Doktorantka zwolniona z PWSZ za Solidarność?

Dariusz Barański
22.02.2010 , aktualizacja: 23.02.2010 10:12
A A A Drukuj
Magdalena Leszczyńska Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta Magdalena Leszczyńska
Gorzowska uczelnia zwolniła dyscyplinarnie swoją doktorantkę Magdalenę Leszczyńską. Kobieta twierdzi, że za zakładanie związku zawodowego Solidarność.
Magdalena Leszczyńska
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Magdalena Leszczyńska

Polecamy: Na gorzowskiej PWSZ można już zrobić magistra



Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie zatrudnia ponad 400 osób, z tego ponad połowa to pracownicy dydaktyczni. Jedną z nich od 2001 r. była Magdalena Leszczyńska. Była, bo z końcem grudnia została zwolniona dyscyplinarnie.

Powodem zwolnienia według uczelni były brak aktualnych badań lekarskich oraz nieusprawiedliwiona nieobecność między 26 listopada a 3 grudnia ub. r. Magdalena Leszczyńska odpiera te zarzuty. - Są absurdalne. Zaświadczenie o aktualnych badaniach lekarskich dostarczyłam jeszcze 15 grudnia - mówi. Przypomina też, że nigdy nie miała problemów z pracodawcą i nie było skarg na jej pracę. Mógłby to być jedynie jeden z licznych sporów między pracodawcą a byłym pracownikiem, gdyby nie pewien fakt: Magdalena Leszczyńska jest szefową Tymczasowej Komisji Zakładowej Solidarności w gorzowskiej PWSZ. Związek powstał na początku grudnia ub. r., a jej szefową zwolniono dyscyplinarnie niespełna miesiąc później.

- Szkoła nie miała podstaw do zwolnienia mnie z pracy. Ponadto jako szef związku jestem pracownikiem chronionym - uważa Leszczyńska. - Zresztą podane przyczyny zwolnienia nie kwalifikują do zwolnienia dyscyplinarnego. To na pracodawcy ciąży obowiązek skierowania na badania lekarskie. Również uczelnia musi udowodnić, że pracownik nie świadczył pracy, choć wiedział, że ma taki obowiązek - dodaje Jarosław Porwich, przewodniczący Zarządu Regionu NSZZ Solidarność.

Leszczyńska twierdzi, że stawiła się na uczelni przed końcem długotrwałego urlopu zdrowotnego, aby otrzymać grafik zajęć. Nie przydzielono jej jednak obowiązków. - Czy jej praca miała więc polegać na spacerowaniu po korytarzu przed gabinetem rektora? - ironizuje Porwich. Związek uważa zwolnienie doktorantki za szykanowanie związkowców.

Wczoraj w sądzie rejonowym odbyła się pierwsza rozprawa. Nie doszło do ugody. - Uczelnia weźmie wszystkie rozsądne sugestie pod uwagę. Dziś jest jednak jeszcze za wcześnie, aby ocenić, czy postawa powódki miała charakter pozorny, czy kierowała się własnymi partykularnymi interesami, czy też działała w imieniu całej większej grupy zawodowej - powiedziała po wyjściu z sali Ewa Głowiak, radca prawny i pełnomocnik PWSZ. Tłumacząc prawniczy żargon, uczelnia chce się dowiedzieć: czy Leszczyńska założyła "S", aby chronić siebie, czy też aby reprezentować interesy innych pracowników uczelni. Pełnomocnik PWSZ zaprzecza, by o zwolnieniu decydowały antyzwiązkowe nastawienie uczelni. - Jestem przekonana, zawodowo i prywatnie, że rektor uczelni wykonuje dobrą robotę, działa prostudencko, bierze pracowników pod swoje skrzydła. Na pewno nie zwalnia za działania związkowe - mówi Głowiak. To, że "uczelnia rozważy sugestie", nie oznacza jednak, że zakłada ugodę.

O ugodzie nie myślała również Leszczyńska. - Miałam nadzieję na to, że ta sprawa zakończy się na pierwszym posiedzeniu przywróceniem mnie do pracy. Dlatego nie jestem do końca zadowolona. Czy chciałabym kompromisu? Liczę na powrót do pracy - mówi.

Kolejna rozprawa w marcu. Mimo zwolnienia z PWSZ Magdalena Leszczyńska jest nadal przewodniczącą związku na uczelni i - jak zapewnia - nadal zamierza kontaktować się z władzami uczelni. Do Solidarności na PWSZ wstąpiło kilkunastu członków. - I będzie ich więcej. Obecnie pracujemy nad powołaniem Społecznej Inspekcji Pracy - zapowiada Leszczyńska.

Podziel się

  • 105 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

Dołącz do nas na Facebooku