Derby: Komendancie! nic się nie stało?
23.09.2009
, aktualizacja: 23.09.2009 18:51
Derby żużlowe pomiędzy Gorzowem a Zieloną Górą miały być lubuskim świętem sportu. Tymczasem kibice gorzowscy zapamiętają z tego wydarzenia gaz łzawiący, pałki i szczekanie psów. Policja uważa, że nie popełniła żadnego błędu. Ja uważam inaczej. Błędy były i to poważne - pisze Maja Sałwacka
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Nie ma kary za derby. Stal się odwołała. W imieniu Stali i... Falubazu (27-04-10, 17:17)
- Są pobici, nie ma winnych. Derbowe śledztwo umorzone! (11-03-10, 17:39)
- Do Zielonej Góry kibice Stali nie pojadą. I nie można się odwołać! (21-12-09, 19:04)
- Jest śledztwo w sprawie pobicia kibiców Stali (23-11-09, 21:00)
- Ciąg dalszy lubuskich derbów nastąpi. W sądzie (03-11-09, 18:16)
- Lubuski żużel: Niekończąca się wojna prezesów (07-10-09, 07:55)
Od lubuskich derbów żużlowych minęły trzy tygodnie. Na łamach "Gazety" opisywaliśmy perypetie gorzowskich kibiców, którzy siłą zostali wyprowadzeni przez policję ze stadionu. Policja użyła gazu łzawiącego, zdaniem fanów Stali w ruch poszły także policyjne pałki (choć policja do tego przyznać się nie chce). Na portalu umieściliśmy filmy pokazujące dramaty kibiców, którzy dostali gazem po oczach, zwijających się z bólu (6 osób zostało przewiezionych do szpitala). Z drugiej strony publikowaliśmy tłumaczenia policjantów, którzy twierdzili, że nie mieli innego wyjścia, bo kibice rzucali racami.
Czy poznamy odpowiedź na pytanie dlaczego derby zakończyły się tak dramatycznie dla ponad trzydziestu gorzowskich kibiców? Kto zawinił? Nie chcę ganić samej policji. Winny jest także klub jako organizator meczu. To on ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo. Tymczasem notorycznie wpuszcza się na trybuny zbyt dużą liczbę kibiców. Klub drwi sobie z nakazów policji, by zmodernizować stadion. Winna jest także ochrona, która miała pilnować porządku i nie dopuścić do zadym. Mimo wszystko odpowiedzialność policji jest największa. Ona powinna zadbać o bezpieczeństwo kibiców w miejscu publicznym, jakim jest stadion żużlowy.
W mojej opinii korzystałam z uwag dwóch niezależnych dowódców zabezpieczeń ekstraligowych meczów piłkarskich, którzy chcą pozostać anonimowi. Ich zdaniem mecz nie musiał się tak skończyć. Policji nie powinna przyświecać kibicowska przyśpiewka po przegranym meczu "nic się nie stało". Bo stało się i to wiele. Przytoczę kilka cytatów z oświadczenia lubuskiej policji, z którymi nie do końca się zgadzam i wytłumaczę dlaczego.
"Mecz ten został zakwalifikowany jako mecz o podwyższonym stopniu ryzyka. W związku z tym w trakcie spotkań z organizatorem policjanci dokonali szczegółowych uzgodnień dotyczących: liczby służb porządkowych oraz zakresu działań służby porządkowej organizatora. Do zabezpieczenia imprezy skierowano ponad 200 policjantów." *
No właśnie zawody zostały zakwalifikowane jako mecz podwyższonego ryzyka, ale czy naprawdę, czy tylko na papierze? Znikoma strefa buforowa, rozdzielająca kibiców obu drużyn to pierwszy i główny błąd policyjnego szefa zabezpieczenia, który zgodził się na taką namiastkę bezpieczeństwa. Po drugie, ilość sił nie świadczy o jakości. Dobre przygotowanie się do derbów nie oznacza demonstracji siły na stadionie. Trzeba przeprowadzić dobre rozpoznanie przed meczem. Policyjny szef powinien wiedzieć, jaka liczba pseudofanów może przyjechać do Zielonej Góry, jak będą "uzbrojeni" i jakie mają plany. Przecież były podejrzenia, że gorzowscy pseudokibice zechcą doprowadzić do przerwania meczu, aby Stal zdobyła punkty walkowerem. Policjanci operacyjni powinni wiedzieć, że chuligani będą próbować wnosić materiały wybuchowe.
