Policja: Było zagrożenie życia, a od gazu nie ma rannych
31.08.2009
, aktualizacja: 01.09.2009 10:20
Czy zdecydowana interwencja policji podczas niedzielnych derbów żużlowych w Zielonej Górze była potrzebna? Policjanci odpowiadają: - Zachowanie gorzowian stwarzało zagrożenie dla zdrowia i życia kibiców z Zielonej Góry.
ZOBACZ TAKŻE
- Komarnicki apeluje do kibiców: proszę o pozytywny doping (12-05-10, 14:39)
- Decyzja ligi: kibice Stali mogą jechać na derby (04-05-10, 16:02)
- Nie ma kary za derby. Stal się odwołała. W imieniu Stali i... Falubazu (27-04-10, 17:17)
- Kibiców pobili. Prokurator nie widzi problemu. Ale widzi go RPO (30-03-10, 12:22)
- Są pobici, nie ma winnych. Derbowe śledztwo umorzone! (11-03-10, 17:39)
- Czy prezes Komarnicki przeprosi Falubaz? (26-02-10, 18:05)
- Jest śledztwo w sprawie pobicia kibiców Stali (23-11-09, 21:00)
- Echa derbów: Kibice zawiadomili prokuratora (15-10-09, 19:26)
- Derby okiem policji - komunikat komendanta (16-09-09, 12:46)
- Komarnicki oskarża policję (zobacz filmy) (10-09-09, 08:20)
- To jest dopiero połowa drogi (09-09-09, 08:28)
- Komarnicki i Dowhan o zadymie na derbach (02-09-09, 08:15)
- Komentarz: Najłatwiej było wygonić (31-08-09, 20:49)
- Derby: petardą, butelką, gazem, pałką (zobacz wideo) (31-08-09, 20:47)
- Zarząd Stali Gorzów: - Naszym kibicom odebrano godność (31-08-09, 20:39)
Zielonogórska policja twierdzi, że od początku widzowie w sektorze dla gości zachowywali się agresywnie. - W stronę zielonogórzan poleciały petardy. Istniało realne zagrożenie dla zdrowia i życia. Ochrona nie mogła sobie poradzić, dlatego organizator tuż po rozpoczęciu meczu pisemnie poprosił policjantów o interwencję - opowiada Małgorzata Stanisławska, oficer prasowy zielonogórskiej policji.
Obok awanturników w sektorze gorzowskim znajdowały się też kobiety i dzieci. Dlaczego policja zastosowała odpowiedzialność zbiorową? - Grupa chuliganów była wśród kibiców. Nie mogliśmy ich rozdzielić. Petardy leciały z tłumu i wszyscy musieli ponieść odpowiedzialność. W stosunku do agresywnych kibiców musimy być stanowczy. Wcześniej nasze oddziały cztery razy ostrzegały kibiców z Gorzowa, że jeśli nie opuszczą sektora, zostaną wyprowadzeni siłą. Kibice nie słuchali. Dlatego rozpoczęliśmy interwencję - tłumaczy Stanisławska.
Interwencja policji okazała się brutalna. Relacjonuje to w tekście powyżej kibic Krystian Mandziuk. Ale telefonów w tej sprawie odebraliśmy więcej. Czytelnicy "Gazety" byli przerażeni zachowaniem policjantów.
Czy funkcjonariusze nie mogli poprzestać na wkroczeniu do strefy buforowej i samą swoją obecnością wprowadzić spokój? - Policjanci wchodzą na stadion w ostateczności. Tu interwencja była konieczna. O wyprowadzeniu kibiców zadecydował kierownik ds. bezpieczeństwa na stadionie - przekonuje komisarz Stanisławska.
Czy synonimem policyjnej stanowczości zawsze muszą być pałka i gaz, nawet w stosunku do kobiet i dzieci? - To środki prewencyjne. Nie mam informacji, aby podczas naszej interwencji ktokolwiek został ranny - mówi Stanisławska. Jednak według naszych informacji jeden z kibiców wrócił do Gorzowa ze zwichniętym barkiem, inny z rozbitą głową. Stanisławska przyznaje, że na szpitalny oddział ratunkowy w Zielonej Górze odwieziono sześć osób. Ale z miejsca dodaje, że tam tylko przemyto im twarze. Uważa, że w policyjnej nomenklaturze od gazu... nie ma rannych.
Policja zaznacza, że trwa analiza monitoringu stadionowego. - Najbardziej krewcy kibice na pewno zostaną ukarani zakazami stadionowymi - mówi oficer prasowy. Policjanci zapytają też organizatora, dlaczego na stadionie pojawiły się niebezpieczne przedmioty. - Mamy zastrzeżenia. Ale za wcześnie, by mówić o uchybieniach służb ochrony - kończy Stanisławska.
Obok awanturników w sektorze gorzowskim znajdowały się też kobiety i dzieci. Dlaczego policja zastosowała odpowiedzialność zbiorową? - Grupa chuliganów była wśród kibiców. Nie mogliśmy ich rozdzielić. Petardy leciały z tłumu i wszyscy musieli ponieść odpowiedzialność. W stosunku do agresywnych kibiców musimy być stanowczy. Wcześniej nasze oddziały cztery razy ostrzegały kibiców z Gorzowa, że jeśli nie opuszczą sektora, zostaną wyprowadzeni siłą. Kibice nie słuchali. Dlatego rozpoczęliśmy interwencję - tłumaczy Stanisławska.
Interwencja policji okazała się brutalna. Relacjonuje to w tekście powyżej kibic Krystian Mandziuk. Ale telefonów w tej sprawie odebraliśmy więcej. Czytelnicy "Gazety" byli przerażeni zachowaniem policjantów.
Czy funkcjonariusze nie mogli poprzestać na wkroczeniu do strefy buforowej i samą swoją obecnością wprowadzić spokój? - Policjanci wchodzą na stadion w ostateczności. Tu interwencja była konieczna. O wyprowadzeniu kibiców zadecydował kierownik ds. bezpieczeństwa na stadionie - przekonuje komisarz Stanisławska.
Czy synonimem policyjnej stanowczości zawsze muszą być pałka i gaz, nawet w stosunku do kobiet i dzieci? - To środki prewencyjne. Nie mam informacji, aby podczas naszej interwencji ktokolwiek został ranny - mówi Stanisławska. Jednak według naszych informacji jeden z kibiców wrócił do Gorzowa ze zwichniętym barkiem, inny z rozbitą głową. Stanisławska przyznaje, że na szpitalny oddział ratunkowy w Zielonej Górze odwieziono sześć osób. Ale z miejsca dodaje, że tam tylko przemyto im twarze. Uważa, że w policyjnej nomenklaturze od gazu... nie ma rannych.
Policja zaznacza, że trwa analiza monitoringu stadionowego. - Najbardziej krewcy kibice na pewno zostaną ukarani zakazami stadionowymi - mówi oficer prasowy. Policjanci zapytają też organizatora, dlaczego na stadionie pojawiły się niebezpieczne przedmioty. - Mamy zastrzeżenia. Ale za wcześnie, by mówić o uchybieniach służb ochrony - kończy Stanisławska.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Policja: Było zagrożenie życia, a od gazu nie m...
toctojamjest91
01.09.09, 12:42
Ale rzut butelkami przez falubazów to nie zagrożenie życia ; ) I to szklanymi ; )»
Najczęściej czytane24 htydzień


