Cztery 15-latki pobiły dziewczynę. W samym centrum Gorzowa
07.01.2010
, aktualizacja: 07.01.2010 17:12
Była godz. 14. W centrum Gorzowa, przy galerii Askana cztery 15-latki pobiły swoją rówieśniczkę. Bulwersuje jednak nie tylko zachowanie nastolatek. Nikt z przechodniów nie pomógł zaatakowanej dziewczynie.
ZOBACZ TAKŻE
- Gorzów: 33-latek się wkurzył i skopał samochody (17-03-11, 16:41)
- Dwa lata znęcał się nad konkubiną. W niedzielę chciał ją zabić? (09-03-10, 17:47)
- Chłopcy zaczęli ferie. Szaleli samochodem po pijaku (18-01-10, 14:12)
- Policja się chwali: Jesteśmy coraz skuteczniejsi (13-01-10, 10:24)
- Wojewoda: Widziałam pijanych nastolatków (19-08-08, 20:45)
- To przecież nie wydarzyło się w lesie, a przy największym w mieście centrum handlowym, przy ruchliwej ulicy, z 80 metrów od szkoły. Co by powiedzieli, gdyby tam doszło do większego nieszczęścia? - dziwi się Sławomir Konieczny z zespołu prasowego gorzowskiej policji.
Do zdarzenia doszło we wtorek. Była godz. 14. Młoda gorzowianka skończyła lekcje i wyszła ze szkoły (uczy się w gimnazjum nr 7 przy Estkowskiego). Dwie 15-latki, które chodzą do tego samego gimnazjum, wyszły za nią. Nieopodal Askany czekały ich dwie koleżanki (uczą się w gimnazjum nr 3 przy ul. Szkolnej). We czwórkę napadły na rówieśniczkę.
Policja ustaliła, że wszystko dokładnie wcześniej zaplanowały. - Podzieliły się rolami. Jedne trzymały dziewczynę, drugie kopały i biły pięściami po twarzy - opowiada Konieczny. Dlaczego zaatakowały? - Powód jak zwykle w takich przypadkach był błahy. Koleżanka ze szkoły podobno źle się na nie spojrzała - mówi.
Funkcjonariusze, w wysłanej do "Gazety" notce dziwili się, że o sprawie poinformowała policję matka dziewczynki, a nie pracownicy szkoły, którzy wiedzieli o całym zajściu. - Dopiero interwencja rodziców pokrzywdzonej nastolatki doprowadziła do przekazania informacji policji. Po tym, jak z licznymi śladami pobicia dziewczynka dotarła do domu - zauważa Sławomir Konieczny.
Dyrektor gimnazjum, do którego chodzi 15-latka, uważa, że pracownicy szkoły postąpili prawidłowo. - Jej mama przyszła do szkoły przed godz. 15, zastała wicedyrektorkę i opowiedziała jej o wszystkim. Moja zastępczyni powiedziała, żeby ona zgłosiła to policji. Do zdarzenia doszło poza terenem szkoły. Ale przede wszystkim jest to najbardziej logiczne rozwiązanie. Przecież osoba nieletnia i tak musi być przesłuchana w obecności opiekuna. Dlatego telefon wykonała matka dziewczynki, a nie wicedyrektorka - opowiada dyrektor gimnazjum nr 7 Maria Zawadzka.
Przyznaje, że z dwiema nastolatkami już wcześniej były problemy. - Mają naganne oceny z zachowania, jesteśmy w stałym kontakcie z ich rodzicami - tłumaczy Zawadzka. Jedna z nich podpisuje nawet specjalny dziennik, gdy przychodzi i wychodzi ze szkoły. Dyrektorka podkreśla, że jeśli jeszcze raz nabroją, będzie wnioskowała o kuratora społecznego. Wcześniej może o tym zdecydować sąd rodzinny. - Niebawem trafią tam akta sprawy. Sąd podejmie decyzję o konsekwencjach - dodaje Konieczny.
Sprawą zajmowali się policjanci z wydziału ds. nieletnich i patologii w gorzowskiej komendzie. To nowa komórka, działająca od września ub. r.
