Pociągi zostały, ale co dalej?
07.08.2009
, aktualizacja: 07.08.2009 13:12
Jedyne rozwiązanie dla Gorzowa to sensowne skomunikowania z pociągami dalekobieżnymi w Krzyżu. Wiem, że wiąże się to ze strasznie uciążliwymi przesiadkami, ale innego wyjścia nie widzę - pisze Łukasz Niszczot, student Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, pasjonat kolei
ZOBACZ TAKŻE
- Raport o kolei. Cała nadzieja w szynobusach (07-08-09, 13:08)
- Nowy rozkład: PKP wycina pociągi z Gorzowa (23-11-09, 18:40)
- Kolejarze protestują: Drugi dzień głodówki (28-10-09, 07:58)
- 40 gorzowskich kolejarzy rozpoczyna protest głodowy (26-10-09, 21:17)
Zgodnie z III korektą rozkładu jazdy PKP Intercity miało zlikwidować trzy pociągi pospieszne kursujące przez Gorzów. Teraz, po szumie wywołanym przez "Gazetę Wyborczą" oraz lokalnych polityków, okazuje się, że pociągi jednak będą kursować do grudnia, czyli do momentu wprowadzenia rozkładu jazdy 2009/2010.
W związku z planowanymi cięciami pojawiło się w artykułach kilka stwierdzeń, których nie mogę nie skomentować. Stwierdzeń, które świadczą o pewnej ignorancji i braku rozeznania w sytuacji obecnie panującej na PKP. Odnieść zamierzam się głównie do artykułu Kamila Siałkowskiego „Bez pociągów pospiesznych będziemy Gorzówkiem”.
Autor zaczyna ostro - „Bez wygodnych połączeń z Warszawą, Poznaniem czy Krakowem będziemy powiatowym miasteczkiem, a nie stolicą województwa”. Świetnie, tylko chciałbym wiedzieć, czym wygodne są połączenia. Czy chodzi tu o szybkość, czy fakt, że nie trzeba się przesiadać (bo wiadomo wszystkim, że przesiadka to tragedia w podróży straszna)? Nie wiem także, dlaczego niby Gorzów powinien mieć bezpośrednie połączenia z Krakowem czy Warszawą? Bo z informacji uzyskanych w kasie biletowej oraz własnych obserwacji wiem, że frekwencja w tych trzech pociągach szumnie zwanych pospiesznymi (choć czas ich przejazdu wcale nie różni się mocno od czasu jazdy szynobusu, a w przypadku Hetmana jest dłuższy i wynosi 65 minut) wynosi w środku tygodnia około 70 osób. Czyli nawet nie jeden pełen wagon drugiej klasy. Więcej osób jeździ w okolicy weekendów i świąt, ale wtedy generalnie we wszystkich pociągach rośnie liczba pasażerów.
Oprócz tego, że frekwencja w pociągach jest, delikatnie mówiąc, niska, co przekłada się na niższe przychody z ich kursowania, to dodatkowo sprawę pogarsza fakt, że linia KostrzynKrzyż nie jest zelektryfikowana. I raczej nie będzie. Powoduje to, że w Krzyżu trzeba podmienić lokomotywę (PKP IC musi zapłacić za jej najem PKP Cargo, gdyż ona takimi dysponuje), co zwiększa koszty i wydłuża czas jazdy.
Dodatkowo linia ta nie należy do najważniejszych w kraju, więc nie można liczyć na jej szybką modernizację. Więcej uwagi poświęca się trasie Kunowice-Poznań-Warszawa-Terespol z powodu jej międzynarodowego znaczenia.
Kolejna rzecz, która mi dość mocno podniosła ciśnienie, to stwierdzenie, że "Ze stolicy województwa nie wyjedzie ani jeden pociąg pospieszny. Jak małe, peryferyjne miasteczko będziemy musieli ratować się dojazdem do "wielkiego" Krzyża (niecałe siedem tysięcy mieszkańców), bo tam jest węzeł kolejowy. No cóż... Krzyż może wielki nie jest, ale choćby autor nie wiem, jak bardzo chciał, to Gorzów węzłem o takim znaczeniu nie będzie. Niech autor zerknie na mapę i uświadomi sobie, że w Krzyżu (jak nazwa wskazuje) przecinają się dwie linie Szczecin-Poznań (a w zasadzie Świnoujście - południe kraju) oraz Kostrzyn-Piła. Siłą rzeczy powoduje to, że przez to miasteczko przejeżdża znacznie więcej pociągów niż przez Gorzów.
