Dlaczego wstydzimy się naszej Kłodawki

Dariusz Barański
19.11.2009 , aktualizacja: 19.11.2009 18:16
A A A Drukuj
Czego oprócz tramwajów mogą nam zazdrościć zielonogórzanie? Chyba położenia nad rzekami. Tymczasem my sami jakbyśmy się wstydzili naszej uroczej Kłodawki. A już na pewno jej dobrze nie wykorzystujemy
Brzeg Kłodawki tuż za mostem na ul. Dąbrowskiego. Co tu kiedyś będzie... spacerowy pasaż czy betonowy parking?
Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Brzeg Kłodawki tuż za mostem na ul. Dąbrowskiego. Co tu kiedyś będzie... spacerowy pasaż czy betonowy parking?
Rzeka, położenie nad wodą to prawdziwy skarb dla miasta. Wiedzą o tym i wykorzystują to berlińczycy, londyńczycy czy paryżanie. W wielu zamożnych miastach europejskich, czy to w Londynie, Hamburgu, czy Kopenhadze, za mieszkanie nad wodą w mieście płaci się dużo więcej. W Holandii, przygotowując nowe tereny mieszkaniowe, często buduje się też nowe kanały, aby podwyższyć wartość nieruchomości. Kłodawka jest dla miasta niewątpliwym skarbem. Tymczasem żal patrzeć na to, jak skarb ten jest marnowany. Zamiast wypielęgnowanych brzegów z ozdobnymi krzewami, drzewami, żywopłotami, małą architekturą widzimy obraz nędzy i rozpaczy: walące się spróchniałe płotki, pordzewiałe ogrodzenia, zaniedbane podwórka z blaszanymi garażami. Przychodzi na myśl działający niegdyś w naszym regionie słynny ogrodnik, architekt krajobrazu Peter Joseph Lenne, który na początku XIX wieku tworzył ogrodnicze perełki w Poczdamie, Berlinie i Brandenburgii. Nawet w zaprzyjaźnionym Frankfurcie nad Odrą jest dziś park Lennégo, w którym wzdłuż małej rzeczki w środku miasta wyczarowano malutkie enklawy pięknego krajobrazu. A nasza rzeczka wcale nie jest taka niepozorna - aż miło pomarzyć, co wyczarowałby przy jej brzegach ktoś taki jak Lenné.

Niechciana perełka

Rzeczywistość jest jednak mniej sielankowa. Tyle się mówi w mieście o tym, że Gorzów powinien znów zwrócić się w stronę rzeki. Mówiąc rzeka, ma się na myśli Wartę. Jeśli mowa o nabrzeżnych bulwarach, to o bulwarach nadwarciańskich. Od Kłodawki - prawdę mówiąc - odwracamy się plecami. W jakimś sensie symboliczne jest to, że w zeszłym roku miasto "odkryło", że o Kłodawkę dbać nie musi, bo to należy do podległego marszałkowi Lubuskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych. I jeśli przez ostatnie lata magistrat troszczył się przynajmniej o stan rzeki, wycinano zarośla, pogłębiano koryto, umacniano brzegi czy choćby rozbijano zimą krę - to teraz wojewódzcy melioranci na to pieniędzy nie mają. Dobrze chociaż, że odnowiono częściowo brzegi, że urządzono skwer przy ul. Łokietka. Jednak mało kto wie, że Kłodawka - granica Gorzowa - płynie na sześciokilometrowym odcinku, aż do ujścia Warty. Rzeczywiście można uznać, że rzeczka fragmentami wkomponowuje się w miejski krajobraz i jest uporządkowana. Na przykład w parku Róż, na skwerze przy Łokietka, w tzw. parku Klosego przy ul. Dąbrowskiego. To jednak niewielkie odcinki, które tym dobitniej świadczą o pewnej straconej szansie. Taką szansą było stworzenie szlaku spacerowego wzdłuż Kłodawki. Przy pewnej determinacji projektantów możliwe byłoby przejście od parku Klosego do samego parku Róż, nawet jeśli w kilku miejscach konieczne byłoby przejście przez ulice na Nowym Mieście. Zdaniem planistów, którzy niedawno sporządzali studium urbanistyczne dla centrum Gorzowa, najważniejsze będzie połączenie terenów zielonych w jeden ciąg spacerowy i rekreacyjny. A za perełkę uznali zieleń wzdłuż Kłodawki. To zresztą nie pierwszy razy, kiedy specjaliści wskazywali na znaczenie rzeki płynącej przez śródmieście. Gdy w 1996 r. zespół pod kierunkiem prof. Lucjana Agapowa opracował koncepcję korytarzy ekologicznych, czyli naturalnych łączników obszarów cennych przyrodniczo, właśnie dolinie Kłodawki przypisano rolę korytarza łączącego wielki kompleks leśny Puszczy Gorzowsko-Barlineckiej z doliną Warty.

Parkany zamiast parku

Niestety wszystko wskazuje na to, że szansę na całościowe zagospodarowanie i udostępnienie brzegów Kłodawki już straciliśmy. Dziś niedostępny jest już odcinek od ul. Wybickiego do Chrobrego: tam mamy już parking McDonalda, a dalej zagrodzony parking niedawno odrestaurowanej willi Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Jednak jeszcze większy żal można mieć o odcinek między ul. Borowskiego a Mickiewicza. Gdy w 2003 r. uchwalano nowy plan zagospodarowania przestrzennego tego obszaru, obiecywano, że nad Kłodawką zostaną zachowane dość szerokie ciągi spacerowe. Miał to być oświetlony pasaż o szerokości ok. 5 metrów, z kostki, ze ścieżką rowerową i zejściem do rzeki. - W planach jest też konsekwentne udostępnienie brzegu Kłodawki mieszkańcom i przeprowadzenie takiego pasażu aż do ul. 30 Stycznia - obiecywał ówczesny wiceprezydent Guzenda. Rzeczywistość? Na miejscu wyburzonego budynku Bürgerheimu wielki dół, a dalej przejście utrudnia wzniesiony prawie nad samym brzegiem metalowy wysoki parkan salonu meblowego. Pięciometrowy pasaż? Między brzegiem a parkanem ledwo z trudem przeciśnie się jedna osoba. Dalej jest jeszcze gorzej. Hotel Gracja stopniowo pochłania przyległe tereny. Najpierw zapolbrukowano jedną stronę rzeczki, teraz na drugim brzegu jest betonowy parking - klatka. Na dodatek otoczony został przesadnie wysokim parkanem. Nad rzeką więc się nie przejdzie do parku, który widać przez stalowe pręty. Trzeba wrócić do ulicy. "W planach jest też konsekwentne udostępnienie brzegu Kłodawki mieszkańcom i przeprowadzenie takiego pasażu aż do ul. 30 Stycznia" - powtórzmy jeszcze raz za byłym wiceprezydentem. Jak na razie widać w działaniach miasta konsekwentną niekonsekwencję.

Róbmy to, co można

Kłodawka jest więc wykorzystana jedynie fragmentami, choć i w takim parku Wiosny Ludów można czuć pewien niedosyt. Pomysły wskrzeszenia dawnej Wenecji - kawiarni na rzece - jakie pojawiły się przed laty, spełzły na niczym. Pozostaje tylko obawa, aby nie stracić szansy na zagospodarowanie terenu między Kłodawką a ul. Strzelecką. Projektowane tam wcześniej obiekty jak centrum biurowo-usługowe czy nawet pierwsze projekty Centrum Edukacji Artystycznej zakładały wykorzystanie tego atutu, jakim jest położenie nad rzeką i połączenie z parkiem po drugiej stronie. Nie doczekały się jednak realizacji. Oby nie skończyło się na parkingu i wysokim płocie. Na swoje odkrycie czeka również odcinek między Borowskiego a 30 Stycznia i dalej za pałacem biskupów gorzowskich aż do stylowego mostku na Dąbrowskiego. Dawni twórcy willi-pałacu biskupów wiedzieli, jak wykorzystać obecność rzeki i uczynili ją prawdziwą częścią ogrodu. Dziś ogród jest podzielony, a jednym brzegiem rzeka graniczy z zaniedbanym dużym podwórzem na tyłach kamienic. Ciągle jest jednak szansa, aby udostępnić Kłodawkę dla ludzi, tworząc tam spacerową alejkę.

Zapraszamy do dyskusji

Co zrobić, aby gorzowianie zaczęli doceniać Kłodawkę? Jak wpisać rzekę w miejski krajobraz? Jaki masz pomysł na zagospodarowanie centrum miasta?

Piszcie do nas:

listy@gorzow.agora.pl

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Dlaczego wstydzimy się naszej Kłodawki danny_boy 19.11.09, 20:19

    Jeśli chodzi o Grację czy sklep meblowy, to nie widze najmniejszego problemu:Prawo wodne gwarantuje każdemu prawo do powszechnego korzystania ze śródlądowych powierzchniowych wód »

  • Dlaczego wstydzimy się naszej Kłodawki blic 20.11.09, 00:17

    Udostępnić tyły podwórka kamienic na Drzymały i Łokietka spacerowiczom?Chyba turystom po slumsach. :))»

  • Dlaczego wstydzimy się naszej Kłodawki real_marek 20.11.09, 19:35

    Gratuluję, kolejny świetny artykuł po tym o podwórkach, choć w części to ten sam temat. Jak ktoś się pyta co zrobić z Gracją, barakiem meblowym i innymi zawalidrogami w ciągu zieleni wzdłuż »

Dołącz do nas na Facebooku