Co znajdziemy w lubuskiej kuchni? Zależy, kto co wniesie

Rozmawiał Dariusz Barański
06.08.2010 , aktualizacja: 06.08.2010 16:39
A A A Drukuj
Rozmowa z Małgorzatą Zysnarską, technologiem żywności, nauczycielką w Zespole Szkół Gastronomicznych w Gorzowie. Szkoła rozpoczęła polsko-niemiecki projekt, którego celem jest popularyzacja kuchni regionalnej po obu stronach Odry.
Pokaz gotowania
Fot. Andrzej Monczak / AG
Pokaz gotowania
Dariusz Barański: Jaka jest lubuska kuchnia regionalna? A może w ogóle jej nie ma?

Małgorzata Zysnarska: Słyszę często taką opinię, że lubuska kuchnia nie istnieje. Odpowiadam wtedy, to co, tutaj ludzie nie jedzą? Istnieje jak najbardziej. To jest dziedzictwo kulturowe, które ludzie osiedlając się na tych ziemiach po wojnie przywozili ze sobą. A te tradycje kulinarne są kultywowane i przekazywane. Zawsze tak było, że mama uczy córkę gotować, dziecko samo podpatruje, przyzwyczaja się do pewnego sposobu żywienia w domu, nawet nieświadomie. Można mówić, że to jest lubuska kuchnia, bo ona jest tutaj, w tej chwili. Zgadzam się, że to jest kontynuacja dziedzictwa z wielu różnych regionów. Jest cały wschód: Podlasie, Wołyń, Polesie. Jest Wielkopolska, Małopolska, nawet Bukowina, bo górale czadeccy osiedleni tutaj dalej pielęgnują swoje tradycje.

Te przywiezione tradycje kulinarne zostały tutaj zmodyfikowane.

- Oczywiście. I to jest jeszcze jeden argument za tym, że jest kuchnia lubuska. Kuchnia kresowa już nie jest przecież identyczna jak ta na wschodzie. Nastąpiło zderzenie, fuzja tradycji kresowych np. z wielkopolskimi, gdzie jest całkiem inna kultura żywieniowa. Ta wschodnia kuchnia została wzbogacona w droższe surowce, lepsze mięso, inne przyprawy. Stało się to m.in. dzięki mariażom. Moi teściowie byli takim małżeństwem. Teściowa z Wołynia, teść ze Śremu i on buntował się przeciw takiemu wschodniemu jedzeniu, nie zawsze doprawionemu, tak jak chciał. Siłą rzeczy musiała więc swoją kuchnię modyfikować.

A czy zostało coś z tego, co było w kuchni wcześniej na tych ziemiach?

- Nic. Kuchnia to jest kultura ludzi, kultura stołu. Tworzą ją ludzie, skoro wyjechali, to zabrali swoją kulturę ze sobą. A przyszła inna. Nie jest tak, że kuchnia jest przyrośnięta do miejsca. Ją tworzą ludzie.

Ale to przenikanie przez granicę chyba następuje?

- Pewnie kiedyś tak będzie. Jednak jeśli chodzi o kuchnię Brandenburgii, to ona jest bardzo podobna do wielkopolskiej. Przecież to był kiedyś zabór pruski. Nasza szkoła rozpoczęła właśnie projekt "Kuchnia Transgraniczna". To, co prezentował kucharz podczas spotkań, np. czerwona kapusta, to właśnie kuchnia mojego dzieciństwa. Zresztą nie można tak dokładnie podzielić regionów, że tu jest taka potrawa, a już dalej jej nie ma. Na przykład dochodzę do wniosku, że takie gołąbki są generalnie potrawą transgraniczną, bo prezentują je jako swoją potrawę nie tylko różne regiony Polski, ale nawet różne kraje. Różnią się składem nadzienia, tym, w co jest zawinięte. Jednak czy to są liście winogron czy kapusty, ciągle jest to przecież potrawa, którą my po polsku nazywamy gołąbkiem.

Czy jest jakaś najbardziej charakterystyczna potrawa lubuska?

- Nie. Tu można spotkać wszystko. Ale to też jest zaleta, że w jednym regionie można poczuć tak różne smaki.

Pewnie łatwiej jest wskazać charakterystyczny produkt regionu.

- Na pewno słyniemy z runa leśnego, zwłaszcza grzybów. A wino i miód to już nasze markowe produkty. Jednak żaden produkt z naszego regionu nie ma ochrony europejskiej oznaczenia geograficznego czy pochodzenia. Producenci nie starają się o to. Może winiarze będą pierwsi.

Gorzów próbuje przywrócić do łask renetę landsberską, najpierw w sadach, potem na stołach. To ma przyszłość?

- To jeden z produktów, który stąd pochodzi. Widać to nawet w nazwie znanej na całym świecie. Mój mąż [Jerzy Zysnarski, historyk, regionalista i dziennikarz - red.] stale pracuje nad udokumentowaniem ciekawej historii tej renety. W ubiegłym roku na targach w Gorzowie odbył się konkurs na ciasto z jabłkami. Liczę, że będzie kontynuowany.

No właśnie. Odbywają się konkursy na potrawy i produkty. Mamy domowe tradycje kulinarne. Ale czy to widać w restauracjach, w lubuskich lokalach?

- Pewnie w niewielkim stopniu. Ale po to jest również nasz projekt "Kuchnia Transgraniczna". Restauratorzy się nim interesują, bo chcieliby oferować kuchnię regionalną, lecz brakuje im przepisów. Deklarują, że chętnie wprowadzą do menu jakieś potrawy, bo przyjezdni klienci o takie pytają. A przyjemnie byłoby im powiedzieć: polecamy to nasze danie, lubuskie!





PLEBISCYT LUBUSKIE JE JE JE!

Jaka jest naprawdę nasza kuchnia regionalna? Prześlijcie swoją propozycję, zaproponujcie produkt czy potrawę, jakie Waszym zdaniem są symbolem naszego regionu. Opiszcie też wspomnienie kulinarne, podajcie przepis na ulubione danie z dzieciństwa, podzielcie się anegdotą. Na Wasze opowieści czekamy pod adresem: Gazeta Wyborcza, 66-400 Gorzów, ul. Łokietka 33, e-mail: jejeje@gorzow.agora.pl, jejeje@zielona.agora.pl do 19 sierpnia. Listę nominowanych produktów i potraw przedstawimy 20 sierpnia, tego dnia ruszy głosowanie, które potrwa do 29 sierpnia. Za pośrednictwem naszej strony internetowej możecie też wziąć udział w plebiscycie w innych miastach - wystarczy wejść na gorzow.gazeta.pl lub zielonagora.gazeta.pl i wybrać interesujący Was region. Wśród wszystkich, którzy wezmą udział w naszej zabawie rozlosujemy atrakcyjne nagrody - oczywiście kulinarne. Ramowy regulamin Plebicytu dostępny jest na stronie gazeta.pl/plebiscyt oraz w siedzibie redakcji.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Dołącz do nas na Facebooku