Poza tym jest kilka węzłów kolejowych, które choć są małymi miastami, to obsługują ruch znacznie większy niż Krzyż, choćby Kutno, Inowrocław czy Kędzierzyn-Koźle.
Autor napisał też, że "PKP IC musi mocno zaangażować się w pociągi komercyjne, które same na siebie zarabiają." Boję się, że autor chyba nie bardzo rozumie, że pociągi komercyjne, czyli TLK, EX, IC i EC, które nie są dotowane przez Ministerstwo Infrastruktury, są droższe (TLK) lub znacznie droższe (pozostałe kategorie) niż pospieszne kategorii D. O ile nie ma na razie obawy, że PKP IC zmieni większość pociągów pospiesznych w ekspresy, bo wiązałoby się to z utratą dotacji, to w przyszłości może do tego dojść (podobna sytuacja miała miejsce w Niemczech, gdzie pociągi pospieszne w zasadzie nie istnieją - są albo Regional-Express albo Inter City). No i oczywiście spowoduje to wzrost cen biletów, co nie spotka się z aprobatą podróżnych.
Jedyne rozwiązanie, jakie widzę dla Gorzowa i całej linii, to sensowne skomunikowania z pociągami dalekobieżnymi w Krzyżu. Wiem, że wiąże się to ze strasznie uciążliwymi przesiadkami w Krzyżu, który przecież nie ma prawa być węzłem kolejowym, ale ma taka opcja też klika plusów. Pierwsza zaleta to zwiększenie dostępności pociągów i ich frekwencji - wiadomo, że pospieszny zatrzymuje się tylko w Strzelcach Krajeńskich i Drezdenku, a osobowy na wszystkich stacjach. Kolejnym plusem jest to, że czas przejazdu się nie wydłuży, gdyż obecnie szynobus pokonuje odcinek Gorzów-Krzyż w 52 minuty. No i ważny jest też fakt, że są one finansowane przez Urząd Marszałkowski, co powoduje, że łatwiej można zmienić ich ilość i godziny kursowania w zależności od potrzeb i zainteresowania podróżnych.
Wydaje mi się, że czas przełamać wśród pasażerów strach przed przesiadkami. Może dworzec w Krzyżu nie należy do najpiękniejszych i najbardziej przyjaznych pasażerom, ale daje i będzie dawał większe możliwości dojazdu do wielu miast.
No i ostatnia rzecz - od grudnia wejdzie w życie nowy rozkład jazdy, a wtedy może się okazać, że do Gorzowa nie dojedzie żaden pospieszny. Pojawiające się obecnie zarysy rozkładu nie wskazują na wprowadzenie takiego rozwiązania, ale przez 4 miesiące może się jeszcze sporo zmienić.
W związku z planowanymi cięciami pojawiło się w artykułach kilka stwierdzeń, których nie mogę nie skomentować. Stwierdzeń, które świadczą o pewnej ignorancji i braku rozeznania w sytuacji obecnie panującej na PKP. Odnieść zamierzam się głównie do artykułu Kamila Siałkowskiego „Bez pociągów pospiesznych będziemy Gorzówkiem”.
Autor zaczyna ostro - „Bez wygodnych połączeń z Warszawą, Poznaniem czy Krakowem będziemy powiatowym miasteczkiem, a nie stolicą województwa”. Świetnie, tylko chciałbym wiedzieć, czym wygodne są połączenia. Czy chodzi tu o szybkość, czy fakt, że nie trzeba się przesiadać (bo wiadomo wszystkim, że przesiadka to tragedia w podróży straszna)? Nie wiem także, dlaczego niby Gorzów powinien mieć bezpośrednie połączenia z Krakowem czy Warszawą? Bo z informacji uzyskanych w kasie biletowej oraz własnych obserwacji wiem, że frekwencja w tych trzech pociągach szumnie zwanych pospiesznymi (choć czas ich przejazdu wcale nie różni się mocno od czasu jazdy szynobusu, a w przypadku Hetmana jest dłuższy i wynosi 65 minut) wynosi w środku tygodnia około 70 osób. Czyli nawet nie jeden pełen wagon drugiej klasy. Więcej osób jeździ w okolicy weekendów i świąt, ale wtedy generalnie we wszystkich pociągach rośnie liczba pasażerów.