Specjaliści z wydziału alarmują: podobnych zdarzeń jest coraz więcej. Co zatrważające, częściej dziewczynki są bardziej agresywne niż chłopcy. Potrafią tak zaognić konflikt, że dochodzi do bójki. Policjanci podkreślają, że sami z takimi zachowaniami nie wygrają. Potrzebna jest współpraca rodziców i pedagogów. - Rodzice często tłumaczą, że nie mają na to czasu. A wielu pedagogów zdaje się nie zauważać problemu. Nie można liczyć, że sprawa rozejdzie się po kościach i problem sam się rozwiąże - kończy Konieczny.
Do zdarzenia doszło we wtorek. Była godz. 14. Młoda gorzowianka skończyła lekcje i wyszła ze szkoły (uczy się w gimnazjum nr 7 przy Estkowskiego). Dwie 15-latki, które chodzą do tego samego gimnazjum, wyszły za nią. Nieopodal Askany czekały ich dwie koleżanki (uczą się w gimnazjum nr 3 przy ul. Szkolnej). We czwórkę napadły na rówieśniczkę.
Policja ustaliła, że wszystko dokładnie wcześniej zaplanowały. - Podzieliły się rolami. Jedne trzymały dziewczynę, drugie kopały i biły pięściami po twarzy - opowiada Konieczny. Dlaczego zaatakowały? - Powód jak zwykle w takich przypadkach był błahy. Koleżanka ze szkoły podobno źle się na nie spojrzała - mówi.
Funkcjonariusze, w wysłanej do "Gazety" notce dziwili się, że o sprawie poinformowała policję matka dziewczynki, a nie pracownicy szkoły, którzy wiedzieli o całym zajściu. - Dopiero interwencja rodziców pokrzywdzonej nastolatki doprowadziła do przekazania informacji policji. Po tym, jak z licznymi śladami pobicia dziewczynka dotarła do domu - zauważa Sławomir Konieczny.
Dyrektor gimnazjum, do którego chodzi 15-latka, uważa, że pracownicy szkoły postąpili prawidłowo. - Jej mama przyszła do szkoły przed godz. 15, zastała wicedyrektorkę i opowiedziała jej o wszystkim. Moja zastępczyni powiedziała, żeby ona zgłosiła to policji. Do zdarzenia doszło poza terenem szkoły. Ale przede wszystkim jest to najbardziej logiczne rozwiązanie. Przecież osoba nieletnia i tak musi być przesłuchana w obecności opiekuna. Dlatego telefon wykonała matka dziewczynki, a nie wicedyrektorka - opowiada dyrektor gimnazjum nr 7 Maria Zawadzka.
Przyznaje, że z dwiema nastolatkami już wcześniej były problemy. - Mają naganne oceny z zachowania, jesteśmy w stałym kontakcie z ich rodzicami - tłumaczy Zawadzka. Jedna z nich podpisuje nawet specjalny dziennik, gdy przychodzi i wychodzi ze szkoły. Dyrektorka podkreśla, że jeśli jeszcze raz nabroją, będzie wnioskowała o kuratora społecznego. Wcześniej może o tym zdecydować sąd rodzinny. - Niebawem trafią tam akta sprawy. Sąd podejmie decyzję o konsekwencjach - dodaje Konieczny.
Sprawą zajmowali się policjanci z wydziału ds. nieletnich i patologii w gorzowskiej komendzie. To nowa komórka, działająca od września ub. r.
Specjaliści z wydziału alarmują: podobnych zdarzeń jest coraz więcej. Co zatrważające, częściej dziewczynki są bardziej agresywne niż chłopcy. Potrafią tak zaognić konflikt, że dochodzi do bójki. Policjanci podkreślają, że sami z takimi zachowaniami nie wygrają. Potrzebna jest współpraca rodziców i pedagogów. - Rodzice często tłumaczą, że nie mają na to czasu. A wielu pedagogów zdaje się nie zauważać problemu. Nie można liczyć, że sprawa rozejdzie się po kościach i problem sam się rozwiąże - kończy Konieczny.
- 53 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
za pobicie releguje sie ze szkoly
wybitniemadry
07.01.10, 22:00
polaki sa za glupie zeby sensownie rzadzic krajem»
-
To jest właśnie pokolenie JP2.
trombozuh
07.01.10, 22:02
A wy, parafianie, zamiast tracić czas na czytanie głupot, szykujcie kasę dlaksiędza po kolędzie.»
-
Cztery 15-latki pobiły dziewczynę. W samym cent...
ghostdog76
08.01.10, 04:40
...sterylizacja ,kastracja , utylizacja chołoty -to lekarstwo .»
Najczęściej czytane24 htydzień




