Co siedzi w głowie Emila Drozdowicza
29.12.2009
, aktualizacja: 29.12.2009 10:49
- Długo nie grałem. To mi siedzi w głowie i trochę się boję. Do marca jest jednak sporo czasu. Jak strzelę gola, to pewnie pójdzie z górki. Już na wiosnę chcę odgrywać w GKP ważną rolę - zapowiada Emil Drozdowicz. Trzymamy za słowo!
ZOBACZ TAKŻE
- Bramka GKP nadal mocna, za lepszą kasę (12-01-10, 09:43)
- Maliszewski z Koroną, GKP z pieniędzmi (08-01-10, 10:16)
- Piłka nożna: Jeszcze szczegóły i Maliszewski założy Koronę (07-01-10, 09:58)
- Synowiec: Dla młodego Grzegorza ku przestrodze (30-12-09, 14:03)
- Lider z Gorzowa nie przegrywa, ale dalej musi mocno walczyć (29-12-09, 10:39)
- Maciejewski obiecuje, że pogodzi kadrę z klubem. I tu, i tu chce wygrywać (28-12-09, 09:23)
- Mamy lubuski przełom w sprawie Emila Drozdowicza (28-12-09, 09:18)
- Nicki Pedersen: Stal to nie jest gra va banque (24-12-09, 15:50)
- Serie innych były znacznie dłuższe, ale z naszej też jesteśmy dumni (23-12-09, 10:26)
SERWISY
Emil Drozdowicz w poprzednim sezonie był najlepszym strzelcem GKP i czwartym snajperem pierwszej ligi. Zdobył 12 goli w 32 ligowych meczach, dwa dołożył jeszcze w barażach o utrzymanie. Postanowił swoich sił spróbować wyżej. Podpisał umowę z ekstraklasową Arką Gdynia. W międzyczasie zmienił się tam dyrektor sportowy i klub z Trójmiasta zrezygnował z Drozdowicza. Przez pół roku wychowanek Spójni Ośno Lub. i zielonogórskiego UKP nigdzie nie grał. Trenował w Zielonej Górze i od października w Gorzowie. W świątecznej atmosferze prezesi klubów z Zielonej Góry i Gorzowa w końcu się dogadali i za chwilę Emil podpiszę umowę z GKP, najprawdopodobniej na dwa lata.
Kamil Siałkowski: Cofamy czas. Jest lato tego roku. Gdybyś znów miał podjąć decyzję o przejściu do ekstraklasy, co byś zrobił?
Emil Drozdowicz: Po to gram, aby w końcu zadebiutować w ekstraklasie. Chciałem powalczyć o miejsce w Arce Gdynia, nie udało się. Straciłem pół roku. Ale nawet z takim doświadczeniem, spróbowałbym jeszcze raz. Polska to specyficzny kraj, każdy piłkarz ryzykuje przechodząc do innego klubu. Musimy się liczyć z takimi przygodami.
Tych perypetii z gdyńskim klubem dało się w ogóle uniknąć czy to po prostu był życiowy pech?
- Zmienili się w Arce ludzie, którzy odpowiadali za transfery, za budowę drużyny. Trochę miałem pecha. Ale uważam, że to głównie moja wina. Sam wybrałem Gdynię. Ten klub wydawał mi się idealny na rozpoczęcie przygody z ekstraklasą. Długo to analizowałem i... wybrałem najgorzej jak mogłem. A miałem do wyboru oferty z dwóch innych klubów elity...
Mogłeś wybrać Ruch Chorzów, który jesienią był rewelacją ekstraklasy!
- Trudno. Nie ma co gdybać. Świetnie się wstrzelił "Sawka" [Szymon Sawala - red.], który poszedł do Polonii Bytom. Dobrze wybrał też Traore, który jest w Zagłębiu. Zazdroszczę im, ale nie rozpaczam. Nadal będę mocno pracował i wierzę, że niedługo do nich dołączę.
Jesienią działacze z Zielonej Góry mówili, że proponowali ci grę w barwach Lechii na drugoligowych boiskach. A ty odmówiłeś.
- Długo trenowałem z Lechią. Chciałem grać nawet w drugiej lidze. Grać gdziekolwiek. Nie dogadaliśmy się jednak z działaczami. Wina była po obu stronach. O co poszło, nie powiem. Już nie chcę tego roztrząsać. Wszystko teraz jest na dobrej drodze. I niech tak zostanie.
Równo rok temu rozmawialiśmy. Mówiłeś o tym, jak powinna wyglądać współpraca piłkarskiej Zielonej Góry z piłkarskim Gorzowem. I nikt wniosków nie wyciągnął. Jesienno-zimowe sąsiedzkie targi o Drozdowicza trwały bardzo długo...
- Pamiętam naszą rozmowę. Zdania nie zmieniłem. Powinniśmy wykorzystywać to, że GKP gra na zapleczu ekstraklasy. Młode talenty z Zielonej Góry, gdzie jest szkółka, powinny w pierwszej kolejności trafiać do Gorzowa, gdzie jest pierwsza liga. Musimy w regionie stworzyć jakiś system. A moja sytuacja? Niby w piłce takie zatargi to normalność. Dziwi mnie jednak, że działacze z Gorzowa i Zielonej Góry tak długo nie mogli wypracować konsensu. Jesteśmy z jednego regionu, powinniśmy współdziałać, a nie walczyć.
Można powiedzieć, że ponownie piłkarzem GKP jesteś już od października. Gorzowianie wynajęli mieszkanie, płacili kieszonkowe, pozwolili na wspólne treningi z drużyną trenera Adama Topolskiego.
- Od początku trenowałem w Gorzowie z nadzieją, że działacze dogadają się i zostanę w GKP na rundę wiosenną. Dlatego zgodziłem się na takie wprowadzenie. Trener mnie widział w zespole. Czułem się częścią gorzowskiej drużyny. Drużyny, która ze spokojem się w tej pierwszej lidze powinna utrzymać.
GKP chce podpisać z tobą dwuletnią umowę. Tyle czasu będzie trwała odbudowa formy Emila Drozdowicza?
- Gdzież tam! Siedzi mi w głowie, że długo nie grałem. Zastanawiam się, jak ja w ogóle na boisku w warunkach meczowych będę wyglądał. Do marca jest jednak sporo czasu. Czeka mnie dużo pracy, jestem tego świadomy. Przyjdą sparingi, będą mecze. One mnie nakręcają. Jak strzelę gola, to pewnie pójdzie z górki. Już na wiosnę chcę odgrywać w GKP ważną rolę.
A później znów spróbować ekstraklasy?
- Teraz przede wszystkim myślę o tym, aby wrócić do punktu wyjścia. Chcę znów dojść do formy, która pozwoliła mi pomyśleć o transferze do Arki Gdynia. Czy uda się to osiągnąć w pół roku? To na razie wróżenie z fusów.
Kamil Siałkowski: Cofamy czas. Jest lato tego roku. Gdybyś znów miał podjąć decyzję o przejściu do ekstraklasy, co byś zrobił?
Emil Drozdowicz: Po to gram, aby w końcu zadebiutować w ekstraklasie. Chciałem powalczyć o miejsce w Arce Gdynia, nie udało się. Straciłem pół roku. Ale nawet z takim doświadczeniem, spróbowałbym jeszcze raz. Polska to specyficzny kraj, każdy piłkarz ryzykuje przechodząc do innego klubu. Musimy się liczyć z takimi przygodami.
Tych perypetii z gdyńskim klubem dało się w ogóle uniknąć czy to po prostu był życiowy pech?
- Zmienili się w Arce ludzie, którzy odpowiadali za transfery, za budowę drużyny. Trochę miałem pecha. Ale uważam, że to głównie moja wina. Sam wybrałem Gdynię. Ten klub wydawał mi się idealny na rozpoczęcie przygody z ekstraklasą. Długo to analizowałem i... wybrałem najgorzej jak mogłem. A miałem do wyboru oferty z dwóch innych klubów elity...
Mogłeś wybrać Ruch Chorzów, który jesienią był rewelacją ekstraklasy!
- Trudno. Nie ma co gdybać. Świetnie się wstrzelił "Sawka" [Szymon Sawala - red.], który poszedł do Polonii Bytom. Dobrze wybrał też Traore, który jest w Zagłębiu. Zazdroszczę im, ale nie rozpaczam. Nadal będę mocno pracował i wierzę, że niedługo do nich dołączę.
Jesienią działacze z Zielonej Góry mówili, że proponowali ci grę w barwach Lechii na drugoligowych boiskach. A ty odmówiłeś.
- Długo trenowałem z Lechią. Chciałem grać nawet w drugiej lidze. Grać gdziekolwiek. Nie dogadaliśmy się jednak z działaczami. Wina była po obu stronach. O co poszło, nie powiem. Już nie chcę tego roztrząsać. Wszystko teraz jest na dobrej drodze. I niech tak zostanie.
Równo rok temu rozmawialiśmy. Mówiłeś o tym, jak powinna wyglądać współpraca piłkarskiej Zielonej Góry z piłkarskim Gorzowem. I nikt wniosków nie wyciągnął. Jesienno-zimowe sąsiedzkie targi o Drozdowicza trwały bardzo długo...
- Pamiętam naszą rozmowę. Zdania nie zmieniłem. Powinniśmy wykorzystywać to, że GKP gra na zapleczu ekstraklasy. Młode talenty z Zielonej Góry, gdzie jest szkółka, powinny w pierwszej kolejności trafiać do Gorzowa, gdzie jest pierwsza liga. Musimy w regionie stworzyć jakiś system. A moja sytuacja? Niby w piłce takie zatargi to normalność. Dziwi mnie jednak, że działacze z Gorzowa i Zielonej Góry tak długo nie mogli wypracować konsensu. Jesteśmy z jednego regionu, powinniśmy współdziałać, a nie walczyć.
Można powiedzieć, że ponownie piłkarzem GKP jesteś już od października. Gorzowianie wynajęli mieszkanie, płacili kieszonkowe, pozwolili na wspólne treningi z drużyną trenera Adama Topolskiego.
- Od początku trenowałem w Gorzowie z nadzieją, że działacze dogadają się i zostanę w GKP na rundę wiosenną. Dlatego zgodziłem się na takie wprowadzenie. Trener mnie widział w zespole. Czułem się częścią gorzowskiej drużyny. Drużyny, która ze spokojem się w tej pierwszej lidze powinna utrzymać.
GKP chce podpisać z tobą dwuletnią umowę. Tyle czasu będzie trwała odbudowa formy Emila Drozdowicza?
- Gdzież tam! Siedzi mi w głowie, że długo nie grałem. Zastanawiam się, jak ja w ogóle na boisku w warunkach meczowych będę wyglądał. Do marca jest jednak sporo czasu. Czeka mnie dużo pracy, jestem tego świadomy. Przyjdą sparingi, będą mecze. One mnie nakręcają. Jak strzelę gola, to pewnie pójdzie z górki. Już na wiosnę chcę odgrywać w GKP ważną rolę.
A później znów spróbować ekstraklasy?
- Teraz przede wszystkim myślę o tym, aby wrócić do punktu wyjścia. Chcę znów dojść do formy, która pozwoliła mi pomyśleć o transferze do Arki Gdynia. Czy uda się to osiągnąć w pół roku? To na razie wróżenie z fusów.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



