Nagroda dla listonosza, który ratuje ludzi z pożaru

Kamil Siałkowski
10.02.2010 , aktualizacja: 11.02.2010 13:31
A A A Drukuj
Owinąłem twarz ręcznikiem, wbiegłem do mieszkania i siłą wyciągnąłem z niego kobietę. Nie chciała wyjść - opowiada listonosz Marcin Masternak. Gratulują mu strażacy, wojewoda lubuski Helena Hatka i dyrektor poczty.
Spotkanie u wojewody lubuskiego. Od lewej komendant Stanisław Węsierski, wojewoda Helena Hatka i bohaterski listonosz Marcin Masternak
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Spotkanie u wojewody lubuskiego. Od lewej komendant Stanisław Węsierski, wojewoda Helena Hatka i bohaterski listonosz Marcin Masternak


Ubiegła środa, krótko po godz. 10. W jedynym z gorzowskich wieżowców przy ul. Chłopickiego pali się mieszkanie Marii Kisielewskiej w klatce 1A, dokładnie pod siódemką.

Listonosz Marcin Masternak, 31-latek, ojciec dwóch synów, wie, kto tam mieszka. - Znam tu wszystkich z nazwiska. Cztery lata to był mój rejon. Dwa tygodnie przed pożarem oddałem go koledze - opowiada.

- Zaniosłem listy do "trzynastki" [zespół szkół przy ul. Szwoleżerów - red.]. Wyszedłem z budynku i widzę, że w bloku naprzeciwko szkoły płonie mieszkanie. Wezwałem straż, z sąsiadem ruszyliśmy windą na trzecie piętro. Pierwsze drzwi wyrwałem. Drugie, antywłamaniowe. Pani Maria zawsze zamykała je na dwa rygle. Zacząłem uderzać na wysokości zamków. Z 20 razy. Nie miałem już siły. Pomógł mi pan Ziębakowski. Bił, dopóki nie otworzył. Do tej pory nie mogę pojąć, jak tę zaporę udało nam się sforsować - przyznaje Masternak.

Do mieszkania wchodził z siedem razy. Chyba. Tyle prób potrafił wczoraj zliczyć. Przed tygodniem działała adrenalina. - Wbiegałem do pokoju, zatrzymywał mnie dym. Próbował też pan Szulc w masce tlenowej, też nie dał rady. Krzyczałem: Czy pani żyje? Odpowiadała kilka razy. Sąsiadka przyniosła mokre ręczniki. Wchodziłem do mieszkania kilka razy, wracałem na klatkę, aby zaczerpnąć powietrza. Pomyślałem: teraz albo nigdy. Owinąłem twarz ręcznikiem, wbiegłem z latarką. Paliło się w drugim pokoju. Pani Maria nie chciała wyjść, trzymała się łóżka. Zaczęła mnie bić po twarzy. Złapałem ją z całych sił z tyłu za kołnierz. I ciągnąłem po podłodze. Jeszcze złapała się futryny. W końcu udało nam się razem z sąsiadami ją wyciągnąć - opowiada listonosz. Po chwili na miejsce przyjechali strażacy, którzy ugasili pożar. Kobietę i listonosza odwieziono do szpitala. Wyszedł po kilku godzinach. Kobieta była w ciężkim stanie, miała poparzone drogi oddechowe. Wróciła do zdrowia. Wyszła ze szpitala na początku tygodnia.

Wczoraj bohaterski listonosz od wojewody Heleny Hatki dostał pamiątkowy zegarek, album z fotografiami lubuskiej przyrody i list gratulacyjny. - Pan jest wielki. Zaraził pan sąsiadów odwagą i dzięki wam ta kobieta żyje - chwaliła wojewoda Hatka.

O nagrodę i specjalne pocztowe odznaczenie wystąpi dyrektor gorzowskiego oddziału poczty Stanisław Kisiel. - W październiku będzie święto poczty i Marcin na pewno będzie tam głównym bohaterem - mówi. Przyznaje, że gorzowski oddział na swoją nagrodę dla listonosza przeznaczył kilka tysięcy złotych.

Stanisław Węsierski, komendant wojewódzki straży pożarnej: - Pan Marcin zachował spokój, to było najważniejsze. Mógł sam zginąć - podkreśla Węsierski. I dodaje, że strażacy zwrócili się z prośbą do prezydenta Lecha Kaczyńskiego o przyznanie Masternakowi medalu za męstwo i odwagę.

- Może listonosz-bohater przejdzie teraz do straży pożarnej? - pytamy.

- Nie! Marcin będzie pracował na poczcie, ile tylko będzie chciał. Taki pracownik to skarb - podkreśla dyrektor Kisiel.

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Dołącz do nas na Facebooku