Kogo boli okrzyk: "jeb... PZPN!"? Działacz piłkarski wytłumaczy

Rozmawiał Andrzej Tomasik
07.12.2011 , aktualizacja: 07.12.2011 14:11
A A A Drukuj
- Sędzia, gdzieś w trzeciej lidze gwizdnie coś nie po myśli kibiców i już zaczynają się okrzyki "jeb.. PZPN!". To bez sensu - mówi szef lubuskiego związku piłkarskiego.
kibice reprezentacji Polski
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
kibice reprezentacji Polski
SERWISY
LZPN to jeden z najmniejszych i najbiedniejszych okręgów futbolowych w piłkarskiej Polsce, ale też ma swoją małą aferę...

Andrzej Tomasik: Nie chcę pana pakować na minę, ale czy wstydzi się pan za centralę związku, dla którego pan pracuje? Czy np. "taśmy prawdy" mówią, że szczyt PZPN to szczyt skorumpowany?

Henryk Gruchociak, prezes Lubuskiego Związku Piłki Nożnej: Nie, nie wstydzę się. A taśmy nie mówią nic. Nawet CBŚ nie wyłowiło w tych nagraniach niczego, co skłoniłoby do wszczęcia śledztwa. Grzesiek Lato nie jest głupi. Nie pakowałby się w żadną aferę, zwłaszcza przed Euro.

Ale przecież nie chodzi tylko o taśmy. PZPN ma bodaj najgorsze oblicze ze wszystkich związków sportowych.

- No to ja powiem tak, że inne związki wyłącznie dzielą kasę, którą dostają z ministerstwa. A PZPN do tego, co dostanie z ministerstwa, dokłada jedną trzecią z własnych zasobów i dzieli po terenie.

A skąd ma te własne zasoby?

- Pewnie od sponsorów.

Czyli głos trybun "jeb... PZPN" jest według pana nieuzasadniony?

- Na meczu trzeciej ligi sędzia gwizdnie coś nie po myśli kibiców gospodarzy i zaczyna się "jeb... PZPN". To boli wszystkich, którzy pracują w związku. Ja nie widzę w tym krzyczeniu sensu.

Lubuskie ma swoje przedstawiciela w zarządzie PZPN?

- Nie. I przy tym, co się dzieje, to może nawet dobrze.

Kolejny minister zapowiada, że się weźmie za PZPN. Da radę czy to tylko szum dla publiki na początek rządów?

- Czytałem wywiad z panią Muchą i odniosłem wrażenie, że to osoba, która będzie działać w sposób wyważony i ostrożny. Zapowiadaną kontrolę w PZPN już odłożyła na czas po mistrzostwach Europy. To chyba mówi wiele.

Brak orzełka to było przegięcie?

- A oglądał pan ostatnio mecze polskich siatkarzy w Pucharze Świata?

Tak.

- I widział pan gdzieś orzełka na ich strojach?

Nie.

- No właśnie. I nikt nie robił z tego afery na całą Europę. Siatkarze nie są zresztą jedynymi reprezentantami Polski bez orzełka. Jednak tylko w piłce zrobiło się z tego wielkie halo, jakby sprawa życia i śmierci.

W lubuskim związku też zdarzają się głośne afery?

- Nie. My pracujemy, robimy kursy, konferencje, coraz więcej klubów rozumie potrzebę szkolenia kadr. Jesteśmy biednym okręgiem, bo nie mamy bogatych klubów, które grają w mocnych ligach i robią grube transfery, a m.in. stąd okręgowe związki pozyskują prowizje, czyli pieniądze na konto związku. A u nas co? Ogólnopolskie sukcesy odnosiły w tym roku tylko lubuskie juniorki. Bo juniorom trafił się już gorszy rok. W seniorach nie istniejemy. Tylko jeden klub - Czarni Żagań - gra na centralnym szczeblu, a transfery robi najczęściej bezgotówkowe... Czarni zalegają nam tyle pieniędzy, że gdybyśmy to chcieli wszystko natychmiast wyegzekwować, zamknęlibyśmy ten klub. Ale nie robimy tego. Dla dobra piłki.

I jest tak całkiem spokojnie?

- No, nie. Jeden mój zastępca - wiceprezes zarządu LZPN ds. marketingu - prowadzi już agresywną kampanię wyborczą. I w naszej siedzibie wiesza swoje zdjęcia. Obwieszcza, że będzie nowym prezesem.

Co pan na to?

- Zdjęcia kazałem pozrywać i wyrzucić. Ten pan nas krytykuje. Czy jednak jako prezes ds. marketingu, który zrobił dla LZPN prawie nic, nie krytykuje także siebie...

A pan będzie walczył o kolejną kadencję na stołku prezesa?

- Nie. Wiek już mi na to nie pozwala. Za niespełna rok będę musiał ustąpić.

To ten wiceprezes dopnie swego?

- Niekoniecznie. Szykuję mu dwóch groźnych konkurentów.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Dołącz do nas na Facebooku