Nowa Sól: Brutalnie kopał chłopaka aż zabił
16.07.2009
, aktualizacja: 16.07.2009 18:35
Brutalny mord w centrum Nowej Soli. 15-letni Mikołaj był już siny, a potężnie zbudowany mężczyzna kopał go dalej. Nawet, gdy chłopak przestał oddychać.
ZOBACZ TAKŻE
- Dwa lata znęcał się nad konkubiną. W niedzielę chciał ją zabić? (09-03-10, 17:47)
- Nowa Sól: Udział w bójce czy obrona konieczna? (17-07-09, 19:09)
Wpadł furię. W piątkę nie daliśmy mu rady - opowiadają koledzy zabitego chłopca. Nowosolska policja zatrzymała podejrzanego mężczyznę. Nie mogła go przesłuchać, bo był pijany.
Os. XXX-lecia w Nowej Soli. Małe blokowisko, blisko centrum. Odnowione elewacje, cisza i spokój. Kiedy przyjeżdżamy, grupa gimnazjalistów siedzi na murku. Płaczą. Nie wierzą, że stracili kolegę. Na ziemi rozłożyli jego koszulkę.
W środę ok. godz. 20 też siedzieli na murku. Kilka metrów dalej na ławce siedział 40-latek (na tyle oceniają jego wiek, policja nie chce podawać szczegółów). - Mówią na niego "Fred". Pił wódkę, cuchnęło od niego alkoholem. Podszedł do nas, bo wcześniej koleżanka poprosiła go o papierosa - opowiada 15-letnia Marlena. - Był nachalny, próbował nas podrywać. Nakłaniał do wspólnego picia. Powiedzieliśmy, żeby nas zostawił w spokoju - opowiada. - Wyżył się na Mikołaju, bo był najbardziej spokojny. Nigdy nikomu nie wadził. Wszyscy go lubiliśmy.
Nie znali "Freda", nie przychodził na osiedle wcześniej. Podobno ma córkę. Tylko cztery lata młodszą od Mikołaja. Gimnazjaliści opowiadają, że mężczyzna stawał się coraz bardziej natarczywy. Zaczepiał dziewczyny. Chłopcy próbowali go odpychać. Jeden z gimnazjalistów zadzwonił na policję. - Wykręciłem 997, mówiłem, że facet się awanturuje i straszy, że nas pobije. Dzwoniła też mama kolegi, która wracała z zakupów - potwierdza filigranowy Mateusz.
Dzieciaki chciały odejść, "Fred" ruszył za nimi. Popychał i szarpał. Pod Żabką zobaczył dwóch swoich kolegów. - Chodźcie załatwić sprawę z gówniarzami! - miał do nich rzucić. Mężczyźni poszli za nim. Nie bili, przyglądali się.
- Walił gdzie popadnie, ze złością i straszną siłą - opowiada Maciek, który oberwał kilka ciosów w brzuch, ma wykręcony nadgarstek.
Mikołaj pierwszy cios otrzymał w plecy. "Fred" kopnął go z całej siły. Potem w mostek. Chłopak chwiał się na nogach. Wtedy dostał pięścią w twarz, a gdy upadł na ziemię, napastnik kopał go po brzuchu i klatce piersiowej. Ostatni cios zadał w żebra.
- Odciągaliśmy go w piątkę, ale nie daliśmy rady. Kopał dalej, choć Mikołaj leżał na piasku, był już siny na buzi. Nie ostudziło go nawet to, że Mikołaj przestał oddychać - opowiadają gimnazjaliści. Jeden z nich w tym czasie wezwał pogotowie.
- Wykonaliśmy kilka telefonów, na policję i pogotowie. Chyba nikt nam nie chciał uwierzyć - komentują chłopcy.
Zanim przyjechało pogotowie chłopca próbował reanimować przechodzień. Lekarze z pogotowia nie uratowali chłopaka. Zmarł na oczach kolegów. - A tamten się śmiał, że załatwił gówniarza - wspominają gimnazjaliści.
Policjanci przyjechali na miejsce, gdy chłopiec już nie żył. Zatrzymali mężczyznę. Był kompletnie pijany.
