Cichowlas kontra szpital: team Wandy Szumnej kontratakuje
18.03.2010
, aktualizacja: 18.03.2010 17:57
Były rzecznik szpitala Krzysztof Cichowlas walczy w sądzie z dyrekcją lecznicy. - Chodzi o odszkodowanie. Domagam się od szpitala symbolicznych 8,2 tys. zł. To bardziej sprawa ambicji, niż dla pieniędzy - tłumaczy Cichowlas.
ZOBACZ TAKŻE
- Rzecznik szpitala ze szpitalem walczy w sądzie (05-01-10, 17:24)
- Komentarz: Zadłużony szpital rozdaje pieniądze (09-10-09, 10:54)
- Szeroki gest byłej dyrektorki szpitala (09-10-09, 10:47)
- Rzecznik Cichowlas przegrał ze szpitalem (12-11-10, 17:16)
W października ub. roku ujawniliśmy w "Gazecie", że była dyrektor gorzowskiego szpitala Wanda Szumna, na miesiąc przed zwolnieniem jej ze stanowiska podpisała z trzema pracownikami lecznicy dodatkowe umowy o zakazie konkurencji. Na mocy tych dokumentów Piotr Dębicki (wicedyrektor ds. lecznictwa), Stefan Urbich (wicedyrektor ds. finansowych) i Krzysztof Cichowlas (rzecznik prasowy szpitala i pełnomocnik ds. związków zawodowych) przez rok mieli "powstrzymywać się od wszelkich czynności faktycznych i prawnych naruszających interes pracodawcy".
Obecna dyrekcja lecznicy utrzymuje, że kopie umów nigdy nie znalazły się w dziale kadr, nie wiedziała o nich także księgowa. Do czasu, gdy rzecznik Cichowlas miał zgłosić się do szpitala po pieniądze, które zgodnie z jej zapisami mu się należały. Tłumaczenia szefostwa lecznicy w styczniu b.r. na pierwszej rozprawie potwierdziło trzech świadków: kadrowa Bernadetta Piszczygłowa (zeznała m.in., że umowa ta była poza ewidencją), kierownik działu płac i osoba zajmującą się w lecznicy rozliczaniem kadry zarządzającej i kierowników.
W czwartek w sądzie rejonowym w Gorzowie odbyła się druga rozprawa. Zeznawali wicedyrektorzy Dębicki i Urbich oraz była dyrektor Wanda Szumna. Przedstawili swoją, w wielu kwestiach zupełnie odmienną, wersję wydarzeń. - Umowy przygotowywała kadrowa, która miała się w tej sprawie konsultować z prawnikiem Leszkiem Kanią. O wszystkim wiedziała - opowiadała przed sądem Szumna. - Członkowie zarządu mieli już dość nagonki medialnej. Obawiałam się, że będą chcieli odejść. To byli specjaliści. Tworzyliśmy razem niezły, skuteczny team. Chciałam, żeby dalej pracowali w Gorzowie, nawet pod rządami nowej dyrekcji. Liczyło się dla mnie tylko dobro szpitala - tłumaczyła.
Stefan Urbich przyznał jednak, że motywem sporządzenia umowy mogło być "ryzyko konieczności odejścia ze szpitala w przypadku zwolnienia Szumnej".
Piotr Dębicki opowiadał, że spotkał się z dyrektorem Andrzejem Szmitem i uznał dokument za niebyły. - Nie zależało mi na takiej umowie, bo miałem dużo innych propozycji pracy. Nie chciałem być uwiązany takim dokumentem - przyznał Dębicki. Stefan Urbich też zrezygnował z umowy o zakazie konkurencji. - Dyrektor Szmit obiecał mi, że będę dalej pracował w szpitalu. W zamian za to, miałem zrezygnować z żądań, co uczyniłem. Ale dyrektor niedługo potem zwolnił mnie i zlikwidował moje stanowisko - podkreślał Urbich.
- Te umowy nam gwarantowały, że zanim nas zwolnią, to się chociaż zastanowią. Też może bym podarł umowę, jak zrobili koledzy, gdyby dyrektor Szmit ze mną porozmawiał. Nie chciał, to spotykamy się w sądzie - mówił po rozprawie Krzysztof Cichowlas. Zapewniał, że jeśli wygra sprawę, pieniądze przekaże na... gorzowski szpital. - Na pewno wesprę kardiologię - podkreślał Cichowlas.
