Był sobie siatkarski klub z tradycjami
01.09.2010
, aktualizacja: 01.09.2010 08:56
Klub, który co roku raczył swoich kibiców grą na miarę oczekiwań i możliwości. Zaskakujący wynikami, potrafiący zwyciężyć z dużo silniejszymi rywalami.
ZOBACZ TAKŻE
- Rywale GTPS przyjadą z Będzina (01-10-10, 09:58)
- Roman Bartuzi: Chciałbym mieć komu kibicować (29-08-10, 19:51)
- Siatkówka. Castellani: Świderski nie pojedzie na mistrzostwa świata (27-08-10, 08:37)
- Siałkowski: Prezes Zenon mnie nie lubi? (15-07-10, 12:50)
- W Gorzowie grają najlepsze licea (17-06-10, 09:17)
SERWISY
W składzie tego zespołu było wielu młodych ambitnych zawodników na dorobku, część z nich wyselekcjonowana z lokalnego szkolenia, wspieranego przez klub. W składzie było też trzech doświadczonych zawodników, którzy "ciągnęli" zespół i byli wzorem dla młodych zawodników. Wszyscy otrzymywali wypłaty na czas, adekwatne do możliwości klubu. Drużynę prowadził trener z zewnątrz, z jakimiś już osiągnięciami, ale też ambicjami na więcej. Pomagał mu jako równorzędny partner miejscowy trener, obaj ścierając się swoją wizją gry, pomagali zespołowi iść do przodu, mając zresztą komfort i gwarancję długofalowej współpracy.
Na trybunach hali, mogącej pomieścić ok. tysiąca osób, regularnie bywało ich 700 - 800, na ciekawszych wydarzeniach, odpowiednio rozpropagowanych, bywały i komplety. Siatkarzy wspierała głośna grupa najwierniejszych kibiców, ceniona i przyjmowana życzliwie przez klubowych włodarzy. Działacze i sponsorzy, ci drobniejsi, więksi i najwięksi stawiali przed zespołem tylko jeden cel - grajcie dobrze, konsekwentnie pracujcie, odwdzięczcie się kibicom za liczne przybycie i głośny doping. Jeżeli uda się coś osiągnąć ponad to, zrobicie miłą niespodziankę, nikt wam tego nie zapomni.
Klub nie tylko w taki sposób walczył o kibica. Wiedział, że konkurencja nie śpi i promował klub i jakże popularną w kraju siatkówkę, na każdym polu. Przed każdym meczem w mieście można było zauważyć mnóstwo plakatów. Niektóre spotkania zawierały też atrakcyjną ofertę dla młodych i najmłodszych kibiców. Dobrze współpracowano z mediami, które często pisały o życiu codziennym klubu, przedstawiały wizerunek siatkarzy. Prężnie działa strona internetowa, dzięki której sympatycy mogli na co dzień śledzić co nowego w drużynie. Działacze także dbali o transparentność finansową klubu. Klub wykorzystywał dla pozytywnego wizerunku także zasłużonych zawodników. Kiedy jedna z legend, kończąca swoją przygodę z siatkówką w niższej lidze, postanowiła na dobre rozstać się z parkietem, klub postanowił mu zorganizować mecz pożegnalny, propagując do wydarzenie wiele dni przed jego rozpoczęciem. Na halę przybyły tłumy, głośno żegnały zasłużonego zawodnika.
Rozpoczął się nowy sezon. Zawodnicy jak zawsze mieli przede wszystkim grać dobrze dla oka, ambitnie, nie przejmować się niektórymi porażkami. Ale porażek było mało, zespół z bardzo dobrym bilansem przystąpił do decydującej fazy. Trener i prezes klubu tonowali nastroje, zapewniając drużynie komfort pracy przed decydującymi spotkaniami. Ale stało się to o czym wielu kibiców cicho marzyło Półfinał Finał Zwycięstwo w decydującym spotkaniu w niebywałym stylu. W trzecim secie przy stanie 2:0 i 23:14 rozśpiewani fanatycy świętują niemal pewny sukces, śpiewa z nimi cała hala, 24:14 24:15 Wreszcie jest! Ostatnia piłka! Mamy AWANS! Szaleństwo na trybunach, najzagorzalsi kibice na parkiecie podrzucają trenera i zawodników, głośne "Sto lat!", "Bójcie się pany, do ekstraklasy wracamy!", "Dziękujemy!". Wzruszenie, wdzięczność. Prezes klubu bierze mikrofon, poza podziękowaniami i gratulacjami ma dla kibiców jeszcze jedną, wspaniałą wiadomość - na 60 lecie sekcji siatkarskiej klub wróci do historycznej nazwy, pod którą osiągał największe sukcesy. Kolejny sukces marketingowy gwarantowany, wdzięczność kibiców dozgonna.
