Wyjeżdża z Gorzowa puszka sardynek
07.08.2009
, aktualizacja: 07.08.2009 13:16
2 sierpnia 2009 miałem wątpliwą przyjemność podróżowania wspaniałym produktem PKP IC - pociągiem "Kopernik".
Był to dzień zakończenia festiwalu Woodstock. Nie trzeba być żadnym geniuszem, aby wyobrazić sobie tłumy ludzi chcących powrócić do swoich domów. Tymczasem kostrzyński łącznik do pociągu "Kopernik" wjeżdża na stację w Gorzowie. Lokomotywa ciągnie 3 (słownie: trzy) wagony, z czego 1 jest całkowicie pusty, ponieważ został zarezerwowany przez kolonię. Dwa wagony były do dyspozycji podróżnych! Oczywiście pociąg przyjechał całkowicie zapełniony, a gorzowski peron był również pełny. Mnie udało się jeszcze wcisnąć, stojąc jedną nogą na części drzwi wagonu, a drugą manewrując pomiędzy ludźmi a bagażami. Nie wiem, kto powinien być bardziej zadowolony, ci, którzy zostali, czy ci, którym udało się wcisnąć do wagonów. Sardynki są mniej ściśnięte w puszce niż podróżujący tym pociągiem. Ten koszmar to nie był jednak zły sen z lat 70. czy 80. To się działo naprawdę! Oczywiście nie było mowy, aby ktokolwiek mógł skorzystać z toalety. Na szczęście dla mnie była to "tylko" godzinna przyjemność, ponieważ przesiadałem się w Krzyżu na kolejny pociąg.
Tak sobie myślałem wtedy: niech sobie PKP IC zabierze swoje pociągi z Gorzowa. Brudne, śmierdzące składy, które na odcinku Kostrzyn-Krzyż jadą wolniej niż szynobusy, w Krzyżu potrafią stać 30 czy więcej minut, a do Warszawy jechać uparcie przez Bydgoszcz zamiast przez Poznań. Jeśli ta firma ma swoich klientów w tak głębokim poważaniu, to niech zabiera swoje zabawki z naszej piaskownicy. Dowodów takiego traktowania jest więcej. Bo czym innym jest wypowiedź rzecznika prasowego firmy, iż lepiej byłoby, gdyby informacje o planowanych od września cięciach pociągów nie wyciekły do wiadomości publicznej? To znaczy, że gdyby nie wyciekły, a ja w swojej niewiedzy wyszedłbym na dworzec 1 września, aby wsiąść do pociągu np. do Krakowa, to dowiedziałbym się, że ten pociąg właśnie od dzisiaj nie kursuje! Fantastycznie. Nie łudźmy się, jeśli nawet owe pociągi nie zostaną wycięte, nie znaczy to, że podobna sytuacja się już nigdy nie powtórzy. Należy się tego spodziewać po raz kolejny i kolejny Na elektryfikację linii Kostrzyn-Krzyż również się nie zanosi, zresztą nawet nikt o to nie zabiega.
Czas na poważną debatę o przyszłości kolei w Gorzowie. Doraźne akcje typu - ratujmy pociągi pospieszne - wystarczą do... następnego razu, czyli do grudnia. Aby kolej dobrze funkcjonowała w Gorzowie, potrzeba, aby w takcie godzinnym jeździły szynobusy do Krzyża, a w 2- lub 3-godzinnym do Poznania. Podróż do Poznania, gdzie znacznie wygodniej można się przesiąść do dowolnego pociągu niż w tragicznym Krzyżu, może trwać ok. 1 godz 50 min. To czas absolutnie konkurencyjny dla autobusu i samochodu. Potrzeba tu jednak dobrej woli Urzędu Marszałkowskiego i PKP PR w Zielonej Górze. A z tym również różowo nie jest. Już pojawiły się z tej strony głosy, że nie ma czym jeździć. Tymczasem można aż cztery razy dziennie jeździć szynobusem z Zielonej Góry do Jeleniej Góry linią częściowo zelektryfikowaną, częściowo nie, a nie można choćby raz z Gorzowa do Poznania! Pomijam już sprawę topienia pieniędzy w lotnisko w Babimoście. Czy nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na zrównoważony rozwój kolei, a nie na mrzonki o lataniu z Zielonej Góry, gdy w odległości ok. 100 km jest Berlin i Poznań? Panie Marszałku, niedługo nie będzie żadnych pociągów, a Pan chce nadal latać!