W czwartek po południu sprawcy postawili zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym.
Przesłuchano już uczniów. Śledczy zapowiadają na piątek sekcję zwłok, która ma ustalić przyczynę śmierci chłopca. Policja twierdzi, że o całym zdarzeniu dowiedziała się po fakcie, gdy o śmierci pobitego chłopca powiadomili ją lekarze ze szpitala.
Os. XXX-lecia w Nowej Soli. Małe blokowisko, blisko centrum. Odnowione elewacje, cisza i spokój. Kiedy przyjeżdżamy, grupa gimnazjalistów siedzi na murku. Płaczą. Nie wierzą, że stracili kolegę. Na ziemi rozłożyli jego koszulkę.
W środę ok. godz. 20 też siedzieli na murku. Kilka metrów dalej na ławce siedział 40-latek (na tyle oceniają jego wiek, policja nie chce podawać szczegółów). - Mówią na niego "Fred". Pił wódkę, cuchnęło od niego alkoholem. Podszedł do nas, bo wcześniej koleżanka poprosiła go o papierosa - opowiada 15-letnia Marlena. - Był nachalny, próbował nas podrywać. Nakłaniał do wspólnego picia. Powiedzieliśmy, żeby nas zostawił w spokoju - opowiada. - Wyżył się na Mikołaju, bo był najbardziej spokojny. Nigdy nikomu nie wadził. Wszyscy go lubiliśmy.
Nie znali "Freda", nie przychodził na osiedle wcześniej. Podobno ma córkę. Tylko cztery lata młodszą od Mikołaja. Gimnazjaliści opowiadają, że mężczyzna stawał się coraz bardziej natarczywy. Zaczepiał dziewczyny. Chłopcy próbowali go odpychać. Jeden z gimnazjalistów zadzwonił na policję. - Wykręciłem 997, mówiłem, że facet się awanturuje i straszy, że nas pobije. Dzwoniła też mama kolegi, która wracała z zakupów - potwierdza filigranowy Mateusz.
Dzieciaki chciały odejść, "Fred" ruszył za nimi. Popychał i szarpał. Pod Żabką zobaczył dwóch swoich kolegów. - Chodźcie załatwić sprawę z gówniarzami! - miał do nich rzucić. Mężczyźni poszli za nim. Nie bili, przyglądali się.
- Walił gdzie popadnie, ze złością i straszną siłą - opowiada Maciek, który oberwał kilka ciosów w brzuch, ma wykręcony nadgarstek.
Mikołaj pierwszy cios otrzymał w plecy. "Fred" kopnął go z całej siły. Potem w mostek. Chłopak chwiał się na nogach. Wtedy dostał pięścią w twarz, a gdy upadł na ziemię, napastnik kopał go po brzuchu i klatce piersiowej. Ostatni cios zadał w żebra.
- Odciągaliśmy go w piątkę, ale nie daliśmy rady. Kopał dalej, choć Mikołaj leżał na piasku, był już siny na buzi. Nie ostudziło go nawet to, że Mikołaj przestał oddychać - opowiadają gimnazjaliści. Jeden z nich w tym czasie wezwał pogotowie.
- Wykonaliśmy kilka telefonów, na policję i pogotowie. Chyba nikt nam nie chciał uwierzyć - komentują chłopcy.
Zanim przyjechało pogotowie chłopca próbował reanimować przechodzień. Lekarze z pogotowia nie uratowali chłopaka. Zmarł na oczach kolegów. - A tamten się śmiał, że załatwił gówniarza - wspominają gimnazjaliści.
Policjanci przyjechali na miejsce, gdy chłopiec już nie żył. Zatrzymali mężczyznę. Był kompletnie pijany.
W czwartek po południu sprawcy postawili zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym.
Przesłuchano już uczniów. Śledczy zapowiadają na piątek sekcję zwłok, która ma ustalić przyczynę śmierci chłopca. Policja twierdzi, że o całym zdarzeniu dowiedziała się po fakcie, gdy o śmierci pobitego chłopca powiadomili ją lekarze ze szpitala.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




