Woodstock w oczach Romana Polańskiego: Na emeryturze pomogę Jurkowi
31.07.2010
, aktualizacja: 31.07.2010 15:44
Dziennikarze już od kilku lat przedstawiają Romana Polańskiego jako emerytowanego kolejarza z Żar. Tymczasem człowiek, który co roku odgwizduje początek Przystanku Woodstock, zamierza pracować jak najdłużej. - Żeby umrzeć w biegu - żartuje. I obiecuje, że Jurka Owsiaka wesprze kiedyś jeszcze mocniej.
ZOBACZ TAKŻE
- Kondrat: Najważniejsze jest nasze życie, a nie Polska (03-08-10, 09:10)
- Polska się zmienia, a Woodstock wciąż taki sam. Niesamowite! (02-08-10, 08:40)
- Profesor Chybicka walczy z rakiem (02-08-10, 08:28)
- Marek Piwowski: Nakręćmy "Rejs 3" na Przystanku Woodstock! (02-08-10, 08:25)
- To jest nasz piękny kraj! (31-07-10, 15:51)
- Zimoch: Zróbcie Woodstock w czasie Euro 2012 (31-07-10, 15:47)
- Andrzej Kunt: Woodstock nas zmienił (31-07-10, 15:38)
- A za Odrą przystanek Niemcy (31-07-10, 15:35)
- Woodstock: tu wszyscy są dla ciebie bliscy (30-07-10, 09:39)
- Doczekaliśmy się! Startuje 16. Przystanek Woodstock [ZDJĘCIA] (30-07-10, 08:47)
- Trzy przedziały, czyli pociągiem na Woodstock (29-07-10, 17:09)
- Niewypały w pobliżu Przystanku Woodstock (29-07-10, 15:44)
- Owsiak: Woodstockowicze nie czapkują [ZDJĘCIA] (28-07-10, 17:12)
- Przeczytaj i posłuchaj. Woodstock od A do Z (27-07-10, 12:19)
Trzy lata temu spotkałam się z Romanem Polańskim w dokładnie tych samych okolicznościach. Namówiłam go na spacer po woodstockowym polu. I na zwierzenia - jak odbiera dzisiejszych uczestników festiwalu. Wchodzimy na górkę, gdzie stoi namiot Akademii Sztuk Przepięknych. Polański zatrzymuje się, patrzy w dół, na scenę, namioty, ludzi. - Piękny widok. Taki sam jak zwykle. Ale w rzeczywistości wiele się zmienia. Jest więcej bankomatów. Kiedyś pieniądze nosiło się w kieszeni. Dziś woodstockowicze mają tylko plastikową kartę. Mają tu internet, sponsorem jest Allegro. Woodstock zmienia się zgodnie z postępem całego świata. Niech pani zobaczy, ile samochodów stoi przy namiotach. Kiedy młodzież przyjeżdżała do Żar, na siłę upychało się ludzi, żeby zamknąć drzwi w pociągu. Widziałem pociąg, który przyjechał dziś z Olsztyna. Nie był tak zapełniony jak kiedyś - opowiada.
Zaczepia nas para woodstockowiczów. Proszą o zdjęcie z panem Romanem. - Młodzież od czasów żarskich zmieniła się diametralnie. To ludzie ucząco-studiujący. Nie widać już zorganizowanych grup blokersów, którzy dawniej przyjeżdżali z wielkich miast. Nie ma dziwolągów. Jeśli widać skinheadów czy punków, to są to najczęściej osoby, które jedynie się stylizują, ale nie ma już u nich typowego zacięcia w tym kierunku. Młodzież złagodniała. A to starsze pokolenie może wyemigrowało, może wydoroślało
Woodstock w Kostrzynie jest już po raz siódmy. W Żarach, skąd pochodzi Polański, impreza była sześć razy. - Kostrzyn stał się już stolicą Woodstocku. Na dodatek stolicą międzynarodową. Fama o imprezie idzie w świat. Wystarczy też spojrzeć na wykonawców, którzy pojawiają się na scenie. Jurek coraz bardziej idzie w międzynarodówki - mówi. Sam - jak twierdzi - nie jest fanatycznym zwolennikiem ostrego grania. Ale chętnie posłucha koncertów Nigela Kennedy'ego i Lao Che. - Przynajmniej śpiewają coś z sensem. Dla mnie liczą się teksty, a nie tylko takie łubu-du, że głowa się pokiwa. Szkoda, że nie gra Perfect. Bo to moje lata. A przesłania z ich piosenek są nadal aktualne. A Lao Che? Piosenki z Powstania Warszawskiego to rzecz wyjątkowa. Naprawdę przemawiają - tłumaczy.
