Cztery 15-latki pobiły dziewczynę. W samym centrum Gorzowa

Kamil Siałkowski
07.01.2010 , aktualizacja: 07.01.2010 17:12
A A A Drukuj
Była godz. 14. W centrum Gorzowa, przy galerii Askana cztery 15-latki pobiły swoją rówieśniczkę. Bulwersuje jednak nie tylko zachowanie nastolatek. Nikt z przechodniów nie pomógł zaatakowanej dziewczynie.
Policja
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Policja
- To przecież nie wydarzyło się w lesie, a przy największym w mieście centrum handlowym, przy ruchliwej ulicy, z 80 metrów od szkoły. Co by powiedzieli, gdyby tam doszło do większego nieszczęścia? - dziwi się Sławomir Konieczny z zespołu prasowego gorzowskiej policji.

Do zdarzenia doszło we wtorek. Była godz. 14. Młoda gorzowianka skończyła lekcje i wyszła ze szkoły (uczy się w gimnazjum nr 7 przy Estkowskiego). Dwie 15-latki, które chodzą do tego samego gimnazjum, wyszły za nią. Nieopodal Askany czekały ich dwie koleżanki (uczą się w gimnazjum nr 3 przy ul. Szkolnej). We czwórkę napadły na rówieśniczkę.

Policja ustaliła, że wszystko dokładnie wcześniej zaplanowały. - Podzieliły się rolami. Jedne trzymały dziewczynę, drugie kopały i biły pięściami po twarzy - opowiada Konieczny. Dlaczego zaatakowały? - Powód jak zwykle w takich przypadkach był błahy. Koleżanka ze szkoły podobno źle się na nie spojrzała - mówi.

Funkcjonariusze, w wysłanej do "Gazety" notce dziwili się, że o sprawie poinformowała policję matka dziewczynki, a nie pracownicy szkoły, którzy wiedzieli o całym zajściu. - Dopiero interwencja rodziców pokrzywdzonej nastolatki doprowadziła do przekazania informacji policji. Po tym, jak z licznymi śladami pobicia dziewczynka dotarła do domu - zauważa Sławomir Konieczny.

Dyrektor gimnazjum, do którego chodzi 15-latka, uważa, że pracownicy szkoły postąpili prawidłowo. - Jej mama przyszła do szkoły przed godz. 15, zastała wicedyrektorkę i opowiedziała jej o wszystkim. Moja zastępczyni powiedziała, żeby ona zgłosiła to policji. Do zdarzenia doszło poza terenem szkoły. Ale przede wszystkim jest to najbardziej logiczne rozwiązanie. Przecież osoba nieletnia i tak musi być przesłuchana w obecności opiekuna. Dlatego telefon wykonała matka dziewczynki, a nie wicedyrektorka - opowiada dyrektor gimnazjum nr 7 Maria Zawadzka.

Przyznaje, że z dwiema nastolatkami już wcześniej były problemy. - Mają naganne oceny z zachowania, jesteśmy w stałym kontakcie z ich rodzicami - tłumaczy Zawadzka. Jedna z nich podpisuje nawet specjalny dziennik, gdy przychodzi i wychodzi ze szkoły. Dyrektorka podkreśla, że jeśli jeszcze raz nabroją, będzie wnioskowała o kuratora społecznego. Wcześniej może o tym zdecydować sąd rodzinny. - Niebawem trafią tam akta sprawy. Sąd podejmie decyzję o konsekwencjach - dodaje Konieczny.

Sprawą zajmowali się policjanci z wydziału ds. nieletnich i patologii w gorzowskiej komendzie. To nowa komórka, działająca od września ub. r.

Specjaliści z wydziału alarmują: podobnych zdarzeń jest coraz więcej. Co zatrważające, częściej dziewczynki są bardziej agresywne niż chłopcy. Potrafią tak zaognić konflikt, że dochodzi do bójki. Policjanci podkreślają, że sami z takimi zachowaniami nie wygrają. Potrzebna jest współpraca rodziców i pedagogów. - Rodzice często tłumaczą, że nie mają na to czasu. A wielu pedagogów zdaje się nie zauważać problemu. Nie można liczyć, że sprawa rozejdzie się po kościach i problem sam się rozwiąże - kończy Konieczny.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 53 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Dołącz do nas na Facebooku