Szkolna akcja: zjedz marchew zamiast snickersa

Dariusz Barański
05.11.2009 , aktualizacja: 05.11.2009 17:34
A A A Drukuj
Dziecko chrupiące na szkolnej przerwie paprykę lub marchewkę zamiast snickersa? Taki obrazek można zobaczyć już w połowie lubuskich szkół. Owoce i warzywa finansowane są przez Unię Europejską.
Paulina Konopka (z lewej) i Martyna Kobryn podobnie jak ich koleżanki i koledzy z SP 11 w Gorzowie już od dwóch tygodni jedzą na przerwie owoce i warzywa
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Paulina Konopka (z lewej) i Martyna Kobryn podobnie jak ich koleżanki i koledzy z SP 11 w Gorzowie już od dwóch tygodni jedzą na przerwie owoce i warzywa
- Moje dzieci są już duże, i warzyw w szkole nie dostają. Ale u nas w domu marchewka lub papryka to standard - mówi Tomasz Skrok z firmy Springfresh. Ta firma z Żabic dostarcza do lubuskich szkół tygodniowo 80-100 tys. pakietów ze świeżymi warzywami i owocami, które najmłodsi uczniowie chrupią potem na przerwie. Pilotażowy program "Owoce w szkole" obejmuje uczniów z klas I-III w polskich podstawówkach. Jego celem jest zmiana nawyków żywieniowych dzieci przez wprowadzenie owoców i warzyw do codziennej diety i propagowanie zdrowego odżywiania. Jest o co walczyć, bo Polacy jedzą najmniej owoców i warzyw w całej Unii Europejskiej. W tym roku szkolnym jest na program ponad 12 mln euro. Mimo to realizacja programu wcale nie wygląda różowo. W niektórych regionach okazał się klapą. Program okazał się nieopłacalny dla dostawców, bo... owoce i warzywa trzeba umyć, poporcjować i hermetycznie zapakować. A zwrot poniesionych kosztów firmy dostaną dopiero po wielu miesiącach i rozliczeniu z Agencją Rynku Rolnego. W woj. lubelskim nie podpisano żadnych umów i ponad 50 chętnych dzieci musiało obejść się smakiem. Podobnie w Świętokrzyskiem: tylko 3,7 proc. zgłoszonych wcześniej dzieci skorzysta z programu. Na tym tle nasz region wcale nie wypada najgorzej. - Też jest trudno, ale programem udało się objąć 54,8 proc. wszystkich dzieci z klas początkowych, 81 proc. z tej liczby dzieci, którą szkoły wcześniej deklarowały - informuje Ryszard Kołodziej, dyrektor oddziału ARR w Gorzowie.

Na 345 lubuskich podstawówek umowy z dostawcami podpisało 168 szkół. Owoce dostawać będzie więc okołó 16 tys. uczniów. Dostawców jest natomiast tylko czterech. Największy z nich to Springfresh, która dostarcza pakiety do ponad setki szkół, ale np. Zespół Szkół Sportowych i SP 11 w Gorzowie zdecydowały się na niewielką firmę kateringową, która dostarcza obiady i prowadzi sklepik szkolny. - Szkole zależało na tym, aby żywność pochodziła z jednego źródła. Na razie przygotowujemy owoce i warzywa tylko dla tej szkoły, bo inne wejdą do programu zapewne dopiero od przyszłego semestru. Nie da się ukryć, że są to niewielkie pieniądze, ale zobaczymy, jak to się będzie rozwijać. ARR określa dokładnie, co mamy dawać dzieciom: jabłka, gruszki, ogórki surowe, marchew, rzodkiewka, papryka, soki owocowe i warzywne. To trzeba zaplanować na 10 tygodni w odpowiedniej gramaturze. Z tego co widzimy, to dzieci chrupią i są zadowolone - mówi Joanna Kukier z firmy PHUG Sabina Szymkiewicz. Zadowolony jest również dyrektor szkoły. - Świadomie zdecydowałem, że nie będziemy współpracować z dużym dostawcą, który obsługuje ponad 100 szkół. Namówiłem więc panią Joasię i cztery razy w tygodniu codziennie rano przygotowuje świeże zestawy - mówi dyrektor Jacek Kiecana. Ale dyrektorzy innych szkół korzystających z dużego dostawcy też nie mają na razie zastrzeżeń. - Ja nie narzekam. Dotąd była marchewka krojona tak jak czipsy, więc dzieci były zachwycone. To nie pierwszy tego rodzaju program w naszej szkole. Od kilku lat rozdajemy mleko, mamy też certyfikaty "Szkoły promującej zdrowie" - mówi Małgorzata Dolata, dyrektor SP nr 5 w Gorzowie. - Szkoda tylko, że akcja nie obejmuje zerówek. Widocznie nikt nie pomyślał, że zerówki będą w szkołach - dodaje Jolanta Hreniak, dyrektor SP nr 9 w Gorzowie. Największy problem sprawiają ogórki, które pokrojone i w woreczkach nie zawsze docierają do ucznia w postaci nadającej się do spożycia. - Takie problemy będziemy wyjaśniać, a podejrzane partie lepiej wyrzucić. W końcu zdrowie dzieci jest najważniejsze - radzi dyrektorom Ryszard Kołodziej. Dla firmy Springfresh program "Owoce w szkole" to pierwsza taka współpraca i z ARR, i ze szkołami. - Zbieramy doświadczenia w produkcji i dystrybucji tak małych pakietów. Stąd pewne problemy np. z ogórkiem - mówi Tomasz Skrok. - Ten program nie da firmie znaczących zysków, ale to jest dla nas również ruch marketingowy. Dziecko uczy się jeść warzywa i owoce, poznaje, jak smakują. Może kiedyś będzie tak, że w marketach będą dominować warzywa, a nie mięso jak dziś - dodaje.

Podziel się

  • 1 komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Dołącz do nas na Facebooku