Polański ma 54 lata. Jest naczelnikiem sekcji w PKP Cargo w Żarach. Na emeryturę wybiera się najszybciej za pięć lat. - Ale daj Boże, żeby to było jak najpóźniej. Nie wyobrażam sobie siedzenia w domu. Chciałbym umrzeć w biegu. To moja życiowa zasada. Nie wyobrażam sobie siedzenia przed telewizorem. Moi koledzy, którzy przechodzą na emeryturę, wchodzą w kapcie, zakładają dres, nie muszą nawet się rano umyć. Po dwóch-trzech latach dziadzieją. A ktoś, kto ma działkę, wnuki, czy chociażby króliki, do późnych lat pozostaje sprawny. Ja już dawno obiecałem sobie, że jak dotrwam do emerytury, zaangażuję się w działalność Wielkiej Orkiestry. To słuszna idea - działać do końca świata i jeden dzień dłużej. Jak wejdę w taki etap życia, to będę ostro działał. Póki pracuję, nie chcę składać Jurkowi takich obietnic. Bo z pracą kolejarza to jest tak, że w domu rozpoczyna się Wigilia, a ja - czapka na głowę i wio do pracy - mówi.
Początek Przystanku Woodstock odgwizdał już po raz trzynasty. Na plastikowym gwizdku sprzed 26 lat z napisem MO.
Zaczepia nas para woodstockowiczów. Proszą o zdjęcie z panem Romanem. - Młodzież od czasów żarskich zmieniła się diametralnie. To ludzie ucząco-studiujący. Nie widać już zorganizowanych grup blokersów, którzy dawniej przyjeżdżali z wielkich miast. Nie ma dziwolągów. Jeśli widać skinheadów czy punków, to są to najczęściej osoby, które jedynie się stylizują, ale nie ma już u nich typowego zacięcia w tym kierunku. Młodzież złagodniała. A to starsze pokolenie może wyemigrowało, może wydoroślało
Woodstock w Kostrzynie jest już po raz siódmy. W Żarach, skąd pochodzi Polański, impreza była sześć razy. - Kostrzyn stał się już stolicą Woodstocku. Na dodatek stolicą międzynarodową. Fama o imprezie idzie w świat. Wystarczy też spojrzeć na wykonawców, którzy pojawiają się na scenie. Jurek coraz bardziej idzie w międzynarodówki - mówi. Sam - jak twierdzi - nie jest fanatycznym zwolennikiem ostrego grania. Ale chętnie posłucha koncertów Nigela Kennedy'ego i Lao Che. - Przynajmniej śpiewają coś z sensem. Dla mnie liczą się teksty, a nie tylko takie łubu-du, że głowa się pokiwa. Szkoda, że nie gra Perfect. Bo to moje lata. A przesłania z ich piosenek są nadal aktualne. A Lao Che? Piosenki z Powstania Warszawskiego to rzecz wyjątkowa. Naprawdę przemawiają - tłumaczy.
Polański ma 54 lata. Jest naczelnikiem sekcji w PKP Cargo w Żarach. Na emeryturę wybiera się najszybciej za pięć lat. - Ale daj Boże, żeby to było jak najpóźniej. Nie wyobrażam sobie siedzenia w domu. Chciałbym umrzeć w biegu. To moja życiowa zasada. Nie wyobrażam sobie siedzenia przed telewizorem. Moi koledzy, którzy przechodzą na emeryturę, wchodzą w kapcie, zakładają dres, nie muszą nawet się rano umyć. Po dwóch-trzech latach dziadzieją. A ktoś, kto ma działkę, wnuki, czy chociażby króliki, do późnych lat pozostaje sprawny. Ja już dawno obiecałem sobie, że jak dotrwam do emerytury, zaangażuję się w działalność Wielkiej Orkiestry. To słuszna idea - działać do końca świata i jeden dzień dłużej. Jak wejdę w taki etap życia, to będę ostro działał. Póki pracuję, nie chcę składać Jurkowi takich obietnic. Bo z pracą kolejarza to jest tak, że w domu rozpoczyna się Wigilia, a ja - czapka na głowę i wio do pracy - mówi.
Początek Przystanku Woodstock odgwizdał już po raz trzynasty. Na plastikowym gwizdku sprzed 26 lat z napisem MO.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




