Szkoło ucz się internetu, porzuć guzikologię
30.10.2009
, aktualizacja: 30.10.2009 18:27
Podstaw, jak włączyć program, wysłać maila, to szkoła uczy. Ale rzecz w tym, by przekonała, że komputer jest do zdobywania wiedzy, a nie ściągania filmów i muzyki - mówi prof. Marek Furmanek z Uniwersytetu Zielonogórskiego
ZOBACZ TAKŻE
- Oświata: Zielona Góra w górę, Gorzów w dół (17-01-10, 12:47)
Na międzynarodową konferencję pedagogów na Uniwersytet Zielonogórski zjechali się naukowcy z największych polskich uniwersytetów, ze Słowacji i z Czech. Prof. Marek Furmanek z UZ opowiadał o szkole w nowych realiach cyberświata.
Piotr Wołkowski: Internet ucznia i nauczyciela to dwa różne światy?
Prof. Marek Furmanek, kierownik Katedry Mediów i Technologii Informacyjnej na wydziale pedagogiki Uniwersytetu Zielonogórskiego: - Nasze badania pokazują, że uczniowie i szkoła jako instytucja funkcjonują w zupełnie innych rzeczywistościach. "Dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość" to często nadużywane przeze mnie stwierdzenie, ale ono mówi, że duża część tego, co jest naszą codziennością, to kwestia ostatnich lat. Wiele dziś niezbędnych osiągnięć technologicznych datuje się na początek XXI wieku. Podobnie komputer, który wydaje się być od zawsze, a w swej formie PC jest obecny dopiero od 1981 r.
I jak to się ma do cyfrowej rzeczywistości ucznia i szkoły?
Popatrzmy na uczniów podstawówek i gimnazjów. Wszyscy urodzeni w latach 90. W rzeczywistości komputerów i technologii cyfrowych oni już się urodzili. Starsze pokolenie widzi, jak to się zmienia. Ja pamiętam jeszcze zakup pierwszego telewizora, a oni nie pamiętają pierwszego komputera. Świat wokół jest coraz bardziej cyfrowy i uczniowie nie muszą się tego uczyć. Ale my musimy.
Przed kilku laty na przykład opublikowano ranking prezentów na pierwszą komunię świętą. Na pierwszym miejscu był komputer. Teraz Ministerstwo Edukacji obudziło się, że informatyka w szóstej klasie to trochę za późno. Poza tym zmienia się rola komputera. Kiedyś to była inteligentna maszyna do pisania. Teraz to sieć, procesor informacji. Dla ucznia następny krok to podłączenie do internetu. Tam szukają informacji, ale najwięcej czasu spędzają na rozrywce. Poprzez sieć również się komunikują. List pisany już praktycznie umarł. Nawet e-mail nie jest już tak popularny. Komunikatory zastępują spotkania z ludźmi.
Powszechnie się sądzi, że starsze pokolenie zamiast kontaktu z sąsiadami wybiera telenowelę. Młodzież przez komunikator ma chociaż kontakt z człowiekiem.
- Ta symbolika komputera z jednej strony, owszem, zbliża ludzi. Kontakt jest szybki, łatwy i wygodny. Ale z drugiej strony komunikatory ten świat rzeczywisty oddalają, bo komunikacja przenosi się w inną sferę. W rozmowie stykamy się z różnymi sytuacjami, emocjami. Są ludzie, za którymi nie przepadamy, ale trzeba z sytuacją sobie radzić. W poczcie elektronicznej po prostu wyrzucamy wiadomość.
Zdaniem niektórych telefon komórkowy kradnie nam prywatność, bo jest z nami wszędzie i zawsze, każdy może zadzwonić. Komunikator pozwala zachować prywatność.
Ja nie chcę pokazywać, że digitalizacja jest czymś negatywnym. Ma swoje plusy i minusy. Natomiast w systemie edukacji to podejście do mediów i technologii informacyjnej zmienia się jak wahadło. Na początku był wielki entuzjazm. Kiedy pojawiły się programy do chemii to nauczyciele wyszli z założenia, że po co mieć kłopot odczynnikami, kiedy wszystko można pokazać na komputerze. Żadnych palników i ryzyka. Tylko że to jest odchodzenie od rzeczywistości. Potem wahadło poszło w drugą stronę i zaczęliśmy dostrzegać negatywne strony: pornografię, pedofilię, cyberbulling. Trzeba pamiętać, że każda technologia coś daje, ale i coś zabiera. Ja staram się iść drogą środka, tj. mówić o zagrożeniach, ale też pokazywać zalety. Władze powoli przeczuwają, że cyberprzestrzeń może być źródłem zagrożeń i problemów. A z nią u młodzieży jest jak z pogodą - możemy się obrażać, że jest brzydka, ale ona jest.
A nauczyciel jest poza tym światem?
To nawet nie jest problem z nauczycielem, ale ze szkołą jako instytucją konserwatywną. To jak z bakałarzem i cyrulikiem. Gdyby przenieść ich ze średniowiecza do dzisiejszych czasów to cyrulik kompletnie się nie odnajdzie na współczesnej sali operacyjnej. Natomiast bakałarz wziąłby kredę, stanął przy tablicy i zacząłby wykładać. Szkoła to taka enklawa tradycyjnego zdobywania wiedzy z książek. Tyle że później i nauczyciel, i uczeń wracają do domu i siadają przy komputerze, gdzie ten świat poznają zupełnie innymi metodami. Szkoła jest instytucją bardzo statyczną, z trudnością adaptuje się do zmian. Ale tych zmian nie unikniemy.
Ja staram się uczyć studentów, że w relacji sprzęt-oprogramowanie-człowiek najważniejszy jest nauczyciel. Jeśli nauczyciel chce realizować edukację informatyczną to pozostałe problemy przeskoczy. Trzeba tylko przekonać nauczycieli, by szli tą drogą edukacji.
Nauczyciele mają o niej duże pojęcie?
Niestety nauczyciele zostali tu pozostawieni z problemem edukacji medialnej i informatycznej sami sobie. Naciska na nich cyberświat, ale nikt im nie pokazuje, jak się w nim znaleźć. Nie zawsze wiedzą, jak sobie z nim radzić. Podstaw, jak włączyć program, wysłać maila, to szkoła w sumie uczy. Ale pozostaje bariera na innym poziomie. Mamy dwie rodziny, z dwoma identycznymi komputerami i oprogramowaniem. W jednej komputer służy do ściągania filmów i muzyki, tylko do rozrywki, a w drugiej komputer to narzędzie do poznania i nauki. I tu jest zadanie dla edukacji, by te możliwości pokazywać. By pójść krok dalej.
Jak uczyć, skoro cyberprzestrzeń jest dynamiczna?
To trochę jak z samochodem. Poznajemy pewne mechanizmy. Gaz, sprzęgło. Uczymy się zasad ruchu drogowego. I mimo że uczyliśmy się na starej syrence, to wiedza zostaje. A w najnowszym mercedesie mechanizmy, które musi znać użytkownik, są w 90 proc. takie same. I podobnie z informatyką. Wyjściem jest nie guzikologia i uczenie każdego programu na pamięć, ale ogólnych reguł. Kontynuując metaforę samochodową, najważniejsze jest pokazać, gdzie tym samochodem można dojechać i do czego go można wykorzystać.
Piotr Wołkowski: Internet ucznia i nauczyciela to dwa różne światy?
Prof. Marek Furmanek, kierownik Katedry Mediów i Technologii Informacyjnej na wydziale pedagogiki Uniwersytetu Zielonogórskiego: - Nasze badania pokazują, że uczniowie i szkoła jako instytucja funkcjonują w zupełnie innych rzeczywistościach. "Dynamicznie zmieniająca się rzeczywistość" to często nadużywane przeze mnie stwierdzenie, ale ono mówi, że duża część tego, co jest naszą codziennością, to kwestia ostatnich lat. Wiele dziś niezbędnych osiągnięć technologicznych datuje się na początek XXI wieku. Podobnie komputer, który wydaje się być od zawsze, a w swej formie PC jest obecny dopiero od 1981 r.
I jak to się ma do cyfrowej rzeczywistości ucznia i szkoły?
Popatrzmy na uczniów podstawówek i gimnazjów. Wszyscy urodzeni w latach 90. W rzeczywistości komputerów i technologii cyfrowych oni już się urodzili. Starsze pokolenie widzi, jak to się zmienia. Ja pamiętam jeszcze zakup pierwszego telewizora, a oni nie pamiętają pierwszego komputera. Świat wokół jest coraz bardziej cyfrowy i uczniowie nie muszą się tego uczyć. Ale my musimy.
Przed kilku laty na przykład opublikowano ranking prezentów na pierwszą komunię świętą. Na pierwszym miejscu był komputer. Teraz Ministerstwo Edukacji obudziło się, że informatyka w szóstej klasie to trochę za późno. Poza tym zmienia się rola komputera. Kiedyś to była inteligentna maszyna do pisania. Teraz to sieć, procesor informacji. Dla ucznia następny krok to podłączenie do internetu. Tam szukają informacji, ale najwięcej czasu spędzają na rozrywce. Poprzez sieć również się komunikują. List pisany już praktycznie umarł. Nawet e-mail nie jest już tak popularny. Komunikatory zastępują spotkania z ludźmi.
