Zakanale pod wodą. Rolnicy z Krzeszyc pozwą skarb państwa
07.02.2011
, aktualizacja: 07.02.2011 10:13
Mieszkańcy Zakanala, którym woda zalała piwnice i podwórka, będą walczyć w sądzie o odszkodowania. Pozwą instytucje, które ich zdaniem, nie sprawdziły się w walce z powodzią.
ZOBACZ TAKŻE
- Czas naprawić wały przeciwpowodziowe (17-03-11, 11:34)
- Gorzów bez wody. "Nie mamy skąd jej wziąć" (13-03-11, 16:16)
- Powódź: Jest sprzęt, co osuszy piwnice na Zakanalu (17-02-11, 17:23)
- Woda na Zakanalu. Ludzie chcą odszkodowań (16-02-11, 17:41)
- Gorzów: Powódź w schronisku dla psów [WIDEO] (27-01-11, 15:34)
- Miasto ma plan: Przepompownie uratują Zakanale (13-01-11, 15:22)
- Dlaczego pływa Zakanale, a za Niemca było sucho (02-01-11, 17:15)
- Nerwy na Zakanalu: Trzeba udrożnić kanał! [ZDJĘCIA] (26-11-10, 17:22)
- Jak powódź pomogła psom ze schroniska (12-07-10, 18:40)
- Woda na boisku, dookoła powódź... PZPN na to: grajcie, bo będzie walkower! (28-05-10, 18:07)
Na dużych obszarach Zakanala woda stoi od roku. W domu pani Anny Dębeckiej z ul. Międzychodzkiej jest zalana piwnica. Zgnił cały zapas ziemniaków na rok, zalany jest węgiel i drewno do palenia w piecu, ale w piecu palić i tak nie można, bo też jest zalany. Wody wypompować się nie da, bo stary, poniemiecki dom popękał od wilgoci. Strażacy powiedzieli, że przez pompę ściany mogłyby popękać jeszcze bardziej.
Tak wygląda sytuacja wielu mieszkańców Zakanala. Według Społecznego Komitetu Zakanala problem dotyczy z pewnością co najmniej tysiąca gospodarstw. Najczęściej woda stoi w piwnicach domów, tak, jak u pani Anny. Zdarza się jednak, że zalane są całe posesje, ogrody, sady, szklarnie. Zniszczone są drzewa, zgniły sadzonki w ogrodach, zagrzybione są ściany domów, w wielu z nich pękają. Większość poszkodowanych mieszkańców musiała kupić pompy do odwadniania piwnic czy podwórek, specjalne kominki do ogrzewania domów, gdy nie można było palić w piecach w zalanych piwnicach, musieli też osuszać zagrzybione ściany. - Średnio każdy z nich stracił na to po kilka tysięcy, do tego dochodzą straty spowodowane zalanymi ogrodami - mówi Zdzisław Szuleta z Komitetu. Sam do domu może już dojść bez gumowców, ale jeszcze niedawno było to niemożliwe. Ale z tyłu domu woda sięga do 75 cm. Każdego dnia dzwonią do niego mieszkańcy zalanych części Zakanala i pytają, jak można złożyć pozew do sądu. - Już teraz jest tym zainteresowanych kilkadziesiąt osób - mówi Szuleta. - W przyszłym tygodniu planujemy spotkanie z prawnikiem, który wytłumaczy nam, jakie dokumenty musimy przygotować i od jakich instytucji powinniśmy domagać się odszkodowań - tłumaczy.
Przez powódź mocno ucierpieli też rolnicy, głównie z okolic Krzeszyc. Pozwy od nich trafiły już do sądów: te, gdzie straty przekraczały 75 tys., do okręgowego w Gorzowie, w przypadku strat poniżej 75 tys. do rejonowego w Sulęcinie. A do firmy prawniczej o nazwie Gorzowskie Centrum Odszkodowań wciąż trafiają kolejne zgłoszenia od rolników. Pozywają skarb państwa i reprezentujące go instytucje odpowiedzialne za niewłaściwe działania podczas powodzi, które nie uchroniły rolników od ogromnych strat. To głównie rolnicy uprawiający brokuły, kalafiory, kapustę i ziemniaki. Przez wodę stojącą na ich polach od lata stracili swoje tegoroczne uprawy. Wycenę strat zrobiło około 50 rolników, część z nich złożyła już pozwy, cały czas dochodzą kolejni. Są tacy, którzy stracili przez powódź osiem czy dziesięć tysięcy, i tacy, którzy stracili nawet 600 tys. Przygotowywany jest też pozew od rolnika, którego straty sięgają miliona.
- Dziś ci ludzie są bez niczego - mówi Michał Andrusyszyn, prawnik z Gorzowskiego Centrum Odszkodowań. - Stracili to, w co zainwestowali, wielu z nich po prostu klepie dziś biedę. Nie mają pieniędzy, by zasiać kolejne uprawy. Ponadto rolnicy zwykle robią tak, że za sadzonki płacą dopiero po zbiorach. A że zbiorów w tym roku nie było, nie mają jak za nie zapłacić. Zostali więc też z długami. To są ewidentne zaniedbania urzędu melioracji, rowy były koszone i pogłębiane ostatnio kilka lat temu - tłumaczy Andrusyszyn. - To niespotykane w kraju, że tak duża grupa ludzi składa pozwy, i to na taką kwotę przeciwko takiemu gigantowi. To będzie krucjata - mówi.
W Deszcznie natomiast kilkanaście domów jest odciętych od świata, bo zalane są drogi. W sumie zalane jest 20 km dróg, woda na nich jest wysoka od 20 cm nawet do metra. Niektórzy do domów mogą dojechać jedynie ciągnikiem. - W najgorszej sytuacji są gospodarstwa i drogi w miejscowościach bezpośrednio przy wale, jak Ciecierzyce czy Borek. Na bieżąco reagowaliśmy na problemy, umacnialiśmy wał i pompowaliśmy wodę. Ale to były tak duże koszty, kilka tysięcy dziennie, że zaniechaliśmy, gdy okazało się niedawno, że woda na Warcie ma tendencje spadkowe - mówi wójt gminy Deszczno Jacek Wójcicki. - Ewidentnie trzeba naprawić wały i meliorację, które były zaniedbane przez ostatnie 20 lat - twierdzi wójt. Koszt naprawy zalanych dróg szacuje na 200 tys.
Tak wygląda sytuacja wielu mieszkańców Zakanala. Według Społecznego Komitetu Zakanala problem dotyczy z pewnością co najmniej tysiąca gospodarstw. Najczęściej woda stoi w piwnicach domów, tak, jak u pani Anny. Zdarza się jednak, że zalane są całe posesje, ogrody, sady, szklarnie. Zniszczone są drzewa, zgniły sadzonki w ogrodach, zagrzybione są ściany domów, w wielu z nich pękają. Większość poszkodowanych mieszkańców musiała kupić pompy do odwadniania piwnic czy podwórek, specjalne kominki do ogrzewania domów, gdy nie można było palić w piecach w zalanych piwnicach, musieli też osuszać zagrzybione ściany. - Średnio każdy z nich stracił na to po kilka tysięcy, do tego dochodzą straty spowodowane zalanymi ogrodami - mówi Zdzisław Szuleta z Komitetu. Sam do domu może już dojść bez gumowców, ale jeszcze niedawno było to niemożliwe. Ale z tyłu domu woda sięga do 75 cm. Każdego dnia dzwonią do niego mieszkańcy zalanych części Zakanala i pytają, jak można złożyć pozew do sądu. - Już teraz jest tym zainteresowanych kilkadziesiąt osób - mówi Szuleta. - W przyszłym tygodniu planujemy spotkanie z prawnikiem, który wytłumaczy nam, jakie dokumenty musimy przygotować i od jakich instytucji powinniśmy domagać się odszkodowań - tłumaczy.
Przez powódź mocno ucierpieli też rolnicy, głównie z okolic Krzeszyc. Pozwy od nich trafiły już do sądów: te, gdzie straty przekraczały 75 tys., do okręgowego w Gorzowie, w przypadku strat poniżej 75 tys. do rejonowego w Sulęcinie. A do firmy prawniczej o nazwie Gorzowskie Centrum Odszkodowań wciąż trafiają kolejne zgłoszenia od rolników. Pozywają skarb państwa i reprezentujące go instytucje odpowiedzialne za niewłaściwe działania podczas powodzi, które nie uchroniły rolników od ogromnych strat. To głównie rolnicy uprawiający brokuły, kalafiory, kapustę i ziemniaki. Przez wodę stojącą na ich polach od lata stracili swoje tegoroczne uprawy. Wycenę strat zrobiło około 50 rolników, część z nich złożyła już pozwy, cały czas dochodzą kolejni. Są tacy, którzy stracili przez powódź osiem czy dziesięć tysięcy, i tacy, którzy stracili nawet 600 tys. Przygotowywany jest też pozew od rolnika, którego straty sięgają miliona.
- Dziś ci ludzie są bez niczego - mówi Michał Andrusyszyn, prawnik z Gorzowskiego Centrum Odszkodowań. - Stracili to, w co zainwestowali, wielu z nich po prostu klepie dziś biedę. Nie mają pieniędzy, by zasiać kolejne uprawy. Ponadto rolnicy zwykle robią tak, że za sadzonki płacą dopiero po zbiorach. A że zbiorów w tym roku nie było, nie mają jak za nie zapłacić. Zostali więc też z długami. To są ewidentne zaniedbania urzędu melioracji, rowy były koszone i pogłębiane ostatnio kilka lat temu - tłumaczy Andrusyszyn. - To niespotykane w kraju, że tak duża grupa ludzi składa pozwy, i to na taką kwotę przeciwko takiemu gigantowi. To będzie krucjata - mówi.
W Deszcznie natomiast kilkanaście domów jest odciętych od świata, bo zalane są drogi. W sumie zalane jest 20 km dróg, woda na nich jest wysoka od 20 cm nawet do metra. Niektórzy do domów mogą dojechać jedynie ciągnikiem. - W najgorszej sytuacji są gospodarstwa i drogi w miejscowościach bezpośrednio przy wale, jak Ciecierzyce czy Borek. Na bieżąco reagowaliśmy na problemy, umacnialiśmy wał i pompowaliśmy wodę. Ale to były tak duże koszty, kilka tysięcy dziennie, że zaniechaliśmy, gdy okazało się niedawno, że woda na Warcie ma tendencje spadkowe - mówi wójt gminy Deszczno Jacek Wójcicki. - Ewidentnie trzeba naprawić wały i meliorację, które były zaniedbane przez ostatnie 20 lat - twierdzi wójt. Koszt naprawy zalanych dróg szacuje na 200 tys.
- 24 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Zakanale pod wodą. Rolnicy z Krzeszyc pozwą ska...
aquarius4368
12.02.11, 18:39
Moje pytanie:dlaczego budują na terenach zalewowych?Jaki w tym interes?»
Najczęściej czytane24 htydzień








