Woodstock: tu wszyscy są dla ciebie bliscy

Agnieszka Drzewiecka
30.07.2010 , aktualizacja: 30.07.2010 09:39
A A A Drukuj
Na polu woodstockowym już w ubiegłym tygodniu z dnia na dzień przybywało ludzi. - Nie mogłem wziąć wolnego na Woodstock. Umówiłem się więc ze swoją przełożoną, że jak szef zajrzy do biura i zapyta, gdzie jestem, ma mu odpowiadać, że jestem w toalecie. I przyjechałem - opowiada Paweł z Wrocławia.
Asia, Mirek i Paweł z Wrocławia rozbili się na woodstockowym polu już na tydzień przed festiwalem
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Asia, Mirek i Paweł z Wrocławia rozbili się na woodstockowym polu już na tydzień przed festiwalem
Piątek, tydzień przed Przystankiem Woodstock. Na polu kręcą się głównie ekipy montujące namioty, scenę, czy wolontariusze Pokojowego Patrolu. Gigantyczna konstrukcja sceny już stoi, powoli rozkładane są też namioty gastronomiczne, zaplecze sanitarne, właśnie przyjechała ekipa z Wrocławia, która będzie rozkładać wielki, 80 na 50 metrów namiot Akademii Sztuk Przepięknych. A co jakiś czas z lasu wyłania się kolejna postać z plecakiem.

Tydzień przed Woodstockiem: są już Rychu i Młody

W lesie przy samym polu festiwalowym stoi kilkanaście namiotów. Od tygodnia jest już tu Rychu z Turku, który przyjechał na Przystanek prosto z festiwalu w Jarocinie, jest też Młody z Iławy, który jechał do Kostrzyna stopem od znajomych z Czech całe dwa dni. Jest ktoś z Berlina, ktoś z Estonii, ekipa ze Śląska. Leżą w trawie, drzemią w namiotach, grają na gitarze, chodzą do miasta po jedzenie. Czekają na Woodstock, który jest ich ulubioną imprezą ze wszystkich imprez na świecie.

Rychu sam do nas podchodzi, wyciąga rękę. Ma na sobie poszarpane dżinsy w czerwone plamy, stare glany, w uchu agrafkę, a na głowie irokeza z bordowymi pasemkami. Pierwszy zaczyna rozmowę. - Pokażę wam, jak tu przyjechałem. Tylko ściągnę koszulkę. O tak właśnie tu przyjechałem, bez koszulki. Bo mi ukradli po festiwalu w Jarocinie. Ktoś od tyłu podbiegł, uderzył mnie z boku głowy, upadłem proszę ja ciebie, straciłem przytomność, a jak się obudziłem, to nie miałem nic poza tymi spodniami i butami. Ukradli mi plecak, skórę oryginalną z 1974 roku, śpiwór, dokumenty, portfel, w którym miałem piętnaście stówek, od kolegi dostałem, on nie mógł jechać, więc dał mi swoje pieniądze, żebym się bawił na festiwalach, aż mi się płakać chciało ze wzruszenia, i koszulkę ze mnie zdarli. Tylko telefon mi został, miałem w kieszeni spodni. Ale i tak bez ładowarki. No ale przyjechałem tu, pociągami, na gapę. Bez grosza. Ale o to się nie martwię, na Woodstocku są sami pozytywni ludzie, to o nic nie trzeba się martwić. Ja mam taką filozofię życiową, proszę ja ciebie, że o nic nie trzeba się martwić. Zawsze znajdą się dobrzy ludzie, ludzie są spoko. A może i nawet stąd jeszcze pojadę gdzieś, na jakąś wycieczkę, gdzieś, gdzie coś się dzieje i są fajni ludzie. Mogę zrobić wszystko. Mam 35 lat i nie mam żadnych zobowiązań. Kiedyś zacznę szukać pracy, ale na razie nie mam żadnych zobowiązań i tak chcę jeszcze żyć, proszę ja ciebie. Jedyne moje zobowiązanie to zadzwonić czasem do rodziców, że nic mi nie jest. Rodzice się martwią. Rodzice są spoko. Masz może telefon, żebym mógł przełożyć kartę?

Miejsce od miliona lat

Obok pojawia się Młody. Ma bluzę za dużą o kilka rozmiarów, porwane spodnie w kratkę za duże o kilka rozmiarów, glany i blond loki do ramion. - Spójrz na moje sznurówki. Jaki to kolor? Nie, nie różowy. Żurowy. Hahaha! Bo wiesz, różowy jest piękny, ale bardziej dla dziewczyn. Choć teraz to się w Polsce i tak na dobre pozmieniało. Teraz jest tolerancja, każdy może być sobą. Bo jeszcze kilkanaście lat temu facet w różowej koszuli czy sznurówkach byłby pokazywany palcami na ulicy albo by go wyzywali od homoseksualistów. Jest dobrze. I ja się czuję tu dobrze. Wkrótce zacznę szukać w końcu jakiejś pracy. Ale teraz chcę się jeszcze trochę pobawić. Życie na bezrobociu jest fajne. Czasem coś dorywczego, jakąś fizyczną fuchę w Iławie znajdę, ale głównie to jeżdżę po Polsce, odwiedzam znajomych, imprezujemy. Na przykład teraz byłem w Jarocinie, potem znajomi z Czech zabrali mnie samochodem do siebie, a stamtąd jechałem tu dwa dni stopem albo pociągami na gapę bez grosza. I udało się. Zawsze się udaje. Dobra, idę szukać mojego miejsca na namiot, z ekipą rozbijamy się w tym samym miejscu na Woodstocku od miliona lat.

Weekend na Woodstocku, to żaden Woodstock

W lesie pod drzewem obwieszonym tenisówkami i sandałami rozkładają namiot Asia, Paweł i Mirek z Wrocławia. Asia jest uczennicą technikum ekonomicznego. - Paweł, chodź mi pomóż z tym plecakiem - woła. - Ja nie mogę, przecież jestem w kiblu! - śmieje się Paweł. - Kończę studia zaoczne, etnologię. I pracuję w biurze. I tak nie do końca mogłem sobie załatwić wolne na Woodstock, więc takie mam niby wolne na ten tydzień. I umówiłem się ze swoją przełożoną, że jak szef będzie zaglądał do biura i zapyta, gdzie jestem, to ona ma mu powiedzieć, że jestem w toalecie. Bo sam weekend festiwalu to nie jest Woodstock. Tu trzeba trochę pobyć, żeby poczuć klimat. Mirek na przykład zwolnił się z pracy, żeby tu przyjechać! - opowiada.

Mirek studiował turystykę i ostatnio pracował w fabryce produkującej silniki do samochodów. - To nie do końca tak, że się zwolniłem z pracy specjalnie na Woodstock. Ale coś w tym jest. Cztery lata pracowałem i ani razu nie miałem dłuższego urlopu, takiego, żeby gdzieś pojeździć i mieć spokój na dłużej. Dwa tygodnie urlopu i wracasz do roboty. To nie są prawdziwe wakacje. A ostatnio chcieli mnie przenieść do innej fabryki, miałem podpisać nową umowę i stwierdziłem, że po prostu jej nie podpiszę, wykorzystam okazję i odpocznę trochę.

Parę dni później: jest już wszystko

- Rzeka ludzi płynąca z dworca PKP w Kostrzynie w stronę pola woodstockowego wzbiera. Od kilku dni bez przerwy tą trasą idą ludzie, cieszy nas ten widok - mówił nam we wtorek rzecznik WOŚP Krzysztof Dobies. Jurek Owsiak jest w Kostrzynie od weekendu, dogląda ostatnich przygotowań. Wysoka na 17 metrów scena, którą budowano ponad trzy tygodnie, jest już prawie gotowa. Instalowane są jeszcze ostatnie elementy oświetlenia i nagłośnienia. Rozkręca się cała infrastruktura zapewniająca bezpieczeństwo na festiwalu: jest już siedziba centrum zarządzania służbami bezpieczeństwa, stacjonują ratownicy medyczni, straż pożarna, a Pokojowy Patrol, którego wolontariusze są na polu od połowy lipca, zaczyna pracę na pełnych obrotach. Powoli rozbija się też wioska fanów Przystanku Woodstock, skupionych wokół woodstockowego profilu na Facebooku. Swój udział zapowiedzieli fani nie tylko z Polski, ale też z Danii czy Finlandii. Stoją już namioty Wioski Krishny, wielki 50 na 80 metrów namiot Akademii Sztuk Przepięknych, i całe zaplecze gastronomiczne i sanitarne. Każdego wieczoru na pole przyjeżdżają masowe wycieczki rowerowe mieszkańców Kostrzyna, dla których od wielu dni teren festiwalu jest miejscem towarzyskich spotkań. Na scenie zagrano też już pierwszy woodstockowy koncert - w wykonaniu muzyków z kostrzyńskiej orkiestry. We wtorek Polska Agencja Żeglugi Powietrznej wydała też zakaz lotów nad polem Przystanku Woodstock w dniach festiwalu.

W ostatniej z ostatnich chwil

A od dziś wszystko na woodstockowym polu jest dopięte na ostatni guzik i tak będzie przez cały najbliższy weekend. Od wtorku z 14 miast z różnych zakątków Polski wyruszyły specjalne pociągi MusicRegio Przewozów Regionalnych, dowożące kolejne grupy woodstockowiczów do Kostrzyna, aż do rozpoczęcia festiwalu. Kursy powrotne zaplanowano na 2 sierpnia, a w trakcie trwania imprezy cały czas będą kursowały pociągi z Poznania. Kto chce, z dworca PKP w Kostrzynie może dojechać na pole specjalnie podstawionymi autobusami. Odjeżdżają, gdy zbierze się odpowiednia grupa. Bilet kosztuje 2 zł. Kto woli dotrzeć na pole piechotą, też się nie zgubi. Miasto na okres festiwalu ustawiło w całym Kostrzynie aż 400 dodatkowych znaków drogowych, w tym znaki kierujące na festiwalowe pole. Większość osób rozbija swoje namioty na terenie festiwalu albo w okolicznych lasach. Dla tych, którym nie odpowiadają "survivalowe" warunki, przygotowano płatne pole namiotowe ToiCamp. Powstało rok temu na prośbę Niemców, których na ubiegłorocznym Przystanku było aż 50 tys. Wielu z nich przyjeżdża na festiwal z dziećmi i chcieli większego komfortu. Okazało się, że ToiCamp spodobał się wielu woodstockowiczom. Pole jest otoczone wysokim, solidnym płotem, strzeżone, z umywalkami i prysznicami z gorącą wodą czy dostępem do prądu.

Jurek Owsiak na festiwalowej stronie napisał list do uczestników Przystanku. "Przez te 16 lat dokładnie pokazaliśmy, o co nam chodzi, jaka jest idea tego wspólnego grania. I teraz, mam nadzieję w jak najliczniejszym gronie, spotkajmy się na tym najpiękniejszym festiwalu świata. Bo wiecie, co jest najpiękniejsze w tym wszystkim? Że decyzję można podjąć w ostatniej z ostatnich chwil. Po prostu - masz natchnienie, bierzesz przyjaciół i jedziesz. A nawet jak pojedziesz sam, to bliskich - czy to znajomych czy nieznajomych - spotkasz na miejscu".

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Dołącz do nas na Facebooku