"Podczas wpuszczania ich na teren imprezy służby porządkowe nie zgłaszały dowódcy operacji żadnych uwag na temat negatywnego zachowania kibiców (...) Już w momencie wprowadzania kibiców na teren stadionu służby porządkowe popełniły szereg błędów".
Policyjne stanowisko dowodzenia znajduje się w samym środku stadionu, na wieżyczce sędziowskiej. Szef policyjnego zabezpieczenia - w tym przypadku zielonogórski wicekomendant, który za pomocą radiostacji miał stały kontakt z policjantami, powinien orientować się, co dzieje się na stadionie. Powinien wiedzieć o najdrobniejszych incydentach. Powinien mieć stały dostęp do informacji od szefa ochrony. Jeśli tego nie widział, nie słyszał, mógł równie dobrze zabezpieczać mecz, grillując na działce. Jeśli ochroniarze popełniali błędy, komendant powinien je jak najszybciej naprawiać, a nie czekać, aż sytuacja zaogni się do tego stopnia, że trzeba będzie pójść po linii najmniejszego oporu i zastosować odpowiedzialność zbiorową. Użyto gazu wobec wszystkich gorzowskich kibiców i w myśl policyjnej zasady "niewinni w klatce nie siedzą". Zdecydowano się wyprowadzić ich poza stadion. A prawda jest inna, bo większość kibiców nie rzucała racami, tylko obserwowała mecz. Tłumaczenie, że ochrona zawiniła może i jest prawdziwe, ale niekompletne. Co zrobiła policja, by trzymać rękę na pulsie? Mówienie, że ochrona nie przekazała informacji o wnoszonych ładunkach, ośmiesza szefa policyjnego dowodzenia. To on powinien wiedzieć o wszystkim pierwszy, nie ostatni.
"Uprawnienia nadane służbom porządkowym m.in. uprawnienie do legitymowania osób, przeglądania zawartości bagaży i odzieży nie zostały przez nich w pełni wykorzystane. Służby porządkowe nie respektowały także wynikającego z ustawy obowiązku odmówienia wstępu na imprezę masową (...) Po zabraniu materiałów wpuściły kibica do sektora."
I to jest prawdziwy skandal. Jeśli faktycznie ochrona wpuściła na stadion chuligana, który chciał przemycić proch, powinna utracić koncesję ochroniarską. Wyobraźmy sobie następujący dialog przy wejściu na stadion.
Ochroniarz: O! widzę, że szanowny pan ma za pazuchą domowej roboty niebezpieczny materiał wybuchowy. Oj nieładnie, proszę go nam zostawić.
Pseudokibic, pirotechnik: Ach, motyla noga, że też musieliście zauważyć. Szkoda.
Ochroniarz: Proszę tu nie przeklinać, tylko zostawić puszkę z bombą.
Pseudokibic, pirotechnik: Ale bez bomby mogę udać się do sektora gorzowskiego.
Ochroniarz: Oczywiście. Bez bomby można.
Tak mniej więcej musiało wyglądać szczegółowe sprawdzanie kibiców przy wejściu na stadion.
Co w tej sprawie zrobiła policja? Czy złożyła doniesienie do prokuratury? Nic o tym nie wiemy. A powinniśmy. Cały przejazd kibiców z Gorzowa był monitorowany przez policję - zarówno wejście do autokaru, przemarsz na stadion, jak i powrót. Skoro policjanci mieli ich na widelcu, dlaczego nie sprawdzili, w co są wyposażeni, co wnoszą na stadion?
"Po zajęciu sektora kibice gorzowscy zaczęli rzucać w sektor kibiców zielonogórskich petardy świetlne i hukowe oraz usiłowali wyłamać przęsła płotu oddzielającego ich od strefy buforowej. Kibice zielonogórscy odpowiadając na to, rzucali butelkami oraz elementami ławek. W sektorze zielonogórskim znajdowały się rodziny z dziećmi. Przesunięto kibiców zielonogórskich w głąb stadionu."
