Policja: Było zagrożenie życia, a od gazu nie ma rannych

Kamil Siałkowski
31.08.2009 , aktualizacja: 01.09.2009 10:20
A A A Drukuj
Czy zdecydowana interwencja policji podczas niedzielnych derbów żużlowych w Zielonej Górze była potrzebna? Policjanci odpowiadają: - Zachowanie gorzowian stwarzało zagrożenie dla zdrowia i życia kibiców z Zielonej Góry.
Zielonogórska policja twierdzi, że od początku widzowie w sektorze dla gości zachowywali się agresywnie. - W stronę zielonogórzan poleciały petardy. Istniało realne zagrożenie dla zdrowia i życia. Ochrona nie mogła sobie poradzić, dlatego organizator tuż po rozpoczęciu meczu pisemnie poprosił policjantów o interwencję - opowiada Małgorzata Stanisławska, oficer prasowy zielonogórskiej policji.

Obok awanturników w sektorze gorzowskim znajdowały się też kobiety i dzieci. Dlaczego policja zastosowała odpowiedzialność zbiorową? - Grupa chuliganów była wśród kibiców. Nie mogliśmy ich rozdzielić. Petardy leciały z tłumu i wszyscy musieli ponieść odpowiedzialność. W stosunku do agresywnych kibiców musimy być stanowczy. Wcześniej nasze oddziały cztery razy ostrzegały kibiców z Gorzowa, że jeśli nie opuszczą sektora, zostaną wyprowadzeni siłą. Kibice nie słuchali. Dlatego rozpoczęliśmy interwencję - tłumaczy Stanisławska.

Interwencja policji okazała się brutalna. Relacjonuje to w tekście powyżej kibic Krystian Mandziuk. Ale telefonów w tej sprawie odebraliśmy więcej. Czytelnicy "Gazety" byli przerażeni zachowaniem policjantów.



Czy funkcjonariusze nie mogli poprzestać na wkroczeniu do strefy buforowej i samą swoją obecnością wprowadzić spokój? - Policjanci wchodzą na stadion w ostateczności. Tu interwencja była konieczna. O wyprowadzeniu kibiców zadecydował kierownik ds. bezpieczeństwa na stadionie - przekonuje komisarz Stanisławska.

Czy synonimem policyjnej stanowczości zawsze muszą być pałka i gaz, nawet w stosunku do kobiet i dzieci? - To środki prewencyjne. Nie mam informacji, aby podczas naszej interwencji ktokolwiek został ranny - mówi Stanisławska. Jednak według naszych informacji jeden z kibiców wrócił do Gorzowa ze zwichniętym barkiem, inny z rozbitą głową. Stanisławska przyznaje, że na szpitalny oddział ratunkowy w Zielonej Górze odwieziono sześć osób. Ale z miejsca dodaje, że tam tylko przemyto im twarze. Uważa, że w policyjnej nomenklaturze od gazu... nie ma rannych.

Policja zaznacza, że trwa analiza monitoringu stadionowego. - Najbardziej krewcy kibice na pewno zostaną ukarani zakazami stadionowymi - mówi oficer prasowy. Policjanci zapytają też organizatora, dlaczego na stadionie pojawiły się niebezpieczne przedmioty. - Mamy zastrzeżenia. Ale za wcześnie, by mówić o uchybieniach służb ochrony - kończy Stanisławska.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Dołącz do nas na Facebooku