I nagle rozlega się dzwonek Tak, to mój budzik. To był piękny sen, ale tylko sen. I nie ma żadnego rozsądnego argumentu, żeby uwierzyć, że może on choć po części stać się rzeczywistością. Od dziecka jestem z tym klubem, osiem lat mu aktywnie kibicuje, zaliczyłem 28 spotkań wyjazdowych, przeżyłem dziesięciu czy dwunastu trenerów (już się pogubiłem), kilku prezesów, dwie zmiany nazwy, dwukrotne wygnanie na obcą halę, większe lub mniejsze zadłużenie i sukcesywną marginalizację w mieście. Coraz mniej wierzę, że coś się może zmienić na lepsze, ale może ktoś lub coś przekona mnie i moich kolegów "po szalu" oraz wielu sympatyków siatkówki jakich mamy w naszym mieście? Bardzo bym chciał w to wierzyć. I pomimo wszystkich okoliczności, tych sympatyków zapraszam w nadchodzącym sezonie na halę przy ul. Czereśniowej 4. Fajnie się czasami miło zaskoczyć w życiu nieprawdaż?
Na trybunach hali, mogącej pomieścić ok. tysiąca osób, regularnie bywało ich 700 - 800, na ciekawszych wydarzeniach, odpowiednio rozpropagowanych, bywały i komplety. Siatkarzy wspierała głośna grupa najwierniejszych kibiców, ceniona i przyjmowana życzliwie przez klubowych włodarzy. Działacze i sponsorzy, ci drobniejsi, więksi i najwięksi stawiali przed zespołem tylko jeden cel - grajcie dobrze, konsekwentnie pracujcie, odwdzięczcie się kibicom za liczne przybycie i głośny doping. Jeżeli uda się coś osiągnąć ponad to, zrobicie miłą niespodziankę, nikt wam tego nie zapomni.
Klub nie tylko w taki sposób walczył o kibica. Wiedział, że konkurencja nie śpi i promował klub i jakże popularną w kraju siatkówkę, na każdym polu. Przed każdym meczem w mieście można było zauważyć mnóstwo plakatów. Niektóre spotkania zawierały też atrakcyjną ofertę dla młodych i najmłodszych kibiców. Dobrze współpracowano z mediami, które często pisały o życiu codziennym klubu, przedstawiały wizerunek siatkarzy. Prężnie działa strona internetowa, dzięki której sympatycy mogli na co dzień śledzić co nowego w drużynie. Działacze także dbali o transparentność finansową klubu. Klub wykorzystywał dla pozytywnego wizerunku także zasłużonych zawodników. Kiedy jedna z legend, kończąca swoją przygodę z siatkówką w niższej lidze, postanowiła na dobre rozstać się z parkietem, klub postanowił mu zorganizować mecz pożegnalny, propagując do wydarzenie wiele dni przed jego rozpoczęciem. Na halę przybyły tłumy, głośno żegnały zasłużonego zawodnika.
Rozpoczął się nowy sezon. Zawodnicy jak zawsze mieli przede wszystkim grać dobrze dla oka, ambitnie, nie przejmować się niektórymi porażkami. Ale porażek było mało, zespół z bardzo dobrym bilansem przystąpił do decydującej fazy. Trener i prezes klubu tonowali nastroje, zapewniając drużynie komfort pracy przed decydującymi spotkaniami. Ale stało się to o czym wielu kibiców cicho marzyło Półfinał Finał Zwycięstwo w decydującym spotkaniu w niebywałym stylu. W trzecim secie przy stanie 2:0 i 23:14 rozśpiewani fanatycy świętują niemal pewny sukces, śpiewa z nimi cała hala, 24:14 24:15 Wreszcie jest! Ostatnia piłka! Mamy AWANS! Szaleństwo na trybunach, najzagorzalsi kibice na parkiecie podrzucają trenera i zawodników, głośne "Sto lat!", "Bójcie się pany, do ekstraklasy wracamy!", "Dziękujemy!". Wzruszenie, wdzięczność. Prezes klubu bierze mikrofon, poza podziękowaniami i gratulacjami ma dla kibiców jeszcze jedną, wspaniałą wiadomość - na 60 lecie sekcji siatkarskiej klub wróci do historycznej nazwy, pod którą osiągał największe sukcesy. Kolejny sukces marketingowy gwarantowany, wdzięczność kibiców dozgonna.
I nagle rozlega się dzwonek Tak, to mój budzik. To był piękny sen, ale tylko sen. I nie ma żadnego rozsądnego argumentu, żeby uwierzyć, że może on choć po części stać się rzeczywistością. Od dziecka jestem z tym klubem, osiem lat mu aktywnie kibicuje, zaliczyłem 28 spotkań wyjazdowych, przeżyłem dziesięciu czy dwunastu trenerów (już się pogubiłem), kilku prezesów, dwie zmiany nazwy, dwukrotne wygnanie na obcą halę, większe lub mniejsze zadłużenie i sukcesywną marginalizację w mieście. Coraz mniej wierzę, że coś się może zmienić na lepsze, ale może ktoś lub coś przekona mnie i moich kolegów "po szalu" oraz wielu sympatyków siatkówki jakich mamy w naszym mieście? Bardzo bym chciał w to wierzyć. I pomimo wszystkich okoliczności, tych sympatyków zapraszam w nadchodzącym sezonie na halę przy ul. Czereśniowej 4. Fajnie się czasami miło zaskoczyć w życiu nieprawdaż?
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



