Gorzów: Nagły atak dysleksji
22.06.2011
, aktualizacja: 24.06.2011 10:54
W Gorzowie co piąty szóstoklasista skorzystał z ułatwień na końcowym egzaminie, bo wcześniej uzyskał opinię o dysleksji. Dla porównania w Zielonej Górze takich szóstoklasistów jest trzy razy mniej. Skąd te różnice?
Najnowszy raport o dysleksji, dysortografii i dysgrafii w szkołach opracował Ośrodek Rozwoju Edukacji (ORE). Dane są wstrząsające: orzeczenie, które uprawniało do napisania sprawdzianu szóstoklasistów w łatwiejszej wersji, posiadał co piąty uczeń w Gorzowie (20,3 proc.), co siódmy w powiecie międzyrzeckim (14,3 proc.) i co dziesiąty w powiecie gorzowskim (10,6 proc.).
Najmniej opinii o dysleksji złożyły dzieci z powiatów nowosolskiego, krośnieńskiego, świebodzińskiego oraz strzelecko-drezdeneckiego (ok. 5,5 proc. dzieci). W samej Zielonej Górze co 14 uczeń (7,1 proc.) uzyskał taką opinię w poradni, czyli w porównaniu z Gorzowem było ich trzy razy mniej.
Ilu z szóstoklasistów rzeczywiście ma dysleksję - nie wiadomo. Do poradni zgłaszają się tylko rodzice, którzy podejrzewają zaburzenia u swoich dzieci. Z drugiej strony, dyrektorzy uważają, że niektórzy uczniowie otrzymują opinie niesłusznie.
- Uczniowie potrafią nauczyć się objawów dysleksji, umiejętnie "odegrać" chorobę u psychologa. Gra jest warta świeczki, bo już na starcie mają lepszy o dwa punkty wynik egzaminu końcowego. Poza tym uczeń może dłużej pisać egzamin albo korzystać z pomocy nauczyciela, który np. odczyta mu tekst i przy okazji "nakieruje" na odpowiedź - opowiada jeden z dyrektorów gimnazjum w Zielonej Górze. - Opinie o dysleksji miały wyrównywać szanse pomiędzy uczniami. Tymczasem często są wykorzystywane, aby ułatwić dostanie się do dobrego gimnazjum, a potem do liceum - dodaje. Powołuje się na badania. W Anglii szacują, że około 4 proc. populacji może cierpieć na dysleksję rozwojową, polscy profesorowie mówią, że odsetek może sięgać nawet 10 proc. - To niemożliwe, że w Gorzowie mieszka o trzy razy więcej dzieci z dysfunkcjami niż w Zielonej Górze - przestrzega dyrektor.
Statystycznie liczba dyslektyków w poszczególnych miastach i województwach powinna być na zbliżonym poziomie. A różnice sięgają nawet 20 proc. Np. w warszawskich podstawówkach blisko co trzeci uczeń ma zdiagnozowaną dysleksję (27 proc.), w łódzkich już znacznie mniej, bo 15 proc., a w Białymstoku odsetek dzieci sięga zaledwie 6 proc.
Specjaliści twierdzą, że dysproporcje wynikają z pracy poradni. Jedne mogą źle diagnozować dzieci, inne zbyt łatwo wystawiają opinie np. o dysleksji. Ważną rolę odgrywa także dostęp rodziców do poradni, które diagnozują tego typu zaburzenia. Potwierdzają to dane ORE. W dużych miastach, gdzie jest łatwiejszy dostęp do poradni, dyslektyków jest więcej.
Adam Kozłowski, dyrektor wydziału edukacji gorzowskiego magistratu ma dwie wersje, dlaczego dzieci z dysleksją w Gorzowie jest trzykrotnie więcej niż w Zielonej Górze. Pierwsza, że w Gorzowie po prostu mieszka więcej takich dzieci. Druga, że rodzice i nauczyciele sumienniej podchodzą do zdiagnozowania problemu. - Systematycznie przeprowadzane są badania przesiewowe uczniów. Po nich rodzice dostają czytelną informację, że dziecko może posiadać dysfunkcje, więc należałoby je dokładnie przebadać. Rodzice kontaktują się z poradnią - tłumaczy dyrektor Kozłowski. Nie dopuszcza wypisywania zaświadczeń na "wyrost", by ułatwić uczniom zdanie egzaminu. - Dopóki nie ma dowodów, że tak może się dziać, ta opinia jest krzywdząca. Jeśli zostałby zakwestionowany choć jeden przypadek, moglibyśmy zastanawiać się nad zjawiskiem. Tak się jednak nie zdarzyło - zapewnia Kozłowski.
Anna Mikołajczak, dyrektor Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Gorzowie potwierdza, że nie zdarzyło się, by specjaliści wystawili niesłusznie opinię. Po prostu lepiej diagnozują problem. - Ponad 10 lat temu wprowadziliśmy program, w którym specjaliści przesiewowo badają wszystkie przedszkolaki. Dzieci, u których dostrzegliśmy najmniejsze zaburzenia i trudności w nauce, pozostają pod naszą stałą opieką. W pracę nad uczniem angażujemy nauczycieli, rodziców i psychologów. Kontrolujemy postępy. Gdy mimo pracy ich nie ma, diagnozujemy dziecko powtórnie. Nie ma mowy o pomyłkach. Z powodu, że skutecznie i wcześnie potrafimy wyłowić te dzieci z tłumu, nie powinno się nam czynić zarzutów - odpowiada Mikołajczak.
Najmniej opinii o dysleksji złożyły dzieci z powiatów nowosolskiego, krośnieńskiego, świebodzińskiego oraz strzelecko-drezdeneckiego (ok. 5,5 proc. dzieci). W samej Zielonej Górze co 14 uczeń (7,1 proc.) uzyskał taką opinię w poradni, czyli w porównaniu z Gorzowem było ich trzy razy mniej.
Ilu z szóstoklasistów rzeczywiście ma dysleksję - nie wiadomo. Do poradni zgłaszają się tylko rodzice, którzy podejrzewają zaburzenia u swoich dzieci. Z drugiej strony, dyrektorzy uważają, że niektórzy uczniowie otrzymują opinie niesłusznie.
- Uczniowie potrafią nauczyć się objawów dysleksji, umiejętnie "odegrać" chorobę u psychologa. Gra jest warta świeczki, bo już na starcie mają lepszy o dwa punkty wynik egzaminu końcowego. Poza tym uczeń może dłużej pisać egzamin albo korzystać z pomocy nauczyciela, który np. odczyta mu tekst i przy okazji "nakieruje" na odpowiedź - opowiada jeden z dyrektorów gimnazjum w Zielonej Górze. - Opinie o dysleksji miały wyrównywać szanse pomiędzy uczniami. Tymczasem często są wykorzystywane, aby ułatwić dostanie się do dobrego gimnazjum, a potem do liceum - dodaje. Powołuje się na badania. W Anglii szacują, że około 4 proc. populacji może cierpieć na dysleksję rozwojową, polscy profesorowie mówią, że odsetek może sięgać nawet 10 proc. - To niemożliwe, że w Gorzowie mieszka o trzy razy więcej dzieci z dysfunkcjami niż w Zielonej Górze - przestrzega dyrektor.
Statystycznie liczba dyslektyków w poszczególnych miastach i województwach powinna być na zbliżonym poziomie. A różnice sięgają nawet 20 proc. Np. w warszawskich podstawówkach blisko co trzeci uczeń ma zdiagnozowaną dysleksję (27 proc.), w łódzkich już znacznie mniej, bo 15 proc., a w Białymstoku odsetek dzieci sięga zaledwie 6 proc.
Specjaliści twierdzą, że dysproporcje wynikają z pracy poradni. Jedne mogą źle diagnozować dzieci, inne zbyt łatwo wystawiają opinie np. o dysleksji. Ważną rolę odgrywa także dostęp rodziców do poradni, które diagnozują tego typu zaburzenia. Potwierdzają to dane ORE. W dużych miastach, gdzie jest łatwiejszy dostęp do poradni, dyslektyków jest więcej.
Adam Kozłowski, dyrektor wydziału edukacji gorzowskiego magistratu ma dwie wersje, dlaczego dzieci z dysleksją w Gorzowie jest trzykrotnie więcej niż w Zielonej Górze. Pierwsza, że w Gorzowie po prostu mieszka więcej takich dzieci. Druga, że rodzice i nauczyciele sumienniej podchodzą do zdiagnozowania problemu. - Systematycznie przeprowadzane są badania przesiewowe uczniów. Po nich rodzice dostają czytelną informację, że dziecko może posiadać dysfunkcje, więc należałoby je dokładnie przebadać. Rodzice kontaktują się z poradnią - tłumaczy dyrektor Kozłowski. Nie dopuszcza wypisywania zaświadczeń na "wyrost", by ułatwić uczniom zdanie egzaminu. - Dopóki nie ma dowodów, że tak może się dziać, ta opinia jest krzywdząca. Jeśli zostałby zakwestionowany choć jeden przypadek, moglibyśmy zastanawiać się nad zjawiskiem. Tak się jednak nie zdarzyło - zapewnia Kozłowski.
Anna Mikołajczak, dyrektor Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Gorzowie potwierdza, że nie zdarzyło się, by specjaliści wystawili niesłusznie opinię. Po prostu lepiej diagnozują problem. - Ponad 10 lat temu wprowadziliśmy program, w którym specjaliści przesiewowo badają wszystkie przedszkolaki. Dzieci, u których dostrzegliśmy najmniejsze zaburzenia i trudności w nauce, pozostają pod naszą stałą opieką. W pracę nad uczniem angażujemy nauczycieli, rodziców i psychologów. Kontrolujemy postępy. Gdy mimo pracy ich nie ma, diagnozujemy dziecko powtórnie. Nie ma mowy o pomyłkach. Z powodu, że skutecznie i wcześnie potrafimy wyłowić te dzieci z tłumu, nie powinno się nam czynić zarzutów - odpowiada Mikołajczak.
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Gorzów: Nagły atak dysleksji
amb1
22.06.11, 14:49
"Anna Mikołajczak, dyrektor Zespołu Poradni Psychologiczno-Pedagogicznych w Gorzowie potwierdza, że nie zdarzyło się, by specjaliści wystawili niesłusznie opinię. "Co za arogancja... Co za »
-
Gorzów: Nagły atak dysleksji
tajemniczy_sterowniczy
23.06.11, 00:35
Nie ma mowy o pomyłkach Wychodzi na to że w Gorzowie mamy ułomną młodzież! Mówiąc wprost - debile nam rosną! »
Najczęściej czytane24 htydzień