Zeznania poprzedniej dyrekcji wzburzyły obecnych zarządców szpitala: - To wszystko jest szyte grubymi nićmi. Dziwnym trafem pan Cichowlas przedstawił jako dowód w sądzie umowę z pieczątką radcy prawnego, czyli tę kopię która powinna znajdować się w jego aktach osobowych w dziale kadr. Do tego, ten dokument nie jest na papierze firmowym szpitala. Zwalanie winy na kadrową jest moim zdaniem zemstą Cichowlasa za odmowę przyjęcia i zarejestrowania do ewidencji podrzuconej umowy - powiedział "Gazecie" Kamil Jakubowski, wicedyrektor szpitala.
Kolejna rozprawa - 13 maja. Wtedy mają zeznawać obecny dyrektor Andrzej Szmit i prawnik Leszek Kania, który na zlecenie Szumnej opiniował umowy o zakazie konkurencji.
Obecna dyrekcja lecznicy utrzymuje, że kopie umów nigdy nie znalazły się w dziale kadr, nie wiedziała o nich także księgowa. Do czasu, gdy rzecznik Cichowlas miał zgłosić się do szpitala po pieniądze, które zgodnie z jej zapisami mu się należały. Tłumaczenia szefostwa lecznicy w styczniu b.r. na pierwszej rozprawie potwierdziło trzech świadków: kadrowa Bernadetta Piszczygłowa (zeznała m.in., że umowa ta była poza ewidencją), kierownik działu płac i osoba zajmującą się w lecznicy rozliczaniem kadry zarządzającej i kierowników.
W czwartek w sądzie rejonowym w Gorzowie odbyła się druga rozprawa. Zeznawali wicedyrektorzy Dębicki i Urbich oraz była dyrektor Wanda Szumna. Przedstawili swoją, w wielu kwestiach zupełnie odmienną, wersję wydarzeń. - Umowy przygotowywała kadrowa, która miała się w tej sprawie konsultować z prawnikiem Leszkiem Kanią. O wszystkim wiedziała - opowiadała przed sądem Szumna. - Członkowie zarządu mieli już dość nagonki medialnej. Obawiałam się, że będą chcieli odejść. To byli specjaliści. Tworzyliśmy razem niezły, skuteczny team. Chciałam, żeby dalej pracowali w Gorzowie, nawet pod rządami nowej dyrekcji. Liczyło się dla mnie tylko dobro szpitala - tłumaczyła.
Stefan Urbich przyznał jednak, że motywem sporządzenia umowy mogło być "ryzyko konieczności odejścia ze szpitala w przypadku zwolnienia Szumnej".
Piotr Dębicki opowiadał, że spotkał się z dyrektorem Andrzejem Szmitem i uznał dokument za niebyły. - Nie zależało mi na takiej umowie, bo miałem dużo innych propozycji pracy. Nie chciałem być uwiązany takim dokumentem - przyznał Dębicki. Stefan Urbich też zrezygnował z umowy o zakazie konkurencji. - Dyrektor Szmit obiecał mi, że będę dalej pracował w szpitalu. W zamian za to, miałem zrezygnować z żądań, co uczyniłem. Ale dyrektor niedługo potem zwolnił mnie i zlikwidował moje stanowisko - podkreślał Urbich.
- Te umowy nam gwarantowały, że zanim nas zwolnią, to się chociaż zastanowią. Też może bym podarł umowę, jak zrobili koledzy, gdyby dyrektor Szmit ze mną porozmawiał. Nie chciał, to spotykamy się w sądzie - mówił po rozprawie Krzysztof Cichowlas. Zapewniał, że jeśli wygra sprawę, pieniądze przekaże na... gorzowski szpital. - Na pewno wesprę kardiologię - podkreślał Cichowlas.
Zeznania poprzedniej dyrekcji wzburzyły obecnych zarządców szpitala: - To wszystko jest szyte grubymi nićmi. Dziwnym trafem pan Cichowlas przedstawił jako dowód w sądzie umowę z pieczątką radcy prawnego, czyli tę kopię która powinna znajdować się w jego aktach osobowych w dziale kadr. Do tego, ten dokument nie jest na papierze firmowym szpitala. Zwalanie winy na kadrową jest moim zdaniem zemstą Cichowlasa za odmowę przyjęcia i zarejestrowania do ewidencji podrzuconej umowy - powiedział "Gazecie" Kamil Jakubowski, wicedyrektor szpitala.
Kolejna rozprawa - 13 maja. Wtedy mają zeznawać obecny dyrektor Andrzej Szmit i prawnik Leszek Kania, który na zlecenie Szumnej opiniował umowy o zakazie konkurencji.
- 114 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Cichowlas kontra szpital: team Wandy Szumnej ko...
czytelnikgazetywyborczej
19.03.10, 08:59
jedno warte drugiego pseudo managerka i mega super rzecznik zadluzonego pouszy szpitala /jakby byl tam wrecz niezbedny/ czyzby byla pani dyr nie umiala sie wypowiadac po polsku przed mediami»
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć