Przystań w Gorzowie: piękna, duża i pusta

Kamil Siałkowski
02.02.2010 , aktualizacja: 02.02.2010 17:48
A A A Drukuj
Przystań wioślarska w Gorzowie Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta Przystań wioślarska w Gorzowie
Budowlańcy zeszli z placu budowy przystani wioślarskiej. Uczelnia nie wprowadzi się jednak do obiektu, bo nie ma pieniędzy na sprzęt. Nie wiadomo, kiedy będą
Specjaliści od budowania marki uznali, że Gorzów można opisać hasłem Przystań. Pod jednym względem jest niefortunne. Gdy odniesiemy to uczelni sportowej i jej przystani, czeka nas marketingowa klapa.

Wioślarska przystań nad Wartą miała być gotowa we wrześniu ub. roku. Tego terminu nie udało się dotrzymać. Firma Romus z podgorzowskiej Baczyny, klucze do nowoczesnego obiektu ostatecznie przekazała uczelni 13 stycznia.

Zamiejscowy Wydział Kultury Fizycznej w Gorzowie nie wydał na wielką inwestycję (takiej przystani na rzece nie ma w całej Europie) ani złotówki. Wywalczył 7 mln zł z Ministerstwa Sportu i Turystyki, ponad 3 mln zł dostał od miasta.

Brakuje miliona

Równocześnie sportowa uczelnia miała się postarać o dodatkowy 1 mln zł, który był potrzebny na wyposażenie. - Trzeba na dobrym poziomie urządzić 13 pokoi w części hotelowej, potrzebny jest sprzęt audiowizualny do sali konferencyjnej. Myślimy też o zakupie kilkunastu ergometrów - opowiada dr hab. Tomasz Jurek, dziekan uczelni.

Moment poszukiwań pieniędzy na zakupową listę marzeń uczelnia jednak przespała. W połowie stycznia pracownicy ZWKF weszli do budynku, prowadzą w nim całodobowy dozór. Lada dzień uczelnia ma otrzymać zgodę z magistratu na użytkowanie obiektu. A pieniędzy na sprzęt jak nie było, tak nie ma.

- Nie można nam zarzucić, że nic nie robiliśmy. Od blisko dwóch lat walczymy w ministerstwie o kolejne wsparcie. Sprzęt będzie służył także wyczynowym sportowcom, dlatego urzędnicy z Warszawy powinni być zainteresowani pełnym zakończeniem tej inwestycji. Czekamy przede wszystkim na pomoc ministerstwa, żeby postawić tę kropkę nad i - mówi dziekan Jurek.

Sprawdziliśmy. Na liście kilkudziesięciu strategicznych inwestycji wspieranych przez ministerstwo w ostatnich latach są pieniądze na budowy bądź modernizacje obiektów. Minister nie praktykuje dofinansowywania wyposażenia. Ale np. budowa gorzowskiej przystani na tej liście się nie znalazła, a uczelnia pieniądze dostała. Podobnie może być z wyposażeniem. Ale nie musi. Oficjalnej odpowiedzi z Ministerstwa Sportu wczoraj nie dostaliśmy.

Skąd uczelnia weźmie pieniądze, jeśli minister ich nie da? - 200 tys. zł mamy dostać od miasta. Powinniśmy to przeznaczyć na zagospodarowanie części hotelowej, aby przystań zaczęła zarabiać. Nie mamy szans na wsparcie od poznańskiej AWF, pod którą podlegamy. Swoich środków również nie mamy. Chcemy zwrócić się o pomoc do marszałka. Mógłby zrobić coś dla lubuskiego wioślarstwa - wymienia wice kanclerz Wiesław Kuhnert.

Jest nadzieja, że pomoże Polski Związek Towarzystw Wioślarskich. - Nie powiedzieli nie - mówi Piotr Basta, trener wioślarzy AZS AWF.

Podpowiada też inne rozwiązanie: - Można po prostu wydać mniej. Minimalny koszt to 400 tys. zł. Takie pieniądze uczelni na pewno będzie łatwiej uzbierać - podkreśla Basta.

Otwarcie bez lodu na Warcie?

ZWKF nie wie, kiedy otworzy przystań. - Dopóki będzie tam 2,7 tys. m kw. pustki, na pewno nie wpuścimy nikogo do środka. Pusty budynek to możemy otworzyć nawet w przyszłym tygodniu, ale chcemy całość wykończyć. Przecież nie wstawia się starych mebli do nowego mieszkania. Życzyłbym sobie, aby na wiosnę, gdy wioślarze i kajakarze wychodzą na Wartę, udało się już choć w części przystań urządzić. Przynajmniej dla sportowców - opowiada Kuhnert.

Przyznaje, że gorzowska uczelnia musi się rozliczyć z ministerstwem z pieniędzy wydanych na inwestycję do końca czerwca. - I lepiej dla nas, jakby do tego czasu wszystko już działało - wzdycha wicekanclerz ZWKF.

Opóźnieniami w uruchomieniu przystani rozczarowany jest prezydent Tadeusz Jędrzejczak. - Jesienią chcieliśmy urządzić na Warcie pokazowe regaty wioślarskie. Musieliśmy zrezygnować z tego pomysłu. Może uda się w tym roku. Ta przystań wcale nie musiała być tak ogromna, nie musiała kosztować ponad 10 mln zł - podkreśla prezydent Jędrzejczak.

Mocniejszych słów używa radny Artur Radziński. - Nieudolność uczelni to obciach dla miasta. Przy takich inwestycjach nie ma miejsca na prowizorkę. To tak, jakbyśmy kupili mieszkanie, wprowadzili się i spali na karimacie, bo zbrakło na meble. Obiekt miał być chlubą Gorzowa, a jest inwestycją, której powinniśmy się wstydzić. Pięknie wygląda tylko z zewnątrz - komentuje Radziński.

Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Pogarda dla podatników korsak77 02.02.10, 23:44

    PS. Jedrzejczak to dobry i uczciwy Prezydent - to słowa naszego głównego piewcy Bernarda. Coż za odmiana. Magistrat ma byc ostrożny z pakowaniem pieniedzy. Mleko się już rozlało. Ostrożnośc »

  • Nie musiał(a) danny_boy 04.02.10, 20:59

    Ta przystań wcale nie musiała być tak ogromna, nie musiała kosztować ponad 10 mln zł - podkreśla prezydent Jędrzejczak.Identyczne słowa dotyczą stadionu żużlowego - dla mieszkańców obecny »

Dołącz do nas na Facebooku