Mądry Polak po szkodzie. Wreszcie rozszerzono strefę buforową. Niestety za późno. Strefa buforowa powinna być tak wystarczająco szeroka, by nie wywoływać poczucia zagrożenia fanów obu drużyn. Czy policja zmniejszając ją, uległa prośbom klubu, który chciał sprzedać jak najwięcej biletów? Nie wiemy, bo tego także nikt się nie wytłumaczył.
"Spiker zawodów parokrotnie podawał komunikaty, aby kibice gorzowscy zaprzestali rzucania petard. Nie odniosły one skutku."
Może od dziś to spiker będzie dbał o nasze bezpieczeństwo na stadionie?
Czy poznamy odpowiedź na pytanie dlaczego derby zakończyły się tak dramatycznie dla ponad trzydziestu gorzowskich kibiców? Kto zawinił? Nie chcę ganić samej policji. Winny jest także klub jako organizator meczu. To on ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo. Tymczasem notorycznie wpuszcza się na trybuny zbyt dużą liczbę kibiców. Klub drwi sobie z nakazów policji, by zmodernizować stadion. Winna jest także ochrona, która miała pilnować porządku i nie dopuścić do zadym. Mimo wszystko odpowiedzialność policji jest największa. Ona powinna zadbać o bezpieczeństwo kibiców w miejscu publicznym, jakim jest stadion żużlowy.
W mojej opinii korzystałam z uwag dwóch niezależnych dowódców zabezpieczeń ekstraligowych meczów piłkarskich, którzy chcą pozostać anonimowi. Ich zdaniem mecz nie musiał się tak skończyć. Policji nie powinna przyświecać kibicowska przyśpiewka po przegranym meczu "nic się nie stało". Bo stało się i to wiele. Przytoczę kilka cytatów z oświadczenia lubuskiej policji, z którymi nie do końca się zgadzam i wytłumaczę dlaczego.
"Mecz ten został zakwalifikowany jako mecz o podwyższonym stopniu ryzyka. W związku z tym w trakcie spotkań z organizatorem policjanci dokonali szczegółowych uzgodnień dotyczących: liczby służb porządkowych oraz zakresu działań służby porządkowej organizatora. Do zabezpieczenia imprezy skierowano ponad 200 policjantów." *
No właśnie zawody zostały zakwalifikowane jako mecz podwyższonego ryzyka, ale czy naprawdę, czy tylko na papierze? Znikoma strefa buforowa, rozdzielająca kibiców obu drużyn to pierwszy i główny błąd policyjnego szefa zabezpieczenia, który zgodził się na taką namiastkę bezpieczeństwa. Po drugie, ilość sił nie świadczy o jakości. Dobre przygotowanie się do derbów nie oznacza demonstracji siły na stadionie. Trzeba przeprowadzić dobre rozpoznanie przed meczem. Policyjny szef powinien wiedzieć, jaka liczba pseudofanów może przyjechać do Zielonej Góry, jak będą "uzbrojeni" i jakie mają plany. Przecież były podejrzenia, że gorzowscy pseudokibice zechcą doprowadzić do przerwania meczu, aby Stal zdobyła punkty walkowerem. Policjanci operacyjni powinni wiedzieć, że chuligani będą próbować wnosić materiały wybuchowe.
"Podczas wpuszczania ich na teren imprezy służby porządkowe nie zgłaszały dowódcy operacji żadnych uwag na temat negatywnego zachowania kibiców (...) Już w momencie wprowadzania kibiców na teren stadionu służby porządkowe popełniły szereg błędów".
Policyjne stanowisko dowodzenia znajduje się w samym środku stadionu, na wieżyczce sędziowskiej. Szef policyjnego zabezpieczenia - w tym przypadku zielonogórski wicekomendant, który za pomocą radiostacji miał stały kontakt z policjantami, powinien orientować się, co dzieje się na stadionie. Powinien wiedzieć o najdrobniejszych incydentach. Powinien mieć stały dostęp do informacji od szefa ochrony. Jeśli tego nie widział, nie słyszał, mógł równie dobrze zabezpieczać mecz, grillując na działce. Jeśli ochroniarze popełniali błędy, komendant powinien je jak najszybciej naprawiać, a nie czekać, aż sytuacja zaogni się do tego stopnia, że trzeba będzie pójść po linii najmniejszego oporu i zastosować odpowiedzialność zbiorową. Użyto gazu wobec wszystkich gorzowskich kibiców i w myśl policyjnej zasady "niewinni w klatce nie siedzą". Zdecydowano się wyprowadzić ich poza stadion. A prawda jest inna, bo większość kibiców nie rzucała racami, tylko obserwowała mecz. Tłumaczenie, że ochrona zawiniła może i jest prawdziwe, ale niekompletne. Co zrobiła policja, by trzymać rękę na pulsie? Mówienie, że ochrona nie przekazała informacji o wnoszonych ładunkach, ośmiesza szefa policyjnego dowodzenia. To on powinien wiedzieć o wszystkim pierwszy, nie ostatni.
