Opinia: Ten remont wygonił siatkarzy

Kamil Siałkowski
29.01.2010 , aktualizacja: 30.01.2010 07:54
A A A Drukuj
Po wielkiej modernizacji legendarnej dla sportu gorzowskiego hali przy ul. Czereśniowej siatkówka będzie tam odgrywała rolę najwyżej trzeciorzędną. A obiekt będzie tylko wyjątkowo ekskluzywną salą szkolną - pisze Kamil Siałkowski, Gazeta Wyborcza

Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta
Pamiętam jak dziś. Przeznaczając w czerwcu ub. r. pieniądze na remont hali prezydent Tadeusz Jędrzejczak i gorzowscy radni mówili jednym głosem: świetnie, że obiekt przy ul. Czereśniowej w końcu zostanie wyremontowany. Szkoła będzie miała funkcjonalną halę, a siatkarze GTPS w końcu będą mogli trenować i grać w przytulnej sali. To były argumenty równoznaczne.

Ale podejrzewam, że już w czasie trwania remontu dyrekcja Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących (zarządza halą) zaczęła robić wszystko, aby gorzowskim siatkarzom uprzykrzyć życie. Czereśniowa miała stać się ekskluzywną salą szkolną.

Remont się przeciągał w nieskończoność. Choć dyrektor Jolanta Korpusińska podkreśla, że robiła wszystko, aby zakończył się jak najszybciej, uważam, że popełniła błędy. Nie zapytała o zdanie ani jednego z działaczy sportowych. Gdyby zapytała, pewnie już dawno byłoby po remoncie. I hala byłaby bardziej funkcjonalna.

Henryk Babij, który pracował przy Czereśniowej w czasach siatkarskiego Stilonu, długo mógłby o tajemnicach obiektu opowiadać. Nikt go nie słuchał mimo że śledził prace budowlańców codziennie. W końcu robotnicy sami odkryli socjalistyczne niespodzianki i aż cztery razy przekładali termin zakończenia remontu. Wedle pierwszych zapowiedzi hala miała być gotowa na 20 października (na początek pierwszoligowych zmagań siatkarzy), ale ostatnia osoba zeszła z placu budowy dopiero w ostatnim tygodniu stycznia.

Siatkarze w tym czasie nie wiedzieli, na czym stoją. Nadal zresztą nie wiedzą. Szkoła wciąż nie wystąpiła jeszcze do instytucji kontrolnych o odbiór obiektu. A dopiero w przypadku ich pozytywnej opinii i otrzymaniu od ZSTiO wszystkich dokumentów, gorzowski klub może ubiegać się o pozwolenie na organizowanie meczów przy ul. Czereśniowej.

Już teraz wiadomo, że takiej zgody by nie otrzymał. W hali nie ma zamontowanego oświetlenia awaryjnego, ze ścian zwisają tylko niezabezpieczone kable. To wskazuje, że dyrektorka myślała o hali tylko w kontekście zajęć WF. Montaż oświetlenia został przesunięty na koniec kolejki po pieniądze i szkole nie starczyło już środków. Nie rozumiem, dlaczego zostały wyremontowane pokoje na galerii (szkoła nie może przecież prowadzić działalności hotelowej), kosztem właśnie instalacji awaryjnej.

Mocno kłują w oczy (także dosłownie) barierki ochronne na trybunie głównej. Tu też prowadząca inwestycję szkoła pozwoliła sobie na serię niedociągnięć. Najłatwiej oczywiście w tym przypadku zrzucić winę na projektanta (to właśnie robi dyrektor Korpusińska). Wczoraj zadzwoniliśmy do Józefa Hryniewickiego z firmy Aro z Człuchowa, który zaprojektował masywne, szare barierki, wysokie na 120 cm. Przyznał, że stanowczo nie zgodził się na przeprojektowanie poręczy ze względów bezpieczeństwa. Okazuje się, że ich minimalna wysokość może wynosić 110 cm. Takiej propozycji Korpusińska nie zgłosiła. Sugerowała za to, aby wybudować barierki na 70 cm, co było niedorzeczne.

Dyrektorka nie walczyła, zawierzyła projektantowi, a mogła postarać się u wojewódzkiego komendanta straży pożarnej o zgodę na odstępstwo od przepisów. Mogła wnioskować o barierki wysokie na 1 m, które na miejscach siedzących byłyby idealnym rozwiązaniem. Bulwersuje także szerokość poręczy (nie jest określona w prawie budowlanym). Jest tak solidna, że zatrzymałby się na niej ponad dwumetrowy ważący co najmniej 150 kg mężczyzna! Takiego kibica, do tego agresywnego, nie widziałem na żadnym meczu. Barierki mogły być więc nie tylko niższe, ale także węższe.

Są też sprawy błahe. Szkoła zupełnie odpuściła przygotowanie tablicy świetlnej, która jest przecież częścią hali. Działająca przed remontem, po jego zakończeniu nagle działać przestała. A dyrekcja szkoły do naprawy się nie pali. Klubowi działacze zostali postawieni przed faktem dokonanym - chcecie tablicy, naprawcie ją, przecież nie należy do szkoły. To prawda. Dziwi jednak, że urządzenie będzie używane nie tylko na siatkarskich meczach, a właśnie borykający się z problemami finansowymi GTPS musi naprawę sfinansować. Można to było zrobić w ramach remontu.

Podobnie jak pomieszczenia socjalne, które wynajmował klub. Te nie tylko nie zostały wyremontowane, ale po remoncie są w jeszcze gorszym stanie. Szkoła złożyła siatkarzom propozycję "nie do odrzucenia": zapłaćcie za wynajem i... sami sobie pokoje wyremontujcie. Cieszyć może się tylko masażysta. Przeznaczone dla niego pomieszczenie budowlańcy pięknie wymalowali... przez pomyłkę.

Wszystko wskazuje na to, że gorzowscy siatkarze do hali przy Czereśniowej zawitają nieprędko. Do końca sezonu pozostały tylko cztery mecze w roli gospodarza, dlatego nie widzą już sensu, aby przenosić się tam na siłę jeszcze w tym roku. Czy kiedykolwiek siatkówka wróci do miejsca, w którym święciła największe sukcesy? Warunki przygotowane przez szkołę mogą "wyleczyć" siatkarzy z tej hali na długie lata.

kamil.sialkowski@gorzow.agora.pl

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

  • Opinia: Ten remont wygonił siatkarzy wieczyslaw124 31.01.10, 07:42

    Mają gdzie grać w chwili obecnej/Puszkina/.Nie zrobią wyniki to moąe wrócą na Czereśniową.Dajmy woln ą ręke szkole.»

Dołącz do nas na Facebooku