Że ktoś słowem złym...
07.08.2010
, aktualizacja: 07.08.2010 14:55
Najpopularniejszy radny Witnicy i znany w całym gorzowskim środowisku lekarz został aresztowani przez CBA i wyprowadzony w kajdankach! - anonimowo informował ktoś lokalną gazetę i radio w Gorzowie. - To ohydna plotka, która w małym mieście może zabić - wyjaśnił nam radny i zgłosił sprawę do prokuratury.
Wyjechałem z żoną na krótki urlop za granicę, dosłownie na kilka dni. To był początek lipca. Po powrocie do pracy usłyszeliśmy to po raz pierwszy. Od współpracowników dowiedziałem się, że wraz z żoną zostaliśmy aresztowani przez CBA - opowiada Ryszard Iliaszewicz. - Wkrótce po tym zrozumiałem, że ktoś bardzo się stara i robi wiele, żeby mi zaszkodzić.
Ryszarda Iliaszewicza zna w Witnicy każdy. Zresztą nie tylko w Witnicy. Zna go całe gorzowskie środowisko lekarskie, jest wszak przewodniczącym okręgowego sądu lekarskiego w Gorzowie oraz przewodniczącym rady powiatu gorzowskiego w starostwie powiatowym. Na co dzień prowadzi z żoną dużą praktykę lekarską w Witnicy.
Wśród kandydatów na następną kadencję przewodniczącego rady jest zdecydowanym liderem. Dobrze oceniany, słynie m.in. z tego, że uratował zadłużony szpital powiatowy w Kostrzynie, któremu groziła likwidacja. W konkursie organizowanym przez lokalną gorzowską gazetę czytelnicy przyznali Iliaszewiczowi pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych radnych powiatu.
W nienaganną opinię mocno uderzyła plotka o aresztowaniu. Jedna pielęgniarka dostała taką informację w SMS-ie od znajomego, że lekarz i jego żona zostali aresztowani przez CBA, wyprowadzeni z pracy przez antyterrorystów w kajdankach.
- Nic takiego oczywiście nie miało miejsca, ale ktoś postarał się, by myśleli tak wszyscy - mówił Iliaszewicz. Mieszkańcy Witnicy, pacjenci zaczęli podchodzić do Iliaszewiczów na ulicy, pytali, czy byli aresztowani. SMS-ów o aresztowaniu radnego pojawiło się o wiele więcej. Plotka zataczała coraz szersze kręgi. - Nie wiedziałem, co się dzieje. Nie dało się pracować. Były telefony od pacjentów, mówili, że tak słyszeli, pytali, czy to prawda. Dzwonili z Gorzowa, Kostrzyna, Witnicy, Bogdańca. Do mojej żony telefonował bardzo zdenerwowany prezes Okręgowej Izby Lekarskiej i pytał, czy to prawda. A wyobraża sobie pani, co taka plotka oznacza dla mnie, przewodniczącego sądu lekarskiego, który sądzi innych lekarzy? Na mnie nie może spoczywać nawet cień podejrzenia. Pełnię dwie ważne funkcje i taki zarzut mógłby mnie zniszczyć, mógłby oznaczać koniec - mówi. Cała sprawa mocno dotknęła też rodzinę radnego. Rówieśnicy jego dwóch synów rozmawiali cały czas tylko o aresztowaniu ich ojca. - Synowie raz pojechali z kolegami nad jezioro. I co się okazało? Cały dzień był tylko jeden temat: CBA i nasze aresztowanie. Dla mojej rodziny to było męczące i smutne. Było nam po prostu bardzo przykro, że ktoś nam robi taką krzywdę. Nikomu nie życzę, żeby przechodził przez coś takiego - opowiada radny. Przez prawie cały lipiec wyjaśniał i tłumaczył wszystkim, którzy go pytali o aresztowanie, że to plotka. Ale miarka się przebrała, gdy 20 lipca do redakcji lokalnej gorzowskiej gazety i radia zadzwoniła anonimowa osoba i poinformowała dziennikarzy, że Ryszard Iliaszewicz, osoba pełniąca bardzo ważne funkcje, została aresztowana przez CBA. - Zrozumiałem wtedy, że komuś naprawdę zależy na tym, żeby ta informacja stała się masowa. Że ktoś sięga po naprawdę perfidne narzędzia, by zniszczyć mój wizerunek. Wydaje mi się, że to ma to związek z pełnieniem funkcji przewodniczącego lub ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi jesienią. Wszyscy wiedzą, że jestem mocnym kandydatem. Plotkami w tak małym mieście można kogoś zabić - mówił Ryszard Iliaszewicz i zgłosił sprawę do prokuratury. - Taki czyn jest traktowany jako przestępstwo - zniesławienie, pomówienie, które może narazić poszkodowanego na pozbawienie dobrego wizerunku. Grozi za to kara grzywny lub ograniczenia wolności do roku - informuje Dariusz Domarecki, rzecznik prokuratury w Gorzowie.
Według rzecznika fakt, że były SMS-y z pomówieniami, telefony i e-maile, ułatwi znalezienie sprawcy: - To żaden problem ustalić po numerze IP komputera, z jakiego mieszkania czy miejsca publicznego e-mail został wysłany. Nic nie przechodzi w próżnię. Ktoś pozostawił po sobie ślad.
Ryszarda Iliaszewicza zna w Witnicy każdy. Zresztą nie tylko w Witnicy. Zna go całe gorzowskie środowisko lekarskie, jest wszak przewodniczącym okręgowego sądu lekarskiego w Gorzowie oraz przewodniczącym rady powiatu gorzowskiego w starostwie powiatowym. Na co dzień prowadzi z żoną dużą praktykę lekarską w Witnicy.
Wśród kandydatów na następną kadencję przewodniczącego rady jest zdecydowanym liderem. Dobrze oceniany, słynie m.in. z tego, że uratował zadłużony szpital powiatowy w Kostrzynie, któremu groziła likwidacja. W konkursie organizowanym przez lokalną gorzowską gazetę czytelnicy przyznali Iliaszewiczowi pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych radnych powiatu.
W nienaganną opinię mocno uderzyła plotka o aresztowaniu. Jedna pielęgniarka dostała taką informację w SMS-ie od znajomego, że lekarz i jego żona zostali aresztowani przez CBA, wyprowadzeni z pracy przez antyterrorystów w kajdankach.
- Nic takiego oczywiście nie miało miejsca, ale ktoś postarał się, by myśleli tak wszyscy - mówił Iliaszewicz. Mieszkańcy Witnicy, pacjenci zaczęli podchodzić do Iliaszewiczów na ulicy, pytali, czy byli aresztowani. SMS-ów o aresztowaniu radnego pojawiło się o wiele więcej. Plotka zataczała coraz szersze kręgi. - Nie wiedziałem, co się dzieje. Nie dało się pracować. Były telefony od pacjentów, mówili, że tak słyszeli, pytali, czy to prawda. Dzwonili z Gorzowa, Kostrzyna, Witnicy, Bogdańca. Do mojej żony telefonował bardzo zdenerwowany prezes Okręgowej Izby Lekarskiej i pytał, czy to prawda. A wyobraża sobie pani, co taka plotka oznacza dla mnie, przewodniczącego sądu lekarskiego, który sądzi innych lekarzy? Na mnie nie może spoczywać nawet cień podejrzenia. Pełnię dwie ważne funkcje i taki zarzut mógłby mnie zniszczyć, mógłby oznaczać koniec - mówi. Cała sprawa mocno dotknęła też rodzinę radnego. Rówieśnicy jego dwóch synów rozmawiali cały czas tylko o aresztowaniu ich ojca. - Synowie raz pojechali z kolegami nad jezioro. I co się okazało? Cały dzień był tylko jeden temat: CBA i nasze aresztowanie. Dla mojej rodziny to było męczące i smutne. Było nam po prostu bardzo przykro, że ktoś nam robi taką krzywdę. Nikomu nie życzę, żeby przechodził przez coś takiego - opowiada radny. Przez prawie cały lipiec wyjaśniał i tłumaczył wszystkim, którzy go pytali o aresztowanie, że to plotka. Ale miarka się przebrała, gdy 20 lipca do redakcji lokalnej gorzowskiej gazety i radia zadzwoniła anonimowa osoba i poinformowała dziennikarzy, że Ryszard Iliaszewicz, osoba pełniąca bardzo ważne funkcje, została aresztowana przez CBA. - Zrozumiałem wtedy, że komuś naprawdę zależy na tym, żeby ta informacja stała się masowa. Że ktoś sięga po naprawdę perfidne narzędzia, by zniszczyć mój wizerunek. Wydaje mi się, że to ma to związek z pełnieniem funkcji przewodniczącego lub ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi jesienią. Wszyscy wiedzą, że jestem mocnym kandydatem. Plotkami w tak małym mieście można kogoś zabić - mówił Ryszard Iliaszewicz i zgłosił sprawę do prokuratury. - Taki czyn jest traktowany jako przestępstwo - zniesławienie, pomówienie, które może narazić poszkodowanego na pozbawienie dobrego wizerunku. Grozi za to kara grzywny lub ograniczenia wolności do roku - informuje Dariusz Domarecki, rzecznik prokuratury w Gorzowie.
Według rzecznika fakt, że były SMS-y z pomówieniami, telefony i e-maile, ułatwi znalezienie sprawcy: - To żaden problem ustalić po numerze IP komputera, z jakiego mieszkania czy miejsca publicznego e-mail został wysłany. Nic nie przechodzi w próżnię. Ktoś pozostawił po sobie ślad.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Że ktoś słowem złym...
stomachache
09.08.10, 22:05
Życzę wytrwałości w walce z osobą rozpowszechniającą kłamstwa na tematPańskiej osoby; pomawianie to niestety zjawisko bardzo rozpowszechnione wPolsce, zwłaszcza, że często nie są wyciągane »
Najczęściej czytane24 htydzień