Powszechnie się sądzi, że starsze pokolenie zamiast kontaktu z sąsiadami wybiera telenowelę. Młodzież przez komunikator ma chociaż kontakt z człowiekiem.
- Ta symbolika komputera z jednej strony, owszem, zbliża ludzi. Kontakt jest szybki, łatwy i wygodny. Ale z drugiej strony komunikatory ten świat rzeczywisty oddalają, bo komunikacja przenosi się w inną sferę. W rozmowie stykamy się z różnymi sytuacjami, emocjami. Są ludzie, za którymi nie przepadamy, ale trzeba z sytuacją sobie radzić. W poczcie elektronicznej po prostu wyrzucamy wiadomość.
Zdaniem niektórych telefon komórkowy kradnie nam prywatność, bo jest z nami wszędzie i zawsze, każdy może zadzwonić. Komunikator pozwala zachować prywatność.
Ja nie chcę pokazywać, że digitalizacja jest czymś negatywnym. Ma swoje plusy i minusy. Natomiast w systemie edukacji to podejście do mediów i technologii informacyjnej zmienia się jak wahadło. Na początku był wielki entuzjazm. Kiedy pojawiły się programy do chemii to nauczyciele wyszli z założenia, że po co mieć kłopot odczynnikami, kiedy wszystko można pokazać na komputerze. Żadnych palników i ryzyka. Tylko że to jest odchodzenie od rzeczywistości. Potem wahadło poszło w drugą stronę i zaczęliśmy dostrzegać negatywne strony: pornografię, pedofilię, cyberbulling. Trzeba pamiętać, że każda technologia coś daje, ale i coś zabiera. Ja staram się iść drogą środka, tj. mówić o zagrożeniach, ale też pokazywać zalety. Władze powoli przeczuwają, że cyberprzestrzeń może być źródłem zagrożeń i problemów. A z nią u młodzieży jest jak z pogodą - możemy się obrażać, że jest brzydka, ale ona jest.
A nauczyciel jest poza tym światem?
To nawet nie jest problem z nauczycielem, ale ze szkołą jako instytucją konserwatywną. To jak z bakałarzem i cyrulikiem. Gdyby przenieść ich ze średniowiecza do dzisiejszych czasów to cyrulik kompletnie się nie odnajdzie na współczesnej sali operacyjnej. Natomiast bakałarz wziąłby kredę, stanął przy tablicy i zacząłby wykładać. Szkoła to taka enklawa tradycyjnego zdobywania wiedzy z książek. Tyle że później i nauczyciel, i uczeń wracają do domu i siadają przy komputerze, gdzie ten świat poznają zupełnie innymi metodami. Szkoła jest instytucją bardzo statyczną, z trudnością adaptuje się do zmian. Ale tych zmian nie unikniemy.
Ja staram się uczyć studentów, że w relacji sprzęt-oprogramowanie-człowiek najważniejszy jest nauczyciel. Jeśli nauczyciel chce realizować edukację informatyczną to pozostałe problemy przeskoczy. Trzeba tylko przekonać nauczycieli, by szli tą drogą edukacji.
Nauczyciele mają o niej duże pojęcie?
Niestety nauczyciele zostali tu pozostawieni z problemem edukacji medialnej i informatycznej sami sobie. Naciska na nich cyberświat, ale nikt im nie pokazuje, jak się w nim znaleźć. Nie zawsze wiedzą, jak sobie z nim radzić. Podstaw, jak włączyć program, wysłać maila, to szkoła w sumie uczy. Ale pozostaje bariera na innym poziomie. Mamy dwie rodziny, z dwoma identycznymi komputerami i oprogramowaniem. W jednej komputer służy do ściągania filmów i muzyki, tylko do rozrywki, a w drugiej komputer to narzędzie do poznania i nauki. I tu jest zadanie dla edukacji, by te możliwości pokazywać. By pójść krok dalej.
Jak uczyć, skoro cyberprzestrzeń jest dynamiczna?
To trochę jak z samochodem. Poznajemy pewne mechanizmy. Gaz, sprzęgło. Uczymy się zasad ruchu drogowego. I mimo że uczyliśmy się na starej syrence, to wiedza zostaje. A w najnowszym mercedesie mechanizmy, które musi znać użytkownik, są w 90 proc. takie same. I podobnie z informatyką. Wyjściem jest nie guzikologia i uczenie każdego programu na pamięć, ale ogólnych reguł. Kontynuując metaforę samochodową, najważniejsze jest pokazać, gdzie tym samochodem można dojechać i do czego go można wykorzystać.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