W 2010 roku wchodzi w życie liberalizacja przewozów kolejowych. Oznacza to, iż zagraniczni przewoźnicy będą mogli wykonywać przewozy w innych krajach, czyli np. koleje niemieckie będą mogły wejść na rynek polski. Skoro z Kostrzyna co godzinę odjeżdża pociąg do Berlina, dlaczego nie miałoby się to opłacać dalej do Gorzowa?
Tak sobie myślałem wtedy: niech sobie PKP IC zabierze swoje pociągi z Gorzowa. Brudne, śmierdzące składy, które na odcinku Kostrzyn-Krzyż jadą wolniej niż szynobusy, w Krzyżu potrafią stać 30 czy więcej minut, a do Warszawy jechać uparcie przez Bydgoszcz zamiast przez Poznań. Jeśli ta firma ma swoich klientów w tak głębokim poważaniu, to niech zabiera swoje zabawki z naszej piaskownicy. Dowodów takiego traktowania jest więcej. Bo czym innym jest wypowiedź rzecznika prasowego firmy, iż lepiej byłoby, gdyby informacje o planowanych od września cięciach pociągów nie wyciekły do wiadomości publicznej? To znaczy, że gdyby nie wyciekły, a ja w swojej niewiedzy wyszedłbym na dworzec 1 września, aby wsiąść do pociągu np. do Krakowa, to dowiedziałbym się, że ten pociąg właśnie od dzisiaj nie kursuje! Fantastycznie. Nie łudźmy się, jeśli nawet owe pociągi nie zostaną wycięte, nie znaczy to, że podobna sytuacja się już nigdy nie powtórzy. Należy się tego spodziewać po raz kolejny i kolejny Na elektryfikację linii Kostrzyn-Krzyż również się nie zanosi, zresztą nawet nikt o to nie zabiega.
Czas na poważną debatę o przyszłości kolei w Gorzowie. Doraźne akcje typu - ratujmy pociągi pospieszne - wystarczą do... następnego razu, czyli do grudnia. Aby kolej dobrze funkcjonowała w Gorzowie, potrzeba, aby w takcie godzinnym jeździły szynobusy do Krzyża, a w 2- lub 3-godzinnym do Poznania. Podróż do Poznania, gdzie znacznie wygodniej można się przesiąść do dowolnego pociągu niż w tragicznym Krzyżu, może trwać ok. 1 godz 50 min. To czas absolutnie konkurencyjny dla autobusu i samochodu. Potrzeba tu jednak dobrej woli Urzędu Marszałkowskiego i PKP PR w Zielonej Górze. A z tym również różowo nie jest. Już pojawiły się z tej strony głosy, że nie ma czym jeździć. Tymczasem można aż cztery razy dziennie jeździć szynobusem z Zielonej Góry do Jeleniej Góry linią częściowo zelektryfikowaną, częściowo nie, a nie można choćby raz z Gorzowa do Poznania! Pomijam już sprawę topienia pieniędzy w lotnisko w Babimoście. Czy nie lepiej te pieniądze przeznaczyć na zrównoważony rozwój kolei, a nie na mrzonki o lataniu z Zielonej Góry, gdy w odległości ok. 100 km jest Berlin i Poznań? Panie Marszałku, niedługo nie będzie żadnych pociągów, a Pan chce nadal latać!
W 2010 roku wchodzi w życie liberalizacja przewozów kolejowych. Oznacza to, iż zagraniczni przewoźnicy będą mogli wykonywać przewozy w innych krajach, czyli np. koleje niemieckie będą mogły wejść na rynek polski. Skoro z Kostrzyna co godzinę odjeżdża pociąg do Berlina, dlaczego nie miałoby się to opłacać dalej do Gorzowa?
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Wyjeżdża z Gorzowa puszka sardynek
blic
07.08.09, 23:10
Zgadzan się s Janem Kowalskim w stu procentach.»
Najczęściej czytane24 htydzień


