoimy na stanowisku, że bank jest zawsze odpowiedzialny za czyny swoich pracowników - mówi Katarzyna Biela z biura prasowego KNF. - W tej sprawie poprosiliśmy Lukas Bank o pisemne wyjaśnienia. Od ich treści zależeć będą następne kroki komisji.

Polecamy: Długo się szykowali, zgarnęli prawie milion złotych



Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku