Chrześcijanin pożarł lwa - reportaż Dużego Formatu z 2005 r. o braciach Marcinkiewiczach

Paweł Krysiak, Włodzimierz Nowak
21.10.2010 , aktualizacja: 21.10.2010 13:24
A A A Drukuj
Rok 1964. Wczasy w Dziwnowie nad Bałtykiem. Na psie siedzi pięcioletni Kazimierz Marcinkiewicz. W wózku - bracia Arek i Mirek. - Mama nam opowiadała, że myśmy się bali wejść na takiego olbrzymiego psa, a Kaziu ani trochę - wspomina dziś Arkadiusz Fot. AG Rok 1964. Wczasy w Dziwnowie nad Bałtykiem. Na psie siedzi pięcioletni Kazimierz Marcinkiewicz. W wózku - bracia Arek i Mirek. - Mama nam opowiadała, że myśmy się bali wejść na takiego olbrzymiego psa, a Kaziu ani trochę - wspomina dziś Arkadiusz
- W 1997 roku przyjechał do Gorzowa Jarosław Kaczyński, wtedy lider niewiele znaczącego PC. Nie za bardzo miał kto z nim gadać. Zadzwoniłem do Kazia. A ten bardzo spokojnie: "Panie Robercie, niech pan zapamięta. Z przegranymi nie warto się spotykać". I nie przyszedł (z opowieści nieprzychylnego premierowi dawnego działacza AWS)
Premier poszedł do komunii, premierowa nie. Dzieci siedzą grzecznie z tyłu, w ławce za rodzicami. Premier wrócił, klęczy, poziewuje. Premierowa zerka na czubek buta. (Ładne czółenka, do tego brązowa spódniczka i tweedowy żakiet). W rodzinie mówią, że premierostwo mają ciche dni. (- Marylka nie chce, żeby Kazik był premierem. Bo rodzina ucierpi).

Rodzina: kino, partia, modlitwa

Rodzina Marcinkiewiczów przyjechała ze wschodu, jak cały powojenny Gorzów. Mieli 60 ha między Mińskiem a Smoleńskiem. W 1920 roku uciekli przed bolszewikami pod Lidę.

Rodzice premiera: Teresa, pracownica urzędu miejskiego na emeryturze, Marian, początkowo krawiec, szył i sprzedawał rzeczy na straganie, potem wieloletni kierownik gorzowskich kin Słońce i Kopernik. Organizował Dni Filmu Radzieckiego, jeździł "pociągiem przyjaźni" do Moskwy. Był w PZPR, jako lektor Komitetu Miejskiego tłumaczył politykę partii. Ale, jak podkreślają synowie, modlił się rano i wieczorem i dom był prawdziwie katolicki.

Braciom: Mireczkowi, Kazkowi i Areczkowi, rzadko udawało się wśliznąć na film niedozwolony. Tata nawet z widowni potrafił wyłapywać "nieletnich oszustów".

Bracia byli ministrantami od I komunii. Chcieli być księżmi, ale mówią, że zabrakło powołania. Kazimierz jeszcze jako nauczyciel służył do mszy. Mirosław (o rok starszy od premiera), ostatnio dyrektor oddziału PKO BP w Skwierzynie, Arkadiusz (o rok młodszy od premiera), z wykształcenia trener siatkówki, największy biznesmen w rodzinie, dzierżawi oba gorzowskie kina: Słońce i Kopernik.

Żona: Maria, z domu Brałko, z podgorzowskich Małomic, nauczycielka nauczania początkowego w szkole podstawowej.

Dzieci: Maciej (23 lata), Ula (22), Stanisław (19) i Piotruś (10).

Premier: Kazimierz Marcinkiewicz z Gorzowa, 46 lat, z wykształcenia nauczyciel fizyki (skończył Wydział Matematyki i Fizyki i Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego), z zawodu polityk, poseł i honorowy obywatel Nebraski (pamiątka po stażu poselskim w Ameryce). Pracę nauczyciela zaczynał od wychowawcy przedszkolnego, potem uczył w podstawówce. Pływa czterema stylami, w młodości dorabiał jako ratownik.

Dwa razy, w 1998 i 2005 roku, znalazł się w dziesiątce najlepszych posłów w rankingu tygodnika "Polityka".

W Gorzowie nikt się za premierem nie ogląda na ulicy. Chodzi bez obstawy. Jeździ kilkuletnim passatem dieslem.

Premierostwo mieszkają w centrum, przy deptaku. Pierwsze piętro nad fryzjerem. Krok do kina Słońce i spacerkiem do katedry. Mieszkanie ze sto metrów. Kiedyś były dwa mieszkania ze wspólną łazienką, ale jak zmarła sąsiadka, Kapustowa, połączyli w jedno. Wykupili od miasta pięć lat temu z należną bonifikatą za 12 861 zł i 45 gr. Podwórko obskurne, na linkach powiewa bielizna. Kamienica poniemiecka, komunalna, zaniedbana.

- Tak wygląda Polska - powie nam później premier. - Od ośmiu lat jestem posłem, ale nigdy nie czyniłem starań, żeby mi poza kolejnością klatkę odmalowali. Nie mam tego w charakterze.

Kariera: z przegranymi nie warto

27 września w telewizji Jarosław Kaczyński namaszcza Kazimierza Marcinkiewicza na premiera. Od 21 października nowy premier ma swój gabinet w Radzie Ministrów.

Dziennikarz gorzowski I (o Marcinkiewiczu pisuje od 13 lat). Zerka w telewizor: - Z wdzięku trochę Terminator, wśród premierów - jak Waldemar Pawlak, zawsze skupiony, napięty. Ale potrafi być sympatyczny. Wśród bliskich podobno wesołek i kawalarz. W Gorzowie mówią, że ma politycznego nosa. Kiedy na przykład Polska kpiła z Gorzowa, że miasto wstydzi się "Śfinstera", golasa z żelaza, Marcinkiewicz stał z boku, chociaż jego "pretorianie", młoda gorzowska prawica, walczyli z golasem z pianą na ustach.

Robert Bagiński (wtedy młody polityk gorzowskiej prawicy, wojewódzki sekretarz i rzecznik tutejszej AWS, teraz zamieszany w oszustwa ubezpiecze-niowe) nie przepada za Marcinkiewiczem i jego kolegami z ZChN. Dostał "po gębie" od Waldemara Fluegla, zastępcy Marcinkiewicza, bo starym działaczom ZChN nie spodobały się wybory Miss AWS, jakie Bagiński zorganizował w nocnym klubie. - Nie przesadzajmy z tym politycznym nosem - cedzi. - ZChN, który działał w Gorzowie jak rodzinna mafia, Kaziu prowadził koncertowo, to prawda. Ale miał wpadki. W 1997, kiedy powstawała w Gorzowie AWS, Marcinkiewicz jako szef ZChN był jednym z jej liderów. Przyjeżdżali do nas z Warszawy różni zepchnięci w cień działacze prawicy na robocze narady polityczne. Przyjechał Jarosław Kaczyński, wtedy lider niewiele znaczącego PC. Wpadł do Zarządu Regionu, nie za bardzo miał kto z nim gadać. Szef Zarządu kazał mi szybko znaleźć kogoś, kto pójdzie z Kaczyńskim na kolację. Zadzwoniłem do Kazia. A ten bardzo spokojnie: "Panie Robercie, niech pan zapamięta. Z przegranymi nie warto się spotykać". I nie przyszedł.

Winko na Schodach Donikąd

- Kaziu też ciągnął winko w krzakach, się nie wyprze - pamiętają koledzy premiera z podwórka. - Bracia Marcinkiewiczowie mieszkali w bloku przy Dzieci Wrzesińskich. Spotykaliśmy się w parku, potem na Schodach Donikąd, tak się nazywają. Normalna łobuzerka. Potem Marcinkiewiczowie święci się bardziej zrobili. Działali w podziemiu. Trzymali się przy kościele.

Arkadiusz: - Od łobuzerki uratowało nas duszpasterstwo akademickie.

1 2 3 4 5 6 7 8 9  następne »

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Dołącz do nas na Facebooku