- Od dawna mecze z tym zespołem są specjalne, zaskakujące i bardzo emocjonujące - opowiadał gorzowski trener Dariusz Maciejewski. - Dlatego, gdy przychodzi konfrontacja z Lesznem to nie patrzę na ich miejsce w tabeli, na ilość zwycięstw i porażek, a nastawiam moją drużynę na ciężki bój. Tym bardziej, że przed obecnymi rozgrywkami rywal wzmocnił się ciekawymi, doświadczonymi Polkami.
Nasz szkoleniowiec tym razem nie patrzy na statystki, ale czytelnikom podpowiemy, że Tęcza dotychczas odniosła pięć zwycięstw i cztery razy przegrała (KSSSE AZS PWSZ ma na koncie imponującą serię dziewięciu wygranych). Co ciekawe, na drużynie z Leszna ciężko byłoby w tym sezonie zarobić, obstawiając jej wyniki w zakładach bukmacherskich. Na razie nasz sobotni rywal gra wyłącznie na miarę swoich możliwości - zwycięża i odchodzi z niczym tam, gdzie powinien. Na wyjazdach wyraźnie przegrał w Gdyni i Toruniu, a wygrywał z Ineą w Poznaniu oraz w Bydgoszczy.
Największym, zresztą spodziewanym wzmocnieniem jest 28-letnia Joanna Walich, która przeniosła się do Leszna z Poznania i z miejsca stała się liderką zespołu. Silna skrzydłowa Tęczy jest obecnie dziesiątym strzelcem ekstraklasy (średnio 14 pkt), trafia częściej niż co drugi rzut (56 proc. skuteczności), świetnie walczy na tablicach i do tego jest bardzo wszechstronna - jeśli brać pod uwagę tylko efektywność gry to w ekstraklasie od Walich są lepsze zaledwie trzy inne koszykarki - Ashley Shields z Pruszkowa, Amisha Carter z Polkowic oraz Ewelina Kobryn z Krakowa.
Dalej za wyniki Leszna odpowiadają też prawie wyłącznie polskie koszykarki - 39-letnia Edyta Krysiewicz, Magdalena Gawrońska oraz stare dobre znajome, byłe zawodniczki KSSSE AZS PWSZ - Aleksandra Drzewińska (średnio 13 pkt) i Joanna Czarnecka (10 pkt). Po urlopie macierzyńskim sportową karierę postanowiła też kontynuować gorzowska wychowanka Barbara Kaszewska. W barwach Tęczy wystąpiła w siedmiu spotkaniach, gra średnio 5 min i rzuca 1 pkt.
O dziesiąte ligowe zwycięstwo naszym akademiczkom na pewno nie będzie łatwo, tym bardziej, że po bardzo wyczerpującym boju z Francuzkami przede wszystkim myślimy o regeneracji sił i podleczeniu urazów, których w gorzowskim zespole nie brakuje, a nie o kolejnej grze. Mimo problemów KSSSE AZS PWSZ powinien wyjść na boisko w pełnym składzie, z nastawieniem podtrzymania świetnej serii. Kolejny wysiłek teraz, umożliwiający na jak najdłużej, a najlepiej na zawsze, zachować czołową pozycję w tabeli, zostanie nagrodzony na finiszu sezonu, przy rozstawieniu drużyn do play-off. Wtedy to nie ostatni stają się pierwszymi, a właśnie pierwsi sięgają po najważniejsze trofea.