Miasto przyjazne? A jak tu dojechać?
07.08.2009
, aktualizacja: 07.08.2009 13:14
Z wielkim niepokojem czytam informacje i doniesienia odnośnie likwidacji pociągów pospiesznych do Warszawy - pisze nasz czytelnik Sebastian Gawlik.
W związku z wykonywanym zawodem od 3 lat mieszkam w Warszawie, natomiast dosyć często staram się pojawiać w Gorzowie Staram się - ponieważ PKP skutecznie zniechęca mnie, aby nie przyjeżdżać tutaj w ogóle.
Już nawet nie chodzi o komfort podróży, bo do śmierdzących pociągów można się przyzwyczaić (skoro nie opłaca się z różnych względów jeździć samochodem), ale bezpośredni pociąg z Warszawy do Gorzowa jedzie ponad 7 godzin!!! Z tego co wiem, pociągi taką trasę w czasach wojennych pokonywały szybciej. Najsmutniejsze jest to, że Gorzów reklamuje się jako miasto przyjazne, w tej chwili szuka swojej marki, buduje CEA, nowy amfiteatr. Dla kogo?
Mieszkańcy miasta nie zapewnią wszędzie frekwencji i utrzymania nowych obiektów, a ludzie skuszeni marką miasta nie przyjadą, bo czym? Albo jak długo będą musieli tu jechać? Oczywiście możemy pokusić się na podróż przez Poznań IC lub EC za odpowiednio wyższą kwotę, ale postęp i rozwój nie polega chyba na tym, byśmy mieli trudniej, musieli się przesiadać 2-3 razy, by dotrzeć do celu, ale na tym, aby żyło się łatwiej i miasto Gorzów mogło stać się w końcu tym, czym się reklamuje.
Coraz trudniej będzie promować miasto, do którego trudno dojechać. Pomijam już kwestie ekologii, że podróż koleją jest o wiele bardziej przyjazna środowisku niż samochodem.
I wiadomość z ostatniej chwili. PKP kolejny raz dało wyraz swojej arogancji i traktowaniu ludzi z Gorzowa jak bydło. Pociąg pospieszny z Kostrzyna do Warszawy odj. 13.44 na stację Gorzów przyjeżdża już z 10-minutowym opóźnieniem. Okazuje się, że składa się z 3 wagonów. Pierwszy wagon w całości zarezerwowany dla kolonii, drugi to pierwsza klasa, a trzeci wagon - klasa 2. Wiedząc o kończącym się przystanku Woodstock, PKP zapomniało chyba, że nie każdy z 400 tysięcy uczestników wróci samochodem To, co się działo na dworcu, to koszmar. Ludzie rezygnowali z podróży, gdyż na stację Gorzów pociąg przyjechał już tak obładowany, że brakowało miejsc stojących. Po kilkunastu minutach, dzięki uprzejmości konduktora część ludzi mogła wejść na korytarz pierwszego wagonu zarezerwowanego dla kolonii...
W Krzyżu po podłączeniu wagonów ze Szczecina sytuacja trochę unormowała się, ale pociąg, który jedzie przez całą Polskę, był na tyle krótki, że znowu brakowało miejsc stojących! Do Warszawy pociąg dojechał z półgodzinnym opóźnieniem
Już nawet nie chodzi o komfort podróży, bo do śmierdzących pociągów można się przyzwyczaić (skoro nie opłaca się z różnych względów jeździć samochodem), ale bezpośredni pociąg z Warszawy do Gorzowa jedzie ponad 7 godzin!!! Z tego co wiem, pociągi taką trasę w czasach wojennych pokonywały szybciej. Najsmutniejsze jest to, że Gorzów reklamuje się jako miasto przyjazne, w tej chwili szuka swojej marki, buduje CEA, nowy amfiteatr. Dla kogo?
Mieszkańcy miasta nie zapewnią wszędzie frekwencji i utrzymania nowych obiektów, a ludzie skuszeni marką miasta nie przyjadą, bo czym? Albo jak długo będą musieli tu jechać? Oczywiście możemy pokusić się na podróż przez Poznań IC lub EC za odpowiednio wyższą kwotę, ale postęp i rozwój nie polega chyba na tym, byśmy mieli trudniej, musieli się przesiadać 2-3 razy, by dotrzeć do celu, ale na tym, aby żyło się łatwiej i miasto Gorzów mogło stać się w końcu tym, czym się reklamuje.
Coraz trudniej będzie promować miasto, do którego trudno dojechać. Pomijam już kwestie ekologii, że podróż koleją jest o wiele bardziej przyjazna środowisku niż samochodem.
I wiadomość z ostatniej chwili. PKP kolejny raz dało wyraz swojej arogancji i traktowaniu ludzi z Gorzowa jak bydło. Pociąg pospieszny z Kostrzyna do Warszawy odj. 13.44 na stację Gorzów przyjeżdża już z 10-minutowym opóźnieniem. Okazuje się, że składa się z 3 wagonów. Pierwszy wagon w całości zarezerwowany dla kolonii, drugi to pierwsza klasa, a trzeci wagon - klasa 2. Wiedząc o kończącym się przystanku Woodstock, PKP zapomniało chyba, że nie każdy z 400 tysięcy uczestników wróci samochodem To, co się działo na dworcu, to koszmar. Ludzie rezygnowali z podróży, gdyż na stację Gorzów pociąg przyjechał już tak obładowany, że brakowało miejsc stojących. Po kilkunastu minutach, dzięki uprzejmości konduktora część ludzi mogła wejść na korytarz pierwszego wagonu zarezerwowanego dla kolonii...
W Krzyżu po podłączeniu wagonów ze Szczecina sytuacja trochę unormowała się, ale pociąg, który jedzie przez całą Polskę, był na tyle krótki, że znowu brakowało miejsc stojących! Do Warszawy pociąg dojechał z półgodzinnym opóźnieniem
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