Oprócz tego, że frekwencja w pociągach jest, delikatnie mówiąc, niska, co przekłada się na niższe przychody z ich kursowania, to dodatkowo sprawę pogarsza fakt, że linia KostrzynKrzyż nie jest zelektryfikowana. I raczej nie będzie. Powoduje to, że w Krzyżu trzeba podmienić lokomotywę (PKP IC musi zapłacić za jej najem PKP Cargo, gdyż ona takimi dysponuje), co zwiększa koszty i wydłuża czas jazdy.
Dodatkowo linia ta nie należy do najważniejszych w kraju, więc nie można liczyć na jej szybką modernizację. Więcej uwagi poświęca się trasie Kunowice-Poznań-Warszawa-Terespol z powodu jej międzynarodowego znaczenia.
Kolejna rzecz, która mi dość mocno podniosła ciśnienie, to stwierdzenie, że "Ze stolicy województwa nie wyjedzie ani jeden pociąg pospieszny. Jak małe, peryferyjne miasteczko będziemy musieli ratować się dojazdem do "wielkiego" Krzyża (niecałe siedem tysięcy mieszkańców), bo tam jest węzeł kolejowy. No cóż... Krzyż może wielki nie jest, ale choćby autor nie wiem, jak bardzo chciał, to Gorzów węzłem o takim znaczeniu nie będzie. Niech autor zerknie na mapę i uświadomi sobie, że w Krzyżu (jak nazwa wskazuje) przecinają się dwie linie Szczecin-Poznań (a w zasadzie Świnoujście - południe kraju) oraz Kostrzyn-Piła. Siłą rzeczy powoduje to, że przez to miasteczko przejeżdża znacznie więcej pociągów niż przez Gorzów.
Poza tym jest kilka węzłów kolejowych, które choć są małymi miastami, to obsługują ruch znacznie większy niż Krzyż, choćby Kutno, Inowrocław czy Kędzierzyn-Koźle.
Autor napisał też, że "PKP IC musi mocno zaangażować się w pociągi komercyjne, które same na siebie zarabiają." Boję się, że autor chyba nie bardzo rozumie, że pociągi komercyjne, czyli TLK, EX, IC i EC, które nie są dotowane przez Ministerstwo Infrastruktury, są droższe (TLK) lub znacznie droższe (pozostałe kategorie) niż pospieszne kategorii D. O ile nie ma na razie obawy, że PKP IC zmieni większość pociągów pospiesznych w ekspresy, bo wiązałoby się to z utratą dotacji, to w przyszłości może do tego dojść (podobna sytuacja miała miejsce w Niemczech, gdzie pociągi pospieszne w zasadzie nie istnieją - są albo Regional-Express albo Inter City). No i oczywiście spowoduje to wzrost cen biletów, co nie spotka się z aprobatą podróżnych.
Jedyne rozwiązanie, jakie widzę dla Gorzowa i całej linii, to sensowne skomunikowania z pociągami dalekobieżnymi w Krzyżu. Wiem, że wiąże się to ze strasznie uciążliwymi przesiadkami w Krzyżu, który przecież nie ma prawa być węzłem kolejowym, ale ma taka opcja też klika plusów. Pierwsza zaleta to zwiększenie dostępności pociągów i ich frekwencji - wiadomo, że pospieszny zatrzymuje się tylko w Strzelcach Krajeńskich i Drezdenku, a osobowy na wszystkich stacjach. Kolejnym plusem jest to, że czas przejazdu się nie wydłuży, gdyż obecnie szynobus pokonuje odcinek Gorzów-Krzyż w 52 minuty. No i ważny jest też fakt, że są one finansowane przez Urząd Marszałkowski, co powoduje, że łatwiej można zmienić ich ilość i godziny kursowania w zależności od potrzeb i zainteresowania podróżnych.
Wydaje mi się, że czas przełamać wśród pasażerów strach przed przesiadkami. Może dworzec w Krzyżu nie należy do najpiękniejszych i najbardziej przyjaznych pasażerom, ale daje i będzie dawał większe możliwości dojazdu do wielu miast.
No i ostatnia rzecz - od grudnia wejdzie w życie nowy rozkład jazdy, a wtedy może się okazać, że do Gorzowa nie dojedzie żaden pospieszny. Pojawiające się obecnie zarysy rozkładu nie wskazują na wprowadzenie takiego rozwiązania, ale przez 4 miesiące może się jeszcze sporo zmienić.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