"Uprawnienia nadane służbom porządkowym m.in. uprawnienie do legitymowania osób, przeglądania zawartości bagaży i odzieży nie zostały przez nich w pełni wykorzystane. Służby porządkowe nie respektowały także wynikającego z ustawy obowiązku odmówienia wstępu na imprezę masową (...) Po zabraniu materiałów wpuściły kibica do sektora."
I to jest prawdziwy skandal. Jeśli faktycznie ochrona wpuściła na stadion chuligana, który chciał przemycić proch, powinna utracić koncesję ochroniarską. Wyobraźmy sobie następujący dialog przy wejściu na stadion.
Ochroniarz: O! widzę, że szanowny pan ma za pazuchą domowej roboty niebezpieczny materiał wybuchowy. Oj nieładnie, proszę go nam zostawić.
Pseudokibic, pirotechnik: Ach, motyla noga, że też musieliście zauważyć. Szkoda.
Ochroniarz: Proszę tu nie przeklinać, tylko zostawić puszkę z bombą.
Pseudokibic, pirotechnik: Ale bez bomby mogę udać się do sektora gorzowskiego.
Ochroniarz: Oczywiście. Bez bomby można.
Tak mniej więcej musiało wyglądać szczegółowe sprawdzanie kibiców przy wejściu na stadion.
Co w tej sprawie zrobiła policja? Czy złożyła doniesienie do prokuratury? Nic o tym nie wiemy. A powinniśmy. Cały przejazd kibiców z Gorzowa był monitorowany przez policję - zarówno wejście do autokaru, przemarsz na stadion, jak i powrót. Skoro policjanci mieli ich na widelcu, dlaczego nie sprawdzili, w co są wyposażeni, co wnoszą na stadion?
"Po zajęciu sektora kibice gorzowscy zaczęli rzucać w sektor kibiców zielonogórskich petardy świetlne i hukowe oraz usiłowali wyłamać przęsła płotu oddzielającego ich od strefy buforowej. Kibice zielonogórscy odpowiadając na to, rzucali butelkami oraz elementami ławek. W sektorze zielonogórskim znajdowały się rodziny z dziećmi. Przesunięto kibiców zielonogórskich w głąb stadionu."
Mądry Polak po szkodzie. Wreszcie rozszerzono strefę buforową. Niestety za późno. Strefa buforowa powinna być tak wystarczająco szeroka, by nie wywoływać poczucia zagrożenia fanów obu drużyn. Czy policja zmniejszając ją, uległa prośbom klubu, który chciał sprzedać jak najwięcej biletów? Nie wiemy, bo tego także nikt się nie wytłumaczył.
"Spiker zawodów parokrotnie podawał komunikaty, aby kibice gorzowscy zaprzestali rzucania petard. Nie odniosły one skutku."
Może od dziś to spiker będzie dbał o nasze bezpieczeństwo na stadionie?
1
2
następne »
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Obłuda
ppiciu
24.09.09, 07:05
Standardem na stadionie przy ulicy śląskiej jest rzucanie butelkami i trąbkami.Standardem na stadionie gorzowskim jest bluzganie i opluwanie żużlowców ,działaczy.Standardem na Komarówce »
-
Derby: Komendancie! nic się nie stało?
ppiciu
24.09.09, 15:43
To ze zaatakowaliscie moje zdanie krytykujące artykul oraz wytkneliscie mi bład ort , to ze nic nie napisaliscie o moich wczesniejszych teazach swiadczy o tym ze zdajecie sobie sprawe ze w »
Najczęściej czytane24 htydzień




odtwórz