Koniak dla księży zamiast słodyczy dla dzieci

Maja Sałwacka
11.03.2010 , aktualizacja: 15.03.2010 08:58
A A A Drukuj
Wójt Lubiszyna donosi prokuraturze, że radny kupował słodycze na lewe faktury. Zamiast łakoci, kupił alkohol dla księży na bożonarodzeniową imprezę. - Wójt mści się, bo wysłałem go na odwyk - tłumaczy radny.

Fot. Rafal Michalowski / AGENCJA GAZETA
Lubiszyn to niewielka gmina pod Gorzowem. Ostatnio zrobiło się o niej głośno, gdy radni wystąpili z projektem uchwały, żeby obniżyć pensję wójtowi. Tłumaczyli, że szef gminy tygodniami nie pojawia się w pracy. Alarmowali, że w urzędzie jest zastój i wysyłali wójta na leczenie (wytykali mu problemy z alkoholem). W grudniu podjęli uchwałę o ucięciu zarobków. Wójt odwołał się i prawnicy wojewody przyznali mu rację. Uznali uchwałę za nieprawomocną ze względów formalnych. Uchwała drugi raz nie weszła już pod obrady, choć radni nie ukrywali, że przygotowują się do drugiej próby.

Wczoraj w Lubiszynie znów zawrzało. I znów poszło o alkohol. Ale tym razem to wójt Tadeusz Piotrowski ujawnił alkoholowy szwindel. Dokopał się do "lewej" faktury, którą w połowie lutego złożył w gminie Eugeniusz Leśniewski, przewodniczący rady miejskiej. Urząd miałby zwrócić radnemu 140 zł, za to, że ten kupił łakocie dzieciom, które brały udział w Festiwalu Piosenki Bożonarodzeniowej w Ściechowie. Impreza odbyła się w połowie stycznia. Na festiwal przyjechało ponad 70 uczniów. Tyle że nikt słodyczy nie jadł, bo ich... nie było. Za fikcyjnym rachunkiem ukryto alkohol. - Na fakturze znalazły się banany, ciastka i wafelki. Byłem na tym festiwalu i nie widziałem takich rzeczy na stołach. Dyrektorka szkoły też potwierdziła, że nie otrzymała smakołyków od radnego. Nie wiem, na co radny wydał pieniądze, ale mogę się tylko domyślać, że była to rzecz, której nie można było oficjalnie wpisać w protokół. A ja się pod tym nie podpiszę - zarzeka się wójt Tadeusz Piotrowski. Dodaje, że podejrzewa, iż radny zamiast słodkości kupił alkohol. Wczoraj zgłosił sprawę prokuratorom.

Grażyna Maślej, dyrektor Zespołu Szkół w Ściechowie, współorganizatorka festiwalu potwierdza, że radny nie przekazał szkole żywności. - Imprezę organizujemy z unijnych pieniędzy. Był obiad, potem pączki i ciasto. Rada ufundowała tylko nagrody dla dwóch uczniów. Nie wiem, skąd wzięła się faktura na słodycze - wzdycha dyrektorka.

Eugeniusz Leśniewski, przewodniczący rady gminy, przyznaje, że przedłożył w urzędzie kilka faktur. Pierwszą na zakup lalki Barbie i tornistra - nagród dla uczestników festiwalu, drugą na 20 róż, które w podziękowaniu za organizację imprezy dostała dyrektorka szkoły. I trzecią na słodycze, które trafiły do... jego domu. - Musiałem tak zrobić, by odzyskać pieniądze, które wydałem na zakup koniaków - przyznaje. - Festiwal współorganizują księża. Chcieliśmy im podziękować, za kawał dobrej roboty. Ale wiadomo, że faktury ze sklepu monopolowego przedłożyć w gminie nie mogłem - mówi. Radny zrobił zakupy w spożywczaku i tę fakturę zaniósł do urzędu. - Nikogo nie oszukałem. Za dwa koniaki z własnego portfela zapłaciłem 140 zł i na tyle opiewała faktura złożona w gminie. Nie wyłudziłem ani grosza, a wójt chce ze mnie zrobić złodzieja - tłumaczy Leśniewski.

- Dlaczego kupował pan akurat koniaki? - pytamy. - To nie był tylko mój pomysł. Uzgodniliśmy tak na komisji rady. Z dziesięciu radnych uznało, że koniak to dobry prezent dla księży. Godny. Na mojej głowie pozostało, jak rozwiązać problem faktury. Nie robiłem z tego tajemnicy, wszyscy wiedzieli, jak chciałem wybrnąć z zakupu niestandardowego prezentu - wyjaśnia. Radny podejrzewa, że wójt próbuje się zemścić za to, że Leśniewski krytykował go podczas sesji. Przewodniczący sugerował, by wójt poddał się terapii odwykowej.

Wójt: - Fakt, próbował mnie zdyskredytować w oczach radnych, ale żalu do niego nie mam. Może działał pod publiczkę, bo zjechała się telewizja? Sprawa faktury nie jest zemstą, bo ja po prostu mściwy nie jestem. Musiałem zawiadomić prokuraturę. Gdybym przymknął oko, ktoś mógłby mi zarzucić, że nie reaguję na łamanie prawa - opowiada Piotrowski.

W to, że Leśniewski chciał wyłudzić pieniądze, nie wierzą jego koledzy z ratusza. - To zamożny człowiek [radny uprawia ponad sto hektarów ziemi - przyp. red.]. Wątpię, by połaszczył się na takie pieniądze. Ale jeśli okaże się winny, powinien sam oddać mandat - opowiada radny Artur Terlecki. Radny Daniel Miłostan uważa, że Leśniewski powinien stracić mandat, zanim sprawa znajdzie finał w sądzie. - Jeśli to prawda, zagłosuję za jego odwołaniem. Radny ośmiesza gminę i całą radę, w której imieniu wystawia fikcyjne rachunki - tłumaczy.

Dariusz Domarecki, rzecznik gorzowskiej prokuratury okręgowej: - Na razie nie wpłynęło do nas zawiadomienie, więc trudno nam oceniać sytuację. Jeśli doniesienie wpłynie, prokuratorzy w ciągu 30 dni podejmą decyzję o ewentualnym wszczęciu dochodzenia. Nie ma tu znaczenia, na jaką kwotę opiewała faktura - przyznaje prokurator. Za posługiwanie się przerobionym lub podrobionym dokumentem grozi do 5 lat więzienia. Radny, który zostanie prawomocnie skazany, traci natychmiast mandat.

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Dołącz do nas na